Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 2 grudnia. Imieniny: Balbiny, Ksawerego, Pauliny
20/10/2020 - 16:25

Jakub Hybel o historii Podhalańczyków w konkursie "Sądeczanie dla Niepodległej"

O powstaniu i historii Pierwszego Pułku Strzelców Podhalańskich pisze Jakub Hybel. - W czasie I Wojny Światowej działał on w strukturze 12 Dywizji piechoty armii Austro-Węgier. Oddział bronił w szeregach frontu serbskiego, włoskiego jak i rosyjskiego. Jako pierwszy rolę dowództwa przejął Podpułkownik Piechoty Wojska Polskiego Juliusz Siwak - przypomina nasz młody autor.

Powrót Podhalańczyków na Sądecczyznę był możliwy dzięki wielkiej, społecznej akcji Zygmunta Berdychowskiego.Szlak bojowy 1 Pułku Strzelców Podhalańskich

Jesienią 1918 roku w czasach, gdzie na horyzoncie widniała porażka Państw Centralnych, Polacy marzący o niepodległości walczyli na froncie. Pewnej nocy szarzy żołnierze podążali ku wyznaczonemu miejscu wskazanemu przez dowódcę. Polacy toczący bój w austriackich szeregach, wykończeni wojną słuchali rozkazów kapitana Jerzego Dobrodzickiego. Osoby przy jego boku były w zbiorze 20-go pułku piechoty byłej armii zaborcy.

W tych siłach działali żołnierze, którzy z bólem w sercach musieli opuścić I Brygadę Legionów Józefa Piłsudskiego. W niedalekim czasie władze rozrzucili ochotników po różnych stronach granic. Narady trwały długo. Po przygotowaniach nawiązano kontakt z kadrą 20-go Pułku Piechoty w Tarnowie by pracowała wraz z nimi w duchu oddania Polakom tego o co walczą- niepodległości. Jednocześnie zaczęto rozmowy z tajną Polską Organizacją Wojskową, by ustalić wspólny plan działań i przygotowań na nie daleki, upragniony dzień „zmartwychwstania” Polski. Zaświtał dzień 31 października 1918 a wraz z nim upadek Niemiec i Austrii.

Tajna organizacja zrzeszająca Polaków wydała pierwszy polski rozkaz do żołnierzy. W myśl podano informację, że prawdziwym polskim rządem jest ten w Warszawie, także oddział nosi nazwę 20-go pułku polskiej piechoty. Zaś zaprzyjaźnione szeregi byłego 20-go austriackiego pułku piechoty po ciężkich walkach we Włoszech wróciły do kraju. 18 listopada byli z entuzjazmem witani na dworcu kolejowym w Nowym Sączu. Pochyliły się stare sztandary ojców, powstańców. Połączeni wraz z batalionem stworzyli silny pułk. Inni wracający z frontu francuskiego, mający dwugłowego orła też zostali przyjęci do oddziału. Byli jednak pozbawieni broni, ale z dobrodziejstwa narodu odziano ich w nią. Stworzyli imponująco pokazujący się 20 pułk piechoty. Wtedy można było poczuć radość ogarniającą cały kraj.

Kiedy trwały zamieszki w Austrii, Niemczech i na Węgrzech, wojska węgierskie wycofały się ze Spiszu i Orawy. Tą sytuacje wykorzystał Czechy ,które próbowały wziąć ten kawałek terenu Pułkownik Galica, rodowity góral z Podhala, który dowodził I brygadą górską do, której należał 1 Pułk Strzelców Podhalańskich uznał to za prowokacje ze strony czeskiej i nakazał obsadzić granicę wojska. To właśnie według jego rozkazu kampania czarnodunajecka z pułku stacjonująca w Limanowej razem z II batalionem 1 Pułku Strzelców Podhalańskich miały zdobyć Orawę. Natomiast I Batalion w Bochni dostał rozkaz do wymarszu z Piwnicznej i zajęcia Kieżmarku  i Lubowli.

16 grudnia 1918 wymaszerowania pod Lubowlę, później zaś do  Kieżmarku gdzie znajdowali się Czesi. Polacy byli ogromnie podekscytowani, żyli emocjami. Jednak na niekorzyść politycznie położenie nie sprzyjało ponieważ w sprawie Orawy i Spisza wmieszała się komisja koalicyjna. Stwierdzono, iż Polacy mają opuścić tereny. Stoczono kilka mniejszych szarpanin w czasie, których ucierpiało kilka żołnierzy. Naczelne Dowództwo rozkazało, aby batalion odmaszerował do Piwnicznej po to by koleją dotrzeć do Nowego Sącza. Dusze wszystkich odział smutne ale rozkaz trzeba było wykonać.

O powrocie Podhalańczyków na Sądecczyznę zdecydowała ówczesna wicepremier Beata Szydło

W identycznej porze także trwały walki o Śląsk Cieszyński. Zaczęły rozgrywać się walki o tę starą ziemie należącą niegdyś do Polski. Czesi wykorzystali sytuację, że Polska była uwikłana w wojnę na wschodzie z Ukrainą. Pułkownik Latinik stanął na czele Powstania Śląskiego. Bronił ziemię z wielkim zapałem, lecz siły okazały się jednak za małe. 1 Pułk Strzelców Podhalańskich również miał zaszczyt bronić tego regionu kraju.

8 Kompania, która wówczas tłumiła demonstracje w Tarnobrzeskim z rozkazu dowództwa frontu w Skoczowie otrzymała za zadanie pomóc zagrożonym pod Kisielowem. 27 stycznia 1919 docierając z zapałem do Kisielowa stanęła. Miasto było zajęte już przez Czechy. Rozgniewani żołnierze ruszyli jak huragan w wieś i zabrali ją szturmem. Niepowstrzymani w pędzie, weszli na pozycje wroga. Na drodze Cieszyn- miejsce gdzie kazano im zostać. Kompania broniła terenu wcielona do oddziału majora Żobnera do czasu rozejmu. W połowie lutego 1919 została ściągnięta do Nowego Sącza.

17 stycznia 1919 batalion dojechał na front ukraiński. Małe oddziały Polaków walczyli z armią wroga wspomaganą przez Niemców. Była i chorda, żeby po Przemyśl wbić swe flagi. Szeregi polskich sił brały na siebie ciężar walki i walczyły o każdy jej skrawek. Lała się krew najmłodszych odrodzonego państwa. Walczyli wszyscy nie zależnie od płci, wieku, upodobań, byli odważni i nieustępliwi, aby nie stracić kraju. W Nowym Sączu jeden oddział się sformował by pomóc braciom w bitwie na wschodzie. 19 stycznia 1 Pułk Strzelców Podhalańskich zawitał w Rawie Ruskiej w grupie „Bug” generała Romera. Miasto było bardzo ważnym strategicznie punktem, który trzeba było obronić za wszelką cenę. 20 kilometrów na wschód od tego miasta znajdował się Uhnów miejsce dla Polaków niewygodnie z powodu działań nieprzyjacielskich.

Dowódca wydał rozkaz o 2 kolumnowym przemieszczaniu się do wsi. W skład 1 kolumny wchodził 2 Pułk Strzelców Podhalańskich i kompania królewiaków, zaś drugą z 1 pułkiem, 2 kompanią i 21 pułkiem. Pod Rzyczką był patrole, zaś w Michałówce silniejsze oddziały armii wroga, które udało się wyprzeć. Pod Uhnowem siły nieprzyjaciela otwarły ogień. Najpierw szeregi 1 kolumny zatrzymały się, otwierając artylerie po czym zaczęły iść w prawą stronę. W śniegu po kolana, kompanie ruszyły do ataku i zagarnęły pozycję, odpychając Ukraińców z tej części miasta. Po chwili zatrzymania na odpoczynek i przygotowaniach obronnych było słychać strzały w północnej części miasta. Na zwiady wysłano patrole. Stwierdzono, iż dźwięki ostrzałów dochodziły od dział 2 kolumny, która dotarła opóźniona i rozbiła oddziały armii przeciwnej.

Cel został wykonany, udało się odbić miejscowość z rąk Ukrainy. W nocy obie kolumny wycofały się do Rawy Ruskiej. Zabrali wtedy ze sobą 60 jeńców, kilka karabinów maszynowych oraz kilkaset worków z mąką. Generał Romer wiedzący o odwadze żołnierza podhalańczyka daje za zadanie pułkowi taki sam wypad, lecz teraz do Wólki Mazowieckiej oddalonej o 23 kilometry na wschód od Rawy Ruskiej. Teraz celem było rozbicie formujących się ukraińskich dywizji oraz zebranie jeńców i żywności, której odczuwalny był brak. Grupa składała się z I batalionu pułku, 2 baterii pułku artylerii polowej i szwoleżerów majora Dreszera. Major Korytowski został nominowany na dowódcę grupy. 23 stycznia ruszono z Sienkowic i wraz z pomocą zmroku nocy grupę podzielono na 4 kolumny. 2 kompanie były z zadaniem zdobycia Hujczy, folwarku Grzędy, Wólki Mazowieckiej oraz grupy domów Pyrony. Batalion I tworzył 3 i 4 grupę szturmującą na Wólkę. Po zmarzniętych bagnach, z lodowatymi temperaturami grupa przesuwała się powoli, ale raźnie.

Nieopodal Wólki natrafiono na dom mieszkalny, w którym była siedziba ukraińskich partyzantów, która strzelała bez przerwy i nie miała zamiaru się poddać. Nie mając innego wyjścia podpalono dom, aby wygonić Ukraińców. Po tym uderzono gwałtownie zdobywając Wólkę. Zabrano 30 jeńców, tyle samo koni, około 100 karabinów, wiele sztuk amunicji i kilkadziesiąt okazów bydła. Wtenczas wszystkie kolumny wykonawszy znakomicie swoje zadanie wróciły do Rawy Ruskiej. Dzień później batalion udał się do wsi Hujcze, by z całą grupą przeprowadzić boje. „Wyrzucić Ukraińców z Karowa, Uhnowa, Bełza i Sokała”- tak brzmiał rozkaz dowódcy. Po dwutygodniowych zwycięstwach żołnierz szedł ochoczo do nowej walki. W niedziele dzwony kościelne biły oznajmiając święto.

Gdy ludność wracała z Karowa dowiedziano się, że wieś została silnie obsadzona. Wieści te okazały się prawdziwe, gdyż po momencie można było usłyszeć trajkot karabinów maszynowych, zaś grad kul świsnął strzelcom koło uszu. Wieś zajęto. Podhalańczycy byli dumni ze zwycięstwa jakie odnieśli. W tym wspomniany dniu zdarzył się też zabawny wypadek. Żołnierze odpoczywając zatęsknili za papierosami. Nie było tytoniu, ale ktoś na saniach jedzie i ma liczne pakunki. Strzelcy zatrzymali go, a był to rachunkowy podoficer ukraiński. Nie spodziewał się on, że Karów zostanie tak szybko zajęty.

Po rozdzieleniu wszystkich zapasów, posłano wystraszonego ukraińskiego podoficera do swoich po świeży nabór tytoniu. W międzyczasie w Uhnowie w innej kolumnie kompani czuły się równie dobrze. Ukraińcy uciekając wpadli do Karowa, a był w nim na rozkładaniu się pułk na kwaterach. Na czas zauważyły to patrole polskie. Dowódca wysłał 1 kompanię z prawej strony na flankę wroga. Po krótkich działaniach wroga udało się rozbić, zabierając mu stuparu jeńców i konie. Na rozkaz cofnięto się do Uhnowa.

27 stycznia wraz z II Batalionem 1 Pułku Strzelców Podhalańskich zaatakowano Bełz. Krystynopol upadł 2 dni później. Wreszcie pułk mógł się wycofać na rozkaz dowódcy do Rawy Ruskiej. Kazano im tam bronić tyłów armii bardzo zagrożonej przez oddziały wroga. Obrona powiodła się, Ukraińców w niedużej ilości udało się wypchać bez dużego trudu. Kolejny atak na Przemysłów, gdzie plutonowy Mucha z 1 kompanii wraz z paroma strzelcami rozbił ukraińskich wrogów, również udał się. Nie wystraszyli się karabinu maszynowego nieprzyjaciela i samorzutnie rzucając się na nich zwyciężyli. Udało się zabrać broń. Jednak armia wroga zaciskała coraz mocniej pierścień na Rawę Ruską, 20 lutego zaatakował na całym froncie.

