Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 18 września. Imieniny: Ireny, Irminy, Stanisława
29/07/2018 - 19:10

Dzień tajlandzko-słowacko-żywiecki 26. Święta Dzieci Gór

Spod Kikuli, zza miedzy, zza oceanów Ostatni akt dramatu. Jutro – jego epilog. A dramat – w znaczeniu literackim – to nic strasznego. To jest taki rodzaj, w którym więcej niż wydarzenia czy świat przedstawiony, liczą się charaktery.


Liczą się charaktery takie na przykład jak Józka Brody, księcia niezłomnego, który w sercu i na ustach ma wartości zapominane często przez świat. Co dzisiaj? Dzisiaj praca… „Powoli zbliżamy się do żniwa, jutro będą dożynki Święta Dzieci Gór.” I Najwyższy: „Wielki Boże zapłać, żeście tu są”. Pasiesioj - odśpiewane przez chóry widowni - wystrzeliło nas wszystkich na pastwisko pod Kikulę. To taka góra, sięgająca ponad kilometr nad po swoje miejsce, od najstarszego do tego pyrdka, co niektórym chłopakom do pasa ledwie sięga, zapowiedzią wspólnego żywobycia we wspólnocie całej wioski.

Siustanego jednak tańczą tylko ci, którzy umieją i to też jest prawda o życiu, bo są w nim chwile, gdy starsi musza wziąć odpowiedzialność i dźwignąć, i ugiąć się czasem. I jest tak, jak w tym tańcu, że starsi prowadzą korowód par, bo z wieku i z urzędu, a przede wszystkim z doświadczenia ten zaszczyt należy. Jest i nagroda, najstarsza para może popisać się tańcem solowym. A potem w szalonym tempie: przyśpiewka, taniec, przyśpiewka, taniec. Jakby się w tym tańcu zapomnieli. Jak w życiu, bo w życiu też się można zapomnieć i zapomnieć o krowach, o niepozbieranym sianie, o tym że słońce zaraz zajdzie, a dzieci "Spod Kikuli" ze śpiewem spokojnym, rzewnym, zejdą ze sceny.

Dzień tajlandzko-słowacko-żywiecki 26. Święta Dzieci Gór. Fot. Piotr Droździk

No i dramat na koniec. Bo żeby był dramat potrzebny jest konflikt. Najlepiej taki między dziewczynami, co zebrały owoce jakieś na placek, a chłopakami, którzy się tymi owocami poczęstowali. Wszystkimi. Plerngchompoc zaczyna się od parasolek, wdzięcznego tańca trzech uroczych Tajlandek. A gdy dziewczęta z parasolkami stają się tłem, na scenie toczy się rozmowa dwóch wachlarzy z pawich piór, rozmowa bez słów, między dziewczyną a chłopakiem.

Zastukały drewniane miseczki w ośmiu dłoniach. A po chwili znów dwie pary, znów z wachlarzami, tym razem tradycyjnymi. Bardzo bogaty muzycznie zespół zostaje zredukowany do dwóch bębnów, a na scenę wchodzą wojownicy. Chwila prowokacyjnych gestów doskonale znanych z amerykańskich filmów gangsterskich i… seria walk. ZORNIČKA, to wschodząca gwiazdeczka. Na początek zalśniła nad całym stadem „koni”, biegających, podkuwanych, idących w zaprzęgu.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu