Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
06/03/2022 - 18:30

Jak daleko jest od strajku nauczycieli do obywatelskiego nieposłuszeństwa

W ciągu ostatnich lat coraz większym problemem staje się sytuacja szkolnictwa na Węgrzech. Na początku 2021 roku Związek Nauczycieli (PSZ) alarmował, że kolejny rok szkolny rozpocznie się z gigantycznymi brakami kadrowymi, szacowanymi na 12 tysięcy pedagogów. Jeśli ten trend się utrzyma, w kolejnym roku zniknie kolejnych 10 tysięcy. Drastycznie spada również zainteresowanie kształceniem wyższym w tym kierunku. Problemy kadrowe nie dotyczą jedynie prowincji, lecz również niektórych dzielnic stolicy. Jest to skutkiem niezadowolenia z pensji i braku oczekiwanej reakcji na trwające od lat strajki. Nie oznacza to całkowitej bierności rządu - rok 2022 rozpoczął się dekretem praktycznie uniemożliwiającym strajk nauczycieli.

Na Węgrzech średnia wysokość pensji nauczyciela z wyższym wykształceniem wynosi 261 500 forintów brutto, co daje 3322 złote. W Polsce podstawa ta wynosi średnio ponad trzy i pół tysiąca złotych. Ponadto na Węgrzech tydzień pracy nauczyciela na etacie to 24,5 h co daje wynik powyżej średniej unijnej. Pomimo dziesięcioprocentowej podwyżki w lipcu 2020 roku, nauczyciele nadal domagają się lepszych warunków, głównie dlatego, że została ona wprowadzona jako dodatek, a nie zwiększenie podstawy i w znacznej części skonsumowała ją inflacja. Wspiera ich w tym Węgierski Związek Nauczycieli, który zwrócił się do rządu o reakcję na obecną sytuację. W odpowiedzi na apel PSZ, Ministerstwo Zasobów Ludzkich odpowiedziało, że według ich statystyk liczba nauczycieli w ostatnich latach nie zmieniła się znacząco, nie pozostawiając zbyt dużej przestrzeni na dyskusję.

W połowie lutego rząd wydał dekret o tym, jak należy organizować opiekę nad dziećmi i w jakich godzinach ma się odbywać, ze względu na nadzwyczajną sytuację w związku z pandemią. Przypomnijmy, że od 2020 roku węgierski rząd ma możliwość modyfikowania prawa dekretami z pominięciem głosowań parlamentu. Kompetencje te zostały wprowadzone w związku ze stanem wyjątkowym, ale jak widać zostały z nami na dłużej. Od opublikowania dekretu prawo nakłada na placówki obowiązek opieki nad dziećmi w godzinach od 7 do 16 dla szkół ponadpodstawowych, do 17 dla szkół podstawowych i do 18 dla żłobków we wszystkie dni robocze objęte strajkiem. Dekret przewiduje również, że każde dziecko lub uczeń może przebywać w tym samym pomieszczeniu tylko z rówieśnikami, z którymi przed strajkiem znajdował się w tej samej grupie lub klasie. Uniemożliwia to tymczasowe połączenie grup.

Ponadto, każda grupa i klasa musi być nadzorowana przez co najmniej jednego wykwalifikowanego nauczyciela lub opiekuna. Podopieczni muszą mieć zapewnione normalnie przysługujące im wyżywienie oraz godzinę na świeżym powietrzu rano i po południu. Rozporządzenie przewiduje też normalne odbywanie się wszystkich lekcji przygotowujących do egzaminów z obowiązkowych przedmiotów maturalnych dla ostatnich klas szkół ponadpodstawowych. Pozostałe lekcje również muszą się odbywać, tak by reszta uczniów uczestniczyła w połowie planowanych godzin. Oczywiście nauczycielom przysługuje prawo do strajku, ale nie może on kolidować z wyżej wymienionymi zasadami. Uzasadnieniem decyzji podanym przez rząd Fidesz-KDNP jest ochrona przed rozprzestrzenianiem się epidemii. Związek Nauczycieli skomentował, że dekret jest nadużyciem prawa oraz rażącym naruszeniem węgierskiej konstytucji, która uznaje prawo do strajku za jedno z podstawowych. Zapowiadają skierowanie sprawy do sądu i apel do instytucji UE.   

Dekret skutkuje tym, że coraz więcej szkół dołącza się do strajku, co oznacza nieposłuszeństwo obywatelskie, gdyż z nowymi zasadami strajk staje się praktycznie niemożliwy. Organizatorzy obecnego protestu w Budapeszcie podkreślają, że nie mają innego wyjścia jak celowe złamanie prawa, gdyż z powodu braków kadrowych nie są w stanie zapewnić opieki każdej klasie i grupie z osobna. Sytuację zapoczątkował strajk 12 nauczycieli w Liceum Świętego Władysława w Kőbánya. Kilka dni później dołączyły inne placówki, również poza Budapesztem, jak na przykład szkoła im. Ferenca Földesa w Miszkolcu. Ponad tysiąc studentów, lecz także wykładowców i pracowników naukowych uniwersytetu ELTE w Budapeszcie podpisało deklarację poparcia strajku. Wśród słów poparcia padły również zapewnienia, że według sygnatariuszy nieposłuszeństwo obywatelskie nauczycieli będzie przykładem dla przyszłych pokoleń, w celu stworzenia autonomicznego społeczeństwa. Aktualnym motto protestu od momentu opublikowania rozporządzenia jest „Strajk prawem podstawowym”.

Minister w Kancelarii Premiera Gergely Gulyás, w odpowiedzi na wydarzenia, skomentował, że rząd rozumie problemy nauczycieli i jest zadowolony z negocjacji z nimi w sprawie podwyżki płac. Rozwój protestów wskazuje jednak na to, że rząd jest jedyną zadowoloną stroną w tym konflikcie. Czy aktualne wydarzenia przyniosą oczekiwane skutki? Jest to wątpliwe. Rząd powinien zareagować na postulaty strajku tylko jeśli jest on legalny. Ten warunek na Węgrzech zazwyczaj nie jest łatwy do spełnienia, zaś w tym wypadku nie ma o tym mowy, ponieważ sytuacja nie jest już strajkiem a celowym łamaniem prawa. Z pewnością w czasie pandemii zażegnanie konfliktu nie jest też priorytetem Ministerstwa Zasobów Ludzkich, które odpowiada między innymi również za służbę zdrowia. Zdaje się, że rząd Fideszu znalazł bezbolesne dla budżetu rozwiązanie - zamiast przystać na postulaty strajkujących lub pozwolić na eskalację konfliktu, która mogłaby negatywnie wpłynąć na kampanię, można zwyczajnie protest zdelegalizować. Julia Kuchcińska fot. IM







Dziękujemy za przesłanie błędu