Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
27/04/2018 - 10:00

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Ewa Andrzejewska "Maryan. Powrót" (5)

Niezwykły malarz z Piekła rodem to po prostu Maryan. Malarz, którego prace wiszą w paryskim Centrum Pompidou i nowojorskim Museum of Modern Art. Bardzo często się zdarza, że znane osoby są zapomniane w swojej małej ojczyźnie. Taki właśnie był los Pinchasa Burnsteina z ulicy Żywieckiej. Jego rodzice nawet nie przypuszczali, że ich syn zrobi tak zawrotną karierę. Nie przypuszczali także, jaka będzie cena tej kariery oraz jak bardzo Pinchas zostanie zapomniany w mieście Sanz. Ewa Andrzejewska zabrała nas w podróż do przedwojennego Sącza i trudnej drogi Maryana do Nowego Jorku. Książka nominowana do tegorocznej, szóstej, edycji Nagrody im. ks. prof. Bolesława Kumora.

18 września 2007. Znaleźliśmy żonę Maryana, Annette w Nowym Jorku. Bardzo prosi, żeby przyjechać do niej. Pisze, że z Maryanem żyła 27 lat i że codziennie z nim rozmawia. Przed napisaniem listu do nas też z nim rozmawia. On zawsze tęsknił za Polską. I zawsze się jej bał.  

8-15 września 2008. Z Julie u Annette na Manhattanie. Annette czeka w drzwiach oparta o laskę.

Czerwone i szare żaluzje w oknach. Kolorowe plakaty. Wszędzie zabawki, koniki, karuzele, pajacyki. Obrazy wiszą na ścianach, stoją jeden za drugim ustawione licem do ścian. Nawet po kilkanaście. Osłonięte bibułkami. Pracuje wentylator i te bibułki powiewają, jakby ktoś chodził po pokojach.

W Paryżu mieszkaliśmy w maleńkim pokoiku w hotelu obok Ogrodów Luksemburskich, mówi Annette, i ciągle coś się działo. Słuchaliśmy starego jazzu. Paul Robeson, czarny bluesman, śpiewał hymn powstańców z getta warszawskiego Zog nit kejn moł. Maryan grał na trąbce. Nie mieliśmy pieniędzy, ale czasem robiliśmy z niczego szabasowe kolacje. Wtedy przychodził do nas młodziutki Sam Mandelbaum, też malarz, który uratował się z Auschwitz.

W 1962 roku przyjechaliśmy do Nowego Jorku. Maryan z Samem pisali listy do siebie. Bardzo za nami tęsknił. Raz przysłał malutką paczuszkę. Były w niej mięciutkie płócienne szmatki do czyszczenia pędzli. Zaraz potem dostaliśmy wiadomość, że umarł. Podobno popełnił samobójstwo.

Kiedy zamieszkaliśmy na Manhattanie, Maryan wybrał sobie miejsce do malowania. Musiał mieć światło od północy. Miał czysto i porządek wokół siebie. Na stole leżały równiutko poukładane szpachelki, pędzle, kredki i paleta. Zawsze wycierał pędzle i szpachle szmatkami. Pod sztalugą na podłodze rozkładał kawałek czerwonego linoleum. Zakładał do pracy drelichowe ubranie poplamione farbami. W powietrzu unosił się zapach terpentyny. Teraz już go nie czuć, ale długo tu był.

W paczce larków zostało kilka papierosów. Sypie się z nich tytoń. Annette wyjmuje paletę z płachty z misternie pozszywanych kawałków dżinsowego materiału. Farby są zaschnięte. To ja uszyłam ten pokrowiec, mówi, wyszło pięknie

W piątek przed szabatem Maryan kupował świeże kwiaty, przeważnie margerytki. Mieliśmy okrągły stół z marmurowym blatem na jednej nodze. Kwiaty układałam w dzbanuszku z niebieskim wzorem.  

Mieszkanie wciąż czeka na niego. On nadal jest dla mnie rycerzem w srebrzystej zbroi, a ja jego Aniołem Stróżem. Kontaktuję się z nim od czasu do czasu, mówi Annette. Myślę, że Maryan byłby teraz szczęśliwszy, chociaż bał się Polski i antysemityzmu.

Ogląda na zdjęciach studnię i kawałek fundamentu po domu, w którym on mógł się urodzić.

Annette mówi i mówi.  

Cytowane fragmenty pochodzą z książki:
Ewa Andrzejewska
„Maryan. Powrót”
wyd. Nisza, 2017 r.







Dziękujemy za przesłanie błędu