Były to godziny ciężkiej walki, ale duch obrońców nie upadł. Walczono o każdy kawałek ziemi. Żołnierze 1 Pułku trwali na stanowisku. I doczekali. Ukraińcy nie mieli sił i poddali się. Skorzystała z tego 2 kompania, która zaskoczyła wroga i rozbiła go doszczętnie. Rawa Ruska została w polskich rękach, zaś Bełz był otoczony. Załoga broniła ponad siły czekając na wsparcie. Pomocy udzielił 1 batalion, który żwawo ruszył na wieś Staje i zagrodził przejście do Bełza. Zaatakowano ze strony, której Ukraińcy w ogóle się nie spodziewali. Wzięto wieś z rąk najemcy i do tego jeńców i broń. O ważności mogą potwierdzić pochwały dowódcy. 26 lutego zostało nakazane zawieszenie broni przez komisje sojuszniczą. Zawieszenie trwało do 30 marca. Podhalan, którzy czytali gazety i listy zbudził odgłos strzałów.

Apel poparcia powrotu Podhalańczyków podpisało kilkadziesiąt tysięcy Sądeczan

Czytaj więcej: Powrót Podhalańczyków na Sądecczyznę

Ukraińcy zerwali rozejm, podejmując dalsze kroki wojenne. Przybyli wywiadowcy, którzy donieśli ,że hetman Klee zebrał siły i za wszelką cenę chce zdobyć Rawę Ruską. Nie posiadając większej liczby sił, dowództwo grupy postanowiło poszczególnymi wypadami na miejscowości gdzie grupowały się oddziały wroga, nie dopuszczając do większego natarcia. Batalionowi przypadło napaść Domaszów. Wyruszono w ciemną noc tak, że ciężko było zobaczyć towarzysza. Łącznikiem w oddziałach był zwrot „mięso”- „kość”. W najbliższej wsi trzymały się siły wroga, niepokojąc strzałami batalion. Sierżant Bittner zebrał kilkunastu ochotników i nie mówiąc nic nikomu, wpadł w kierunku strzelającej placówki. Podhalanie wpadli do wsi niczym huragan i rozbili nieprzyjaciół. Karabiny maszynowe i 2 jeńców do dowódcy, zameldowując powodzenie. Nazajutrz rozkaz grupy powołał batalion do walk aby oczyścić okolice Rawy Ruskiej. Do większej walki doszło pod Magierowem, nic nie było wstanie pokonać rozpędzonych Polaków. Żadne działa, żaden ogień nie był wstanie. Wieś zdobyto jedną ofiarą i kilku rannymi. Ukraina próbowała odbić, ale silne oddziały musiały się odwrócić bo siła precyzji polskiego żołnierza przerosła oczekiwania wroga. Wracano ze śpiewem na ustach.

Żołnierzy czekało sporo jeszcze walk, lecz „Janosiki” były tymi walkami bardziej podbudzeni. Stoczone boje pod Magierowem, Szczercem i Niemirowem. Właśnie w tej ostatniej bohaterską śmiercią zmarł jeden z najwaleczniejszych sierżant Bittner. Nagle do miasta wpadł plutonowy Jan Korwin i w jednym z domów zauważył większą liczbę Ukraińców. Po wejściu do środka zobaczył on, że podoficer daje do ręki żołd żołnierzom. Wyciągnął też i on rękę, ukraińscy nieprzyjaciele byli osłupieni. Jeden z nich chciał energicznie wyrzucić łakomczucha. Granat w ręce podoficera uspokoił go i zmusił do siedzenia pod stołem. Żołnierze przeciwnika widząc to unieśli ręce do góry i została odebrana im broń wraz z monetą wartą około 5000 koron i 3000 karbowańców. Tyle wzbogacił się batalion. 26 marca w czasie szturmu na Magierów wróg wziął do niewoli 5 oficerów i 50 szeregowych. W czasie tej akcji zostało zabitych 2 żołnierzy i kilku zostało rannych. 29 marca znów odbył się wypad na Magierów, niestety bez powodzenia. Przez miesiąc trwał spokój po czym zaczęły odradzać się siły i duch.

24 kwietnia wzięto wieś Ławryków, a 8 maja Ostrobuż. 2 dni później w komunikacie sztabu generalnego brzmiało, iż strzelcy podhalańscy wzięli do niewoli 130 jeńców i ponad 140 sztuk broni. Zarządzono wtedy demobilizację starszych roczników, która wzięła dużo osób z batalionu, ale dużo ochotników zgłosiło się do dalszej ochotniczej służby na froncie, nie chcąc opuścić swych braci. Był to jeden z najbardziej zrzeszonych batalionów, dowódca kapitan Maciejowski z radością przyjmował swych żołnierzy. W międzyczasie przygotowywano się na dalszą obławę na Ukraińców.

W całej Polsce zbierały się ochotnicze oddziały aby pomóc swoim bracią Polakom na froncie. Radośnie maszerowała młodzież niosąca pomoc. Nie było armat i brakowało innego sprzętu, ale był wielki zapał i wiara w zwycięstwo. Z dalekiej strony dochodziły wieści o tym, że „niebieskie wojska” idą z odsieczą do nas, Polaków, wiernych sobie w pomocy. Wiosenne słonko dawało promienie na ziemię, ziemię na której przelana była krew tysięcy polskich, nie bojących się niczego bohaterów. Z dalsza szły oddziały, konie biegły, nie wzruszenie było wielkie Polacy idą do boju, by bronić i zwyciężyć. Oczy zdumiały, stanęły przed nimi oddziały błękitnej armii przybyłych z obczyzny armia generała Hallera. Z nie do opisania radością witano ich. Była broń. Spędzono długie godziny na naradach, przygotowując skuteczne plany walki, o Polskie ziemie. „Zbiórka” sygnalizowała potwierdzenie tych planów. 14 maja ruszono na walkę o Dobrosin.

Pozycje ukraińskich żołnierzy były silnie obsadzone, to też przez to wieś po licznych atakach została w rękach wroga. Bagna były przeszkodą w dojściu do okopów, postępy grupy zmusiły nieprzyjaciela do cofnięcia się do miejscowości Żółkiew. Batalion przeszedł do Żółkwi, w mieszkańcach było widać zachwyt. Goniono pozycje wroga. Wzięto Wólkę Żółtaniecką, Theodorshof i Kamionkę Strumiłową, gdzie 19 maja zostali nasi żołnierze witani przez generała Józefa Hallera. 14 wojowników zostało rannych. Odpoczywano przez tydzień do 21 maja po czym jeszcze w tym samym dniu stoczono bój o wieś Rzepniów. Bój był ciężki nie tylko dlatego, że oddziały ukraińskie były silnie przygotowane, ale i z przyczyny nie sprzyjających warunków pogodowych bo panowała burza z gradem.

Nie zatrzymało to rozwścieczonych naszych żołnierzy, wpadli z furią na wieś, na oddziały wroga. Ukraińcy uciekali, aż było widać kurz pod ich nogami. Chcieli się przeorganizować, aby odbić utracone pozycje. Głównym zamiarem wroga było opóźnić wsparcie dla polskiej armii, by móc ewakuować Busk i Krasne. Przeciwnik wycisnął ostre działa, było ciężko, ale z powodzeniem batalion wycofał się w bezpieczne dla siebie miejsce. A kiedy wróg myślał, że skutecznie wystraszył Polaków, ruszył z kontratakiem. Nie spodziewał się przeorganizowania i dania nowego planu natarcia przez Podhalan, którzy z taką werwą ruszyli, że nieprzyjaciel uciekał w stronę Buska i Krasnego. 22 maja I batalion wpadł do tych miejscowości wbijając przeciwnikowi nóż w plecy. Rozpoczął się pościg żołnierze zdobyli kilka wsi i zbliżyli się aż ku Brodom.

Tymczasem dowiedziano się o akcji wojsk sowieckich, którzy przeszli kilka miejscowości i ruszając na Małopolskę, chcieli pomóc swym sprzymierzeńcom Ukraińcom. Nowe bardzo groźne niebezpieczeństwo trwało nad Polską. 7 czerwca odbyło się pierwsze stracie naszych bohaterów z potężnym wrogiem komunistycznym pod wsią Pereniatyn. Natarcie bolszewików wspieranych potężnymi oddziałami zostało z trudem zatrzymane. Batalion musiał niestety z przyczyn ciężkiego położenia wycofać się pod ostrzałem do Buczyny. Do 22 czerwca trwał odpoczynek. Kompania marszowa na uzupełnienie batalionu przybyła i wniosła życia trochę i trochę humoru. Położenie frontu wymagało wycofania się na nowe stanowiska. Batalion więc przybył do Zakomarza, gdzie przygotowywał pozycję i opracowywał plan obrony. Też w lipcu wyruszono naprzód.

Z dumą w sercach nieść było miło to, że walczy się dla kraju pięknego. Walka pod Polesiem kosztowała życie 2 bohaterów i ucisnęło rany na 14 z nich. W takim składzie zajęto Podhorce i przez pobliskie miejscowości pędzono ku zwycięstwu. Stąd też zostali oni wysłani na Pokucie, aby objąć rumuński kawałek granicy. To świadczyło o zakończonej walce Ukraińcami, których po nadludzkiej walce wyparto poza Polskę. Na Pokuciu batalion miał udział w braniu ziemi od odchodzących z niej Rumunów. W tym również czasie można było przeszkolić młodych Podhalan i pokazać, że rola żołnierzy jeszcze nie została skończona. II i III batalion objął granicę z Czechami, który trzymał ten skrawek ziemi do marca 1920 roku.

Z powodu walk na froncie pułk wylądował pod Brześciem nad Bugiem. Walczyli nocami z powodu niekorzystnej pogody i utrzymali się tak aż do końca lipca. 1 sierpnia zostali wysłani do Brześcia jako odwód dowództwa generała Sikorskiego. Wówczas właśnie to miejsce było przez Rosję zagrożone. Batalion III otrzymał rozkaz zakwaterowania się w tyle grupy nr 6. Brześć był zaś ostatnim największym punktem, który trzeba było a wszelką cenę obronić. Zrozumiał to każdy z nich, że choćby ostatnią kroplę krwi było stracić nie wolno się cofnąć. Osłona frontów nie była silna a moc z jaką wróg nadchodził była porażająca. Przygotowywano obronę, generałowie widząc cofający się 32 pułk piechoty wiedzieli, że jest źle. Sowieci niebezpiecznie zbliżali się do cytadeli z polskim dowództwem i amunicją.

Na  odsiecz ruszył 1 Pułk Strzelców Podhalańskich ,jednak był w stanie tylko okopać się na froncie. II batalion ruszył na front nr 2 z którego Rosjanie dali rady dojść aż pod same mury cytadeli. Wraz z I batalionem 2 Pułku Strzelców walczono ramię w ramię. Ostrzeliwano, rzucano granaty na głowy, pojedynczo niektórzy sami brali na siebie kilku wrogów i pokonywali ich. Byli bardzo odważni, nie bali się zginąć za ojczyznę. Komuniści widząc co robią Polacy cofnęli się w popłochu na front nr 2. Trzymano wroga w ogniu a w międzyczasie z twierdzy wywożono to co miało największą wartość dla wojska.  Dowództwo widząc sytuację kazało cofnąć się z Brześcia i okopać się za Bugiem. Pułkowi przypadł do bronienia skrawek ziemi na południowy zachód od Brześcia. Rosjanie próbowali przejść rzekę ale za każdym razem nie udawało się im to. Ciała ofiar leżała na przed polach, strugi krwi się lały, a broń polskiego bohatera czyniła cuda. Zapał, odwaga, męstwo pozwoliły na to, że żołnierze zostali na swej pozycji i się nie cofali do 5 sierpnia. Pomimo walki pozycja musiała być opuszczona. Bowiem na północy Rosji po olbrzymich stratach udało się przejść Bug i atakować dalej polskie oddziały.

Pułk obrał pozycję w innym miejscu- Lebiedziowie. Sowieci musieli się cofnąć ponieważ zostali przez inne oddziały pobici pod Białą. Pułk skorzystał z tego i mógł wrócić na utracone pozycję. Rozgniewany wróg zebrał siły i zaatakował nazajutrz 2 skrzydła armii. Były podłamane a więc wycofały się pod naporem aż do Horyłowa. Stan wojska i pozycji był coraz gorszy, ale wola walki i zwycięstwa była jeszcze większa w każdym sercu Podhalan. Oddziały były „zabawiane” przez wroga tam i z powrotem. Góralska pięść twarda jak skałą dopadła wroga. Pułk pamięta rozkazy utrzymania się pod Brześciem. Na przedpolach zginęło wielu Janosików, ale chorągiew Podhala przechodziła z twierdzy do twierdzy i trwała. 6 sierpnia stał się świętem wyparto nieprzyjaciela na wschodni brzeg Bugu. Wzięto wiele potrzebnych do działań rzeczy i jeńców. Na pierwszym święcie Pułku był sam Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski, który wychwalał Pułk za olbrzymie bohaterstwo i odwagę.

Połowa sierpnia 1920 roku, Pułk cofał się do Łuków, który zdobył 11 sierpnia. Batalion został zauważony w lasach, ale na szczęście był w stanie się obronić. W całej Polsce gromadziły się tysiące ochotników aby bronić życiem zagrożoną wolność ojczyzny. Zapał młodych polskich dusz był olbrzymi, dawny zgliszcz i tortury budowały w każdym patriotę. Tak właśnie narodził się duch- polskiego mściciela. Pułk dostał wsparcie w postaci żołnierzy ochotników, którzy przysięgli wierność. Rosjanie pewni swego zwycięstwa ruszyli na Warszawę wysyłając 3 dywizję na dolną część Wisły. Marszałek Piłsudski wydał rozkaz wybranym dywizją o tym aby rozbiły dywizje wroga przed stolicą przed decydującą bitwą. Także tam znalazło się miejsce dla 1 Pułku. Grupa natarcia miała za zadanie forsować na północny-wschód. 1

16 sierpnia rozpoczęło się natarcie. Każdy wierny żołnierz szedł gonić Rosjana i przepędzić go za granicę polską. Nie jeden z nich bił wroga bezlitośnie, nie wracając uwagi na nic tylko aby wypędzić zło. Mieli za zadanie dojść do rzeki Bystrzycy. Zadanie do 16 sierpnia zostało osiągnięte. 2 Pułk zdobył miasto Kock, lecz całkowicie wyrzucił wroga 1 Pułk. 18 sierpnia armia broniła Siedlic. Kolejną walkę wygrali i wzięli kolejny ważny sprzęt. Ostatecznie po wszystkich stoczonych walkach 1 Pułk Strzelców Podhalańskich do kraju 26 listopada. 8 grudnia 1920 roku zawitał do rodzimego miasta Nowy Sącz. Witani z radością na twarzach mieszkańców. Do dziś Pułk pełni funkcję szkolenia młodych Podhalan, mając piękną historię wojenną.

1 Pułk Strzelców Podhalańskich ma wielką tradycję wojskową. Był doceniany przez wielkie dla naszego kraju osobowości. Dzielni wojownicy, zwani Janosikami oddawali życie za to abyśmy dziś mieli wolny kraj. Ramie w ramie nie patrząc na warunki, nie patrząc na siłę wroga walczyli, walczyli o lepsze jutro. Są oni najbardziej utytułowani i zasłużeni dla ziemi nowosądeckiej i Podhala. Cześć i chwała im za to! (Jakub Hybel, Liceum Ogólnokształcące w Starym Sączu)

Literatura:
„Zarys historji wojennej 1-go Pułku Strzelców Podhalańskich” Roman Bober 1929
„Historia Nowego Sącza” Leszek Mignała 2017

Dofinansowano ze środków Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022 w ramach Programu Dotacyjnego „Koalicje dla Niepodległej"

niepodlegla.gov.pl







Dziękujemy za przesłanie błędu