Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 9 grudnia. Imieniny: Anety, Leokadii, Wiesława
13/11/2019 - 09:30

Dobra książka: Jadwiga Marzec, "Marzenia nie liczą lat" (3)

Tymczasem życie stawiało mi wymagania. To było ponad moje siły i umiejętności. Ciążyła na mnie zbyt duża odpowiedzialność.

W trójkę

– Po aresztowaniu taty mama jeszcze miała nikłą nadzieję, że może jakimś cudem się uratuje. Próbowała go ratować, szukała sposobu, pisała listy do Gestapo. Kiedy został stracony, załamała się, ale musiała dalej żyć, dla nas dla swoich dzieci. Było nam ciężko. Mama była bardzo silną i dzielną kobietą, ale było nam ciężko… – wzdycha. – Pamiętam, jak wyjeżdżała na roboty w gospodarstwie w Czołowie do niemieckiego gospodarza, „bauera” – i zostawiała nas same z siostrą. Pod moją opieką. Dola była taka maleńka, a ja niewiele większa. Miałam wtedy zaledwie 5–6 lat. Chciałam się bawić z koleżankami, spędzać czas z rówieśnikami, biegać z nimi po podwórku. Cieszyć się beztroską dzieciństwa. Przecież dziecko nie rozumie, czym jest wojna. Chociaż dotkliwie to odczułam, bo wiedziałam, że mój tatuś już nigdy nie wróci, to potrzebowałam też, jak każde dziecko, zabawy. Tymczasem życie stawiało mi wymagania. To było ponad moje siły i umiejętności. Ciążyła na mnie zbyt duża odpowiedzialność. Musiałam dorosnąć i stać się opiekunką siostry. To było takie trudne. Musiałam ją karmić, przewijać, układać do snu i czuwać nad jej bezpieczeństwem. Sama potrzebowałam przecież jeszcze czułości i troskliwej opieki mamy. Bałam się zostawać sama z Dolcią w domu, ale mama nie miała wyjścia. To była przymusowa praca. Inaczej nie miałybyśmy kartek żywnościowych, nie miałybyśmy jak wyżyć. Tak bardzo nie lubiłam odgłosu zamykania drzwi na klucz, trzasku zasuwy – tłumaczy. – Ten dźwięk do dziś wywołuje u mnie skurcz żołądka i szybkie bicie serca. Traciłam wtedy swoje jakże ulotne poczucie bezpieczeństwa. Kiedy mama wychodziła, stawałam na krześle i starałam się odsunąć zasuwę. Czasem mi się udawało, ale mama wtedy bardzo się denerwowała. Bała się o nas, żeby nam ktoś nie zrobił krzywdy. A ja nie lubiłam być zamknięta. Z Dolą byłyśmy bardzo do siebie przywiązane, łączyło nas silne uczucie, to była prawdziwa siostrzana miłość, która miała okazję niejeden raz się sprawdzić. Przez długie lata ja opiekowałam się nią, a kiedy później moje życie dotknęła tragedia, to ona mnie wspierała. – Milczy. Nie wiem, jaką przeżyła tragedię. Ale nie pytam. Nie teraz.

Jadwiga Marzec, „Marzenia nie liczą lat. Historia prawdziwa sądeckiej malarki Grażyny Kulig”, wydawca: spółka Flexergis, Nowy Sącz 2018
Wybór fragmentów: Jadwiga Marzec

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu