Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 17 września. Imieniny: Franciszka, Lamberty, Narcyza
26/07/2018 - 14:20

Polska i bułgarska gra w kamyki. Święto Dzieci Gór 2018

Święto Dzieci Gór. Dzień bułgarsko-podhalański. Scenę anektują Mali Bałcanie. Dziecka pod lasem. Taki obrazek: Jeden śpi na pieńku, na siedząco, drugi wyłożony na scenie. Też śpi? (nic bardziej mylnego, ale o tym za chwilę). Trzech się bawi kamykami, jeden próbuje rozpalić watrę… I w ciszę tej sielanki wcina się jak ostrze ciupagi taka rozmowa: - Wojtek, śpis, czy drzymies? - Ino drzymię! - To idź się przypatrz, czy z owcami syćko jak trza...


I doczekaliśmy się, jak każdego roku fragmentu „Rozmowy wieczornej” Adama Mickiewicza w wykonaniu Józka Brody: Z Tobą ja gadam, co królujesz w niebie, A razem gościsz w domku mego ducha; Gdy północ wszystko w ciemnościach zagrzebie I czuwa tylko zgryzota i skrucha, Z Tobą ja gadam! słów nie mam dla Ciebie: Myśl Twoja każdej myśli mej wysłucha; Najpierw recytacja, przechodząca w śpiew. „Każdy z was tu przychodzi, aby odnowić świątynię Ducha. Myślę, że tego wieczoru każdemu z nas się to uda. Każdego z was z osobna witam, najpiękniej, najgodniej. Po to jest ten wieczór, żebyś się radował, żebyś się cieszył, dotknął glorii między ziemią a nieskończonością.”

Mali Bałcanie

I po tradycyjnym powitaniu Rady Artystycznej, Warsztatów Instruktorskich, księdza Stanisława, scenę anektują Mali Bałcanie. Dziecka pod lasem. Taki obrazek: Jeden śpi na pieńku, na siedząco, drugi wyłożony na scenie. Też śpi? (nic bardziej mylnego, ale o tym za chwilę). Trzech się bawi kamykami, jeden próbuje rozpalić watrę… I w ciszę tej sielanki wcina się jak ostrze ciupagi taka rozmowa:

- Wojtek, śpis, czy drzymies? - Ino drzymię! - To idź się przypatrz, czy z owcami syćko jak trza. - Cemu jo? - Bo jo był, jak tyś społ. - Jo nie społ, ino drzymoł! No to se pogodali. Przychodzą inni chłopcy. Zeby kapeckę pomarzyć, że „Ni mo to, jak być juhasem…” no bo przecież owce pasać – marzenie. I marzenie, żeby mieć kiedyś kierdel, własną bacówkę, być bacą na holi. Popisy tańca na pieńku, to taki jakby casting, kto będzie u przyszłego bacy juhasił, kto będzie wodę nosił.

A potem znów zawody, jak się obyrtnąć, coby kij postawiony w pionie nie zdążył się przewrócić. I skoki przez kija, jako starzy przez ciupagę. I w te popisy wchodzi śpiew dziewcząt. Jeszcze daleki, ale powoli wypełniający kulisy i scenę, aż chłopaki miejsce robią dla tego śpiewu, bo dziewcząt jeszcze nie widać. Piękne powitanie. Nazbirały malin i dzielą się. Tak trza. Dzielę się też informacją, że pies Wojtka zamiast owiec pilnować, goni za zającami. We dwóch po niego poszli. „Wilku. Wilku, co robis?…” Co robi wilk? Ano dołeczek, na ogiencek, na wode, na kompanie…

Starsi chłopcy jednak wolą zabawę w salonowca, kto uderzył tego, co ma gębę w kapelusu. Zabawa przerwana uderzeniem nazbyt siarczystym, przerodziłaby się w bójkę, ale muzyka łagodzi obyczaje. A muzyka właśnie weszła na scenę. Solowa przyśpiewka, i pierwsza para idzie w taniec. Odbijany! Solista, co śpiewał teraz tańczy, jakby mu ten poprzedni tancerz dziewczynę przyprowadził. Ale już następny odbija tancerkę mocnym odepchnięciem partnera. Chce śpiewać, nie umie… Kółecko dziewcząt. Chusty, koszule, spódnice, kierpce, ale… każda inna, choć niby to samo mają na sobie.

No bo jakby to było, kieby kobieta przyszła na potańcówkę, choćby na hali wśród smreków, tak samo ubrana, jak druga. Co innego chłopcy. Każdy w kapeluszu z muszelkami, lnianej albo płóciennej koszuli, białych wełnianych portkach z parzenicami. Czarne kierpce. I śpiew płynie jakby odbity echem od tatrzańskich stoków. Mali też radzi se śpiewają i radzi proszą małe dziewczynki do tańca. Dwie pary, hołupce, dziewczęta wirują, chłopcy, jak przed chwilą ich starsi koledzy, klaszczą i wywijają nogami, uderzając dłońmi o stopy. I potem znów przyśpiewka, o diable, co skoczył do potoka, głębokiego.

Za przyśpiewką kółecko, tym razem mniejszych dziewczynek. Pozostali siedzą, albo stoją w dwu- trzyosobowych grupkach, ktoś ogień podtrzymuje, machając nad watrą kapeluszem, drzewa, pniaki, bańki na mleko, albo na borówki, albo na maliny… Pytanie, które brzmi jak potwarz: - Chłopcy, a umiecie wy tańczyć zbójnickiego? Co to za wątpliwość! Wiadomo, że góralkom gorzej w ciąży niż innym kobietom, bo ich synowie w wieku prenatalnym nie kopią, tylko tańcą zbójnickiego. Więc ruszają. Z kijami zakrzywionymi, żeby choć trochę przypominały zabronione ciupagi.

Ale od czego wyobraźnia? A poza tym, gdy kijem uderzysz o kij, to przecież też dobrze słychać, i przełożyć go można pod nogą jak ciupagę, i skoczyć nad nim, jak nad prawdziwą ciupagą i wywinąć z miną iście zbójnicką. Muzyka musi się już brać ku chałupie. Łowce poszły w szkodę, a w każdym razie nie tam, gdzie powinny, bo generalnie nie powinny nigdzie iść. Tylko się paść, ale głupie. A pasterze mądrzy. Więc je teraz muszą gonić. Ostatni chłopak schodzi, z marzeniem, że będzie mioł kiedyś taki sałas. ****

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu