Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 18 lipca. Imieniny: Kamila, Karoliny, Roberta
02/11/2018 - 13:40

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Józef Panaś "Pamiętniki Kapelana Legionów" (5)

Sztab Piłsudskiego wyglądał imponująco (…). Obok folwarku był staw, a za nim ciągnęły się bagna pomiędzy Samoklęskami a Kamionką. Rossyanie ostrzeliwali silnie granatami staw i bagna, przez co powstawał piękny widok olbrzymich wodotrysków.

Jeszcze w maju zostałem przeniesiony z 3 p. piechoty do Komendy Legionów na miejsce przydzielonego z armii austryackiej kapelana ks. Tomaszewskiego, który przeniósł się do szpitala w Kamieńsku. Ponieważ byłem sam w jeden w Drugiej Brygadzie, więc brygadier Kittner oświadczył, że mnie nie puści, aż na moje miejsce przybędzie inny kapelan.
Z początkiem lipca przybył ks. Antosz, kapelan 2 p. p. Zacząłem przygotowywać się do drogi, co mi nie szło jednak zbyt łatwo, gdyż ze swoim 3 pp. i Drugą Brygadą wojsk zżyłem się przez ten rok krwawych trudów i niebezpieczeństw i trudno mi było oderwać się od koła przyjaciół. Przed odjazdem chciałem jeszcze spełnić obowiązki wobec poległych i bryczką objechałem wszystkie nasze pobojowiska w Galicyi i na Bukowinie. (…).
Dnia 17 lipca wróciłem na pozycye; równocześnie dostałem z Krakowa długo oczekiwany transport moich książeczek do nabożeństwa dla Legionistów, które na pożegnanie rozdałem wszystkim żołnierzom. Mała, w formie notesu książeczka, oprawna w szarą ceratkę, podobała się ogólnie.
19 lipca wyjechałem z pułku z wielkim żalem, aby się wybrać w inne, a nieznane mi jeszcze strony i między przeważnie nieznanych ludzi, a pocieszałem się tą myślą, że wkrótce zobaczymy się wszyscy razem na terenie Królestwa, gdyż ciągle nadchodziły radosne wieści, że lada dzień, wszystkie oddziały Legionów zostaną połączone w jedną nierozdzielną całość.
 

Na nowy posterunek. Pochód przez Królestwo.
Ze stacyi Czerniowce wyjechałem 19 lipca wieczorem. Na świeżo zdobytym terenie galicyjskim koleje krążyły z szybkością żółwią. (…).
22 lipca przejeżdżałem znowu przez Dobromil, gdzie mam stałą posadę katechety. Podczas godzinnego postoju dowiedziałem się, że mnie starostwo reklamuje przez Konsystorz przemyski  i Namiestnictwo do pracy społecznej, gdyż przed wojną prowadziłem Składnicę kółek rolniczych w powiecie dobromilskim. Wśród tej uciążliwej drogi miałem nie zbyt przyjemny odpoczynek na zgliszczach domu i gospodarstwa rodzinnego w Odrzykoniu, gdzie szalała straszliwa bitwa dnia 8 maja. Od znękanej matki dowiedziałem się, że mój młodszy brat Franciszek już dwukrotnie ranny na froncie serbskim, musiał znowu iść pod broń i to o kuli (sic!) na front włoski. Niebawem nadeszła wiadomość, że zginął pod górą Doberedo. Pozostawił żonę i dwoje małych dzieci.
W zachodniej Galicyi podróż można było już odbywać w szybszem tempie, to też niebawem przez Kraków dostałem się na granicę Królestwa, która przed wojną dla każdego księdza polskiego z Galicyi była zamknięta jak brama Sezamu, a dla II Brygady przedstawiałą złudną nadzieję i szczyt marzeń. (…).

W Piotrkowie nie zastałem już Komendy Legionów, która przed 2 tygodniami wyruszyła na front z I. Brygadą i 4 pp. (…). 2 sierpnia wyjechałem z Piotrkowa i znowu musiałem jechać naokoło przez Katowice (…), Kraków, Dębicę, do Rozwadowa. (…) Z Rozwadowa do Kraśnika jechałem koleją aż 3 dni, a jest to zaledwie odległość 38 km. Na szczęście w Kraśniku kolej się kończyła, a w autryackiej Komendzie etapu dostałem do spółki z 3 austryackimi oficerami podwodę, którą szczęśliwie dostałem się do świeżo zajętego Lublina, a ponieważ Komendy Legionów już tam nie zastałem, natychmiast więc udałem się w dalszą drogę i dopędziłem sztab 7 sierpnia w Wólce Krasienińskiej. Zameldowałem się u generała Durskiego w chwili przełomowej walki pod Ożarowem, zaraz też podążyliśmy naprzód. Na folwarku ożarowskim zobaczyłem po raz pierwszy brygadyera Piłsudskiego i przedstawiłem mu się jako referent spraw duszpasterskich przy Komendzie Legionów.

Sztab Piłsudskiego wyglądał imponująco (…). Obok folwarku był staw, a za nim ciągnęły się bagna pomiędzy Samoklęskami a Kamionką. Rossyanie ostrzeliwali silnie granatami staw i bagna, przez co powstawał piękny widok olbrzymich wodotrysków.

Ks. Józef Panaś, Pamiętniki Kapelana Legionów Polskich, nakładem księgarni St. Rehmana,  Lwów 1920;
reprint w 2014 r. przez Oficynę Wydawniczą „Ajaks” i Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku

Wybór tekstów B.P.
Zachowano oryginalną pisownię

Osoby zainteresowane współpracą w zakresie doboru tytułów do prezentacji zapraszamy do kontaktu: [email protected]

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


lipcowy miesięcznik