Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 sierpnia. Imieniny: Elwiry, Hipolita, Radosławy
16/09/2017 - 05:00

Dobra książka (6). Sądeczanin poleca:„Wiara, nadzieja i miłość w opowiadaniach, baśniach i przypowieściach”

Brat Tadeusz Ruciński FSC w książce „Wiara, nadzieja i miłość w opowiadaniach, baśniach i przypowieściach” snuje refleksje na temat tych wartości, które wyznaczają sens ludzkiego życia. Bo czyż łatwo żyć, nie ufając nikomu…? Jak poradzić sobie z problemami, nie mając nadziei…? W jaki sposób znaleźć radość życia czy podejmować trudne wyzwania, nie kochając…? Zachęcamy do podróży literackiej po baśniowych opowieściach, które być może okażą się cenną inspiracją w naszym życiu.

O miłości

- Chyba jest coś nie tak z taką miłością, która obnosi się przed ludźmi, kroczy na wysokich koturnach, wyraża siebie z patosem, czeka na podziw i oklaski, no i jest tak górna i ogólna, że… żadna – tłumaczy brat Ruciński. - Dlatego bardzo podejrzliwie trzeba patrzeć na różnych takich „kochających” ludzkość, kobiety, młodzież, dzieci, zwierzęta… Zawsze jednak w ogóle, a nie w szczególe. Obawiam się, że mogą oni nie mieć serca, mówiąc tak wiele o kochaniu…

- Magda, początkująca reporterka amatorka, przyniosła nagrany wywiad z pewnym politykiem, społecznikiem, mecenasem sztuki, sponsorem domów dziecka, bojownikiem o prawa zwierząt i niepełnosprawnych dzieci. Pan jest dość sławny i wszędobylski, więc 15-letnia dziennikarka prezentowała półgodzinny materiał z dyktafonu ze zwycięską miną. „Czego pan jest miłośnikiem, bo to ulubione pana słowo? – pyta Magda. „Jestem miłośnikiem działalności charytatywnej i społecznej – odpowiada „pan Fanfaron” (określenie Magdy). – Kocham bowiem dzieci i ludzi odtrąconych przez społeczeństwo. Pięknie jest im pomagać, zdobywać dotacje, skupiać uwagę mediów na ich problemach… Jakoś mi oni wszyscy leżą na sercu” Na to Magda: „A kogo pan kocha konkretnie, tak osobno?”. Pan Fanfaron: „Jeśli się kocha wielu, nie można kochać kogoś jednego. Nie ma na to czasu… Wiesz, że jestem miłośnikiem sztuki i artystów. Kochając sztukę, sam czuję się piękniejszy, głębszy, nietuzinkowy…”. I znowu Magda: „A czy sztuka pana kocha?”. Pan chwyta oddech, ale lekceważy pytanie i ciągnie dalej: „Najważniejsze jest mieć w życiu wielkie pasje. Poprzez politykę kocham kraj. Poprzez filantropię – ludzi biednych. Poprzez sponsoring – ratuję tych, co bez dotacji nie dadzą sobie rady…”. I płynie opowieść o fundacjach, akcjach, zbiórkach… A Magda: „Dziennikarzy też pan chyba kocha