Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
29/04/2018 - 10:15

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Ewa Andrzejewska "Maryan. Powrót" (7)

Niezwykły malarz z Piekła rodem to po prostu Maryan. Malarz, którego prace wiszą w paryskim Centrum Pompidou i nowojorskim Museum of Modern Art. Bardzo często się zdarza, że znane osoby są zapomniane w swojej małej ojczyźnie. Taki właśnie był los Pinchasa Burnsteina z ulicy Żywieckiej. Jego rodzice nawet nie przypuszczali, że ich syn zrobi tak zawrotną karierę. Nie przypuszczali także, jaka będzie cena tej kariery oraz jak bardzo Pinchas zostanie zapomniany w mieście Sanz. Ewa Andrzejewska zabrała nas w podróż do przedwojennego Sącza i trudnej drogi Maryana do Nowego Jorku. Książka nominowana do tegorocznej, szóstej, edycji Nagrody im. ks. prof. Bolesława Kumora.

5 kwietnia 2012. Maryan napisał w Life: Wkrótce stamtąd zostałem wysłany do fabryki amunicji w Gliwicach. Z Gliwic w styczniu1945 ewakuowali nas do Blechhammer. Szliśmy tam bardzo długo.

Tam był totalny bałagan, bo blisko byli już Rosjanie. Niemieccy żołnierze pilnowali nas tam, siedząc w wieżyczkach strażniczych. Mieli automatyczną broń maszynową. Drugiego dnia naszego pobytu zaczęli strzelać do nas, kiedy staliśmy na polu. Strzelali seriami i zabili wiele osób. Dostałem siedem kul w prawą nogę. Wieczorem znajomi więźniowie ściągnęli mnie z placu.

Cztery dni później obóz został wyzwolony przez Rosjan. Zostałem przewieziony do Częstochowy i tam amputowano mi prawą nogę. Przed operacją podano mi wódkę. Potem miałem jeszcze wiele zabiegów, żeby usunąć pogruchotane kości z twarzy.

W przyfrontowych szpitalach radzieckich pod rany zakładano płaskie pudełeczka, wymiarem większe od rany, napełnione tartym czosnkiem i cebulą pół na pół. W oparach czosnku i cebuli rany goiły się szybko, nawet te najgorsze. Skończyła się wojna.

14 czerwca 2012. Przyjeżdża Anda Rottenberg w sprawie wrześniowej wystawy Void. Oglądamy u Krzysztofa w garażu jeszcze nie rozpakowany ładunek z Nowego Jorku. Anda od razu wymyśla, że dla tych rzeczy z mieszkania Maryana i Annette trzeba zrobić pomieszczenie między czterema kolumnami bimy w Synagodze. Obić to ściankami i można będzie tam zaglądać przez „okna”.

Anda głośno myśli: nie trzeba wszystkiego rozpakowywać, część niech zostanie w pudłach - dopiero przyjechało. Manhattan Transfer.

Odwijam kilka zawiniątek. Znajduję kolorowe metalowe talerzyki. Jadłyśmy z nich śniadania u Annette. Bajgle z łososiem, zimna owsianka i nasze długie, długie rozmowy…

Są figurki ze stołu. Malowane przez Maryana drewniane figurki. Lis i Kot z bajki o Pinokio.

11 sierpnia 2014. Pierwszego dnia naszej wizyty na Manhattanie, Annette powiedziała:

Jak Maryn był już bardzo chory, spytałam się go, co by zrobił, gdyby miał dużo pieniędzy.

Odpowiedział mi:

Mam marzenie, jak kiedyś miał Martin Luter King.

Założyłbym dom, w którym mogliby mieszkać ludzie tak chorzy jak ja.

Żeby mieli opiekę,

nie bali się

i mogli malować.

Cytowane fragmenty pochodzą z książki:
Ewa Andrzejewska
„Maryan. Powrót”
wyd. Nisza, 2017 r.







Dziękujemy za przesłanie błędu