Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 17 stycznia. Imieniny: Antoniego, Henryki, Mariana
25/12/2013 - 13:04

Ks. Stanisław Olesiak: Śmiej się do człowieka i kochaj go!

Tego od mieszkańców Angoli nauczył się werbista ks. Stanisław Olesiak. Na misjach w Afryce spędził siedem lat. Ze względu na zły stan zdrowia, powrócił do kraju, do rodzinnej Trzetrzewiny. Niemal z dnia na dzień stał się niepełnosprawny. Ale nie poddał się i rozpoczął nową misję. Teraz poświęca się pracy na rzecz osób chorych, starszych i niepełnosprawnych.
Niemal zawsze uśmiechnięty, obdarzony niezwykłym poczuciem humoru. Tylko nieliczni wiedzą, jak ogromnie cierpi. Skąd czerpie energię? - Pewnie od samego Pana Boga – mówią ci, którzy go znają.
Ale od początku.
Kapłańska droga ks. Stanisława Olesiaka rozpoczęła się w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie, a potem przeniosła się do Misyjnego Seminarium Księży Werbistów w Pieniężnie na Warmii. - Chciałem pojechać na misje, pomagać ludziom w zmaganiach z biedą i chorobami – mówi.
Marzenie to udało się spełnić i po przyjęciu święceń kapłańskich w 1979 roku i rocznym kursie języka portugalskiego. Celem ks. Stanisława stała się Angola w południowo-zachodniej Afryce. Praca tam okazała się niezwykle ciężka, nie tylko ze względu na różne wierzenia jej mieszkańców, ale przede wszystkim na klimat. Przez siedem lat pobytu ks. Olesiak pracował w bardzo trudnych warunkach, prowadził budowę ośrodka misyjnego, zabiegał o żywność dla głodujących.
- Często narzekamy, jak bardzie jest nam źle. Ale dopiero jak się widzi głód, ubóstwo i choroby tam, w Afryce, można pojąć, czym jest nędza – opowiada kapłan.
Jak mówi ks. Olesiak, od mieszkańców Angoli, moglibyśmy się wiele nauczyć.
- Przede wszystkim miłości do drugiego człowieka, której u nas – katolików i chrześcijan - brakuje. Mimo iż są oni wyznawcami innych religii, potrafią pokochać drugiego człowieka. A to jest najważniejsze – podkreśla.
We wspomnieniach kapłana pojawia się także jedna z mszy świętych, którą odprawiał z okazji świąt Bożego Narodzenia.
- Najpierw trzeba było uzyskać specjalnie pozwolenie, aby odprawić mszę, gdyż Angola była wtedy „pod opieką” Związku Radzieckiego i panował tam komunizm. Muszę przyznać, że dopiero tam widziałem, jak można się radować z faktu narodzenia Chrystusa. Mieszkańcy całą noc tańczyli i powtarzali „Chrystus się narodził”. Aura w ogóle nie przypominała tej, która towarzyszy Polakom podczas świąt, ale to było coś wspaniałego. W Angoli nie ma szopki, nie ma choinki, ale jest wielka radość z powodu narodzenia Zbawiciela – opowiada.
Po siedmiu latach ks. Olesiak zmuszony był powrócić do Polski.
– Zaczęła mnie „tłuc” malaria. W dodatku przywiozłem sobie też amebę w wątrobie. W końcu zaczęły pojawiać się zaburzenia wzroku, pewne luki w pamięci – opowiada. - W końcu padła diagnoza – stwardnienie rozsiane. Na początku chodziłem o lasce, potem o kulach, aż w końcu zmuszony byłem usiąść na wózku inwalidzkim.
Po chwilach buntu przyszła refleksja, która sprawiła, że ks. Stanisław znalazł kolejny cel w swoim życiu. Postanowił być z cierpiącymi, ułomnymi, osamotnionymi w swoim nieszczęściu i ich wspierać. Odnalazł swoją drogę, kontynuację misji z Afryki w nowym wymiarze. Jest zawsze tam, gdzie dzieje się krzywda, pomaga w potrzebie, niesie duchową pomoc osobom niepełnosprawnym, do których zmierza niemal co miesiąc, aby specjalnie dla nich odprawić mszę świętą. Raz w miesiącu z rodzinnej Trzetrzewiny przyjeżdża do parafii pw. Matki Bożej Niepokalanej w Nowym Sączu, w inną niedzielę do parafii pw. św. Elżbiety w Starym Sączu. Choć choroba go nie oszczędza, nie poddaje się i stara się być wparciem dla tych, którzy - podobnie jak on - cierpią i niosą swój krzyż. Co więcej, na jego twarzy niemal zawsze gości uśmiech, a jego samego nie opuszcza poczucie humoru. Jak mówi, ma na to lekarstwo. - To, o którym niedawno zrobiło się głośno dzięki papieżowi Franciszkowi - „misericordina”, czyli modlitwa różańcowa.
Ks. Olesiak ciągle z sentymentem powraca do czasów, gdy posługiwał na misjach.
- Dziś bym tam wrócił, tym bardziej, że jeszcze nie zapomniałem języka portugalskiego, to były przepiękne lata. Mam stamtąd wspaniałe wspomnienia. W 2002 roku podczas Święta Dzieci Gór w Nowym Sączu, odwiedził mnie zespół z Angoli. Mieszkałem już wtedy u rodziców w Trzetrzewinie. To była wielka radość dla mnie – wspomina.
Dziś sam dla siebie nie pragnie zbyt wiele. Ale przed świętami Bożego Narodzenia życzyłby sobie, aby nie opuszczało go poczucie humoru. Od mieszkańców Angoli nauczył się bowiem, aby śmiać się do człowieka i kochać człowieka.
- Czytelnikom portalu i miesięcznika „Sądeczanin” życzę zdrowych, błogosławionych świąt Bożego Narodzenia. Oby Chrystus rodził się codziennie w każdym człowieku, a szczególnie w tym do którego czujemy niechęć. W końcu wszyscy od Boga wyszliśmy i do Boga zdążamy – dopowiada.
                                                                                                              *
Ksiądz Olesiak otrzymał wiele odznaczeń i wyróżnień. Szczególnie ważne jest dla niego to przyznawane przez dzieci – Order Uśmiechu. W 2006 roku Rada Powiatu Nowosądeckiego przyznała mu odznakę „Zasłużony dla Ziemi Sądeckiej”. Kilka dni temu, 24 listopada, Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Gniazdo” ze Starego Sącza przyznało kapłanowi medal „Przyjaciel Gniazda” za słowa, które uczą pokory i szacunku dla daru najcenniejszego, jakim jest zdrowie i życie, za słowa „Alleluja i do przodu”, które inspirują i motywują do pracy, za nieustanną, cichą modlitwę w intencjach osób niepełnoprawnych i za uśmiech pełen nadziei, który otwiera i jednoczy serca.
Sam kapłan o swojej misji mówi: - Jedni drugim jesteśmy wciąż potrzebni. Ja też byłbym nikim i nic nie zdziałałbym bez pomocy, opieki i troski moich bliskich, rodziców, rodzeństwa, bratowej. To oni ze mną dźwigają codzienny krzyż niosąc jego brzemiona i zdają egzamin z miłości i dobroci.
Księdza Olesiaka można poznać bliżej dzięki jego książce „Mocą Bożą”, wydanej nakładem Wydawnictwa Księży Werbistów Verbinum w 2009 roku.

Kinga Bednarczyk, fot. własne
Przedruk z grudniowego numeru miesięcznika "Sądeczanin"








Dziękujemy za przesłanie błędu