Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 22 lipca. Imieniny: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca
12/07/2019 - 08:55

Dobra książka: Beata Sabała-Zielińska, TOPR. Żeby inni mogli przeżyć (5)

Kiedy przychodzi chwila, że wszystko w tobie powoli się układa, emocje opadają, a skoki entuzjazmu nie mają już tak szokującej amplitudy, odkrywasz, że jesteś tutaj po to, by ratować ludzi! I to jest moment, w którym w sposób świadomy stajesz się ratownikiem TOPR-u, moment, w którym widzisz, że cały ten blichtr i zachwyt są złudne, bo prawdziwe oblicze ratownictwa to ciężka, wyczerpująca fizycznie i psychicznie robota.

Myśląc o ratownictwie, początkowo myślą głównie o sobie. Chcą po prostu umieć więcej i bywać tam, gdzie jako zwykli turyści wejść nie mogą. Chcą się sprawdzić i mieć poczucie, że poznali góry na wylot. Dopiero potem dociera do nich, że ich wiedza i umiejętności mogą przysłużyć się większej sprawie, i to jest moment, w którym zaczynają stawać się prawdziwymi ratownikami. Przygoda przeradza się w proces.

– Na początku nie do końca jesteś świadomy, czym tak naprawdę jest TOPR – mówi Andrzej Maciata. – Przychodzisz, bo myślisz, że będzie fajnie. Będę mógł się wspinać, jeździć na nartach, robić to i tamto, nie mówiąc o tym, że dziewczyny lecą na czerwony polar! Różne są te motywy, choć niewątpliwie wszystko zaczyna się od fascynacji. Potem jednak wkraczasz w inny etap, odkrywasz, że chodzi o co innego: o powołanie. Wiem, że to strasznie patetyczne słowo; ale co zrobić, jeśli ono pasuje do tej sytuacji najlepiej. Kiedy przychodzi chwila, że wszystko w tobie powoli się układa, emocje opadają, a skoki entuzjazmu nie mają już tak szokującej amplitudy, odkrywasz, że jesteś tutaj po to, by ratować ludzi! I to jest moment, w którym w sposób świadomy stajesz się ratownikiem TOPR-u, moment, w którym widzisz, że cały ten blichtr i zachwyt są złudne, bo prawdziwe oblicze ratownictwa to ciężka, wyczerpująca fizycznie i psychicznie robota.

Pomaga nam nasza tradycja i kontynuacja pewnych zachowań. Na przykład: kto pakuje zwłoki turysty, który zginął? Zazwyczaj młokos. Tak było, gdy ja byłem młody, i tak jest teraz. Dlaczego? Bo młodzi muszą oswoić się z najtrudniejszą stroną tej pracy. Ktoś powie być może, że to straszne i brutalne, a ja odpowiem: sprawdzające. To zderzenie rzeczywistości z wyobrażeniami o niej, zestawienie wizji zwożenia ślicznej panienki ze złamaną nóżką z tym, co często robimy w górach. Ratownictwo jest poważne, trudne, momentami wstrząsające, a pakowanie zwłok to sprawdzian, który trzeba przejść, by szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie: czy na pewno temu podołam?

– Najtrudniej iść, kiedy człowiekowi potwornie się nie chce. Kiedy jest zmęczony, zmachany, dopiero co wrócił z jednej akcji i chciałby chwilę odpocząć, a musi się zebrać i pójść w góry ponownie. To są najtrudniejsze momenty ratownictwa – przyznaje Maciej Pawlikowski. – Gdy jest pięknie, słonecznie, kolorowo i sucho, a człowiek czuje się wypoczęty, gotowy do działania i wszystko dobrze się układa, to ratowanie bywa czystą przyjemnością. Natomiast kiedy jesteś sam, a wokół ciemno, mokro i zimno, a ty idziesz i idziesz, i idziesz, to już tak cudownie nie jest. Takie sytuacje najczęściej zdarzają się podczas dyżuru w schronisku w Morskim Oku, w Pięciu Stawach czy na Hali Gąsienicowej. Dyżury zazwyczaj są pojedyncze, więc gdy przychodzi wezwanie, to ratownik, który wyjdzie na tak zwany pierwszy rzut, zazwyczaj rusza sam. I nie jest to zbyt przyjemne. Nawet jeśli ma się świadomość, że dojdą koledzy z centrali.


Beata Sabała-Zielińska, „TOPR. Żeby inni mogli przeżyć”, Prószyński i S-ka, 2018
Dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie wybranych fragmentów
Książka nominowana do tegorocznej edycji konkursu literackiego o nagrodę im. ks. prof. B. Kumora

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


lipcowy miesięcznik