Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 12 listopada. Imieniny: Konrada, Renaty, Witolda
03/11/2019 - 09:30

Dobra książka: Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (7)

Ratownik ucieka wzrokiem. Może nie wolno im opowiadać, jak umierali ich rodzice. Albo nie chce, żeby pozostali się dowiedzieli.

Znowu przyjeżdża pogotowie. Trzech facetów. Mnóstwo czerwonego goreteksu. Szczękające nosze na kółkach.

– Przecież ja pana znam – mówię. – Był pan już u nas latem zeszłego roku. Opowiadał pan o swoim tacie.

Ratownik ucieka wzrokiem. Może nie wolno im opowiadać, jak umierali ich rodzice. Albo nie chce, żeby pozostali się dowiedzieli.

– Ostatni wypis ze szpitala chciałbym zobaczyć. Wypis. Ma pan wypis? Dowód osobisty poproszę. Ukłuję. Zmierzę temperaturę. Ciśnienie.

Strach.

– Możemy hospitalizować – mówi ten, którego nie znam. – Możemy hospitalizować, jeżeli chcecie.

– Nie, nie chcemy.

– To proszę krzyżyk w tej kratce, nie wyrażam zgody, tu podpisać.

Ratownik, który karmił swojego ojca jak niemowlę, najpierw łyżeczką, a potem smoczkiem, daje mi znak. Kiwa głową (dobrze robisz).

– Żaden szpital i tak by jej nie przyjął – zauważa półgłosem.

– Jeszcze tu podpisać. I tu.

– Nigdzie nie jedziemy – mówię do matki.

Maszyna z morfiną pomrukuje.

– Panie Marcin, ona tak strasznie jęczy – mówi opiekunka.

 

Nic się nie martw.

No już. No już. No już.

Już się nie złość. Już się nie martw. Już się nie bój.

Już. Już.

Ale cię kocham.

Wszyscy cię kochają. Wszyscy cię kochają. Wszyscy cię kochają. Wszyscy cię kochają. Wszyscy cię kochają.

Już się nie martw. Już się nie złość.

Już się nie bój.

Już wiem. Już rozumiem.

Już się nie bój.

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, wydawnictwo Karakter, 2017

Wybór fragmentów: AU

 

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu