Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 20 sierpnia. Imieniny: Bernarda, Sabiny, Samuela
17/10/2018 - 08:00

Dobra książka. Sądeczanin poleca. M. Urbanek "Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie" 2

- Wiecie chłopcze – mówił wiele lat potem już do pułkownika Wieniawy – Długoszowskiego Józef Piłsudski – wypytywałem o was generała Krzemińskiego, który z nas wszystkich zna was najdawniej. Bolek przyjaźnił się z Jankiem Krzemińskim od pierwszej klasy gimnazjum. - Nalegałem nań – ciągnął Marszałek – by mi szczerze powiedział, czyście kiedykolwiek nie zrobili jakiegoś świństwa. I wie pan, co odpowiedział generał ? „ Panie Marszałku, głupstw na pewno bez liku, ale świństwa nigdy żadnego”.

Raz na tydzień, zwykle w niedzielę, Długoszowscy jeździli całą rodziną do odległej o kilkanaście kilometrów Lipnicy Wielkiej, gdzie mieszkał ojciec chrzestny Bolka, stryjeczny dziad Florentyn, wielki dziwak i kpiarz.

Nam dzieciom – wspominał po latach Bolek – imponował początkowo tubalnym głosem, kałduniastym brzuchem, a najbardziej fajką, z którą się nigdy nie rozstawał, lecz z czasem spoufaliliśmy się z nim bardzo, gdyż wybryki nasze tolerował zawsze, często nawet sam, ku utrapieniu naszej matki, psikusy rozmaite nam podszeptywał. (….) Dziadek Florentyn zawsze specjalnie hołubił chrześniaka. Brał z sobą na polowania (…) dziadek poczęstował wnuka pierwszym w życiu kieliszkiem jarzębiaku.(…)

Takie bywały wakacyjne przyjemności lat spędzonych w rodzinnej Bobowej, w drewnianym parterowym dworku krytym gontami, tak samo banalnym jak dwory w sąsiedniej Szalowej, w Stróżach, w Berdychowie. Ten bobowski dom, różniący się od innych tylko podjazdem wspartym na czterech kamiennych kolumnach, zwany był jednak przez okolicznych wieśniaków zamkiem. Pewnie dla legendy, wedle której właśnie z tego miejsca, z prawdziwego zamku dawno leżącego już w gruzach, rycerz Gryf powiódł na bitwę grunwaldzką własną chorągiew, by oddać ją pod komendę Jagiełły.

Z okien górnego piętra tego domostwa – pisał generał  już wtedy Wieniawa – Długoszowski pół wieku później w Nowym Jorku, we wspomnieniu „ O kraju dzieciństwa i młodości” – widać było garbatymi pagórkami obwarowana dolinę, gdzie srebrnobłękitna wstęga rzeki splata się mostami z białą wstęgą pylnego gościńca niby dwie kolorowe wstążki w warkoczu wiejskiej dziewczyny. Gościniec wiódł z Nowego Sącza do Tarnowa i dalej na północ do Wisły, rzeka zaś Biała nie głębokie, lecz bystre i szumne swe wody toczyła do Dunajca. Spoza grzbietów pobliskich wzgórz wyzierały wyższe góry, ciągnące się koło Nowego i Starego Sącza, za nimi kulisowo konturowały się Pieniny ( Piękninami przezwał je pewien poeta ), a za pasem Pienin zamykały horyzont, w dni pogodne doskonale widoczne, zawadiackie szczyty Tatr”.

W bobowskim dworze w wakacyjne miesiące Bolek aranżował dla sąsiadów z okolicy wieczory, w czasie których młodzi Długoszowscy deklamowali polskie wiersze i występowali w reżyserowanych przez siebie przedstawieniach. „Miał wspaniałą pamięć, raz przeczytany tekst momentalnie sobie przyswajał” – wspominał Bolka starszy brat. I to, że urządzał zbiorowe czytanie Trylogii Henryka Sienkiewicza.

„To on – to jest ten człowiek, który mej młodości dał wrażenie najgłębsze, najżywsze, niezapomniane” – tak Wieniawa pisał o Sienkiewiczu już w wolnej Polsce. „On, z którego książkami nie rozstawałem się całe lata- kochałem wskrzeszonych przez  niego w moje życie żołnierzyków i junaków osławionych – zazdrościłem im na jawie, a towarzyszyłem w snach w nieskończenie długim cyklu przygód. (….)

Miesiące wakacji mijały co roku niesprawiedliwie szybko i każdej jesieni trzeba było wracać do szkół do Lwowa, gdzie rodzice przezornie zatrzymali mieszkanie. Rok mijał wolniej na pracowitym wkuwaniu łaciny, greki i algebry w lwowskich gimnazjach. „ Z tym wszystkim wyznać muszę – pisał później Wieniawa – ze z czasów gimnazjalnych raczej przykre wyniosłem wspomnienia, bo z c.k. ( cesarsko – królewskimi) belframi nie bardzo byłem w zgodzie (……)

Oblany na maturze we Lwowie („spalony” jak wtedy mówiono), musiał Bolek po dokument dojrzałości wyprawić się bliżej domu, bo do Nowego Sącza.

Wybór fragmentów MB, na podstawie: Mariusz Urbanek, Wieniawa Szwoleżer na Pegazie, Wydawnictwo Iskry 2015 r.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


Sierpniowy miesięcznik "Sądeczanin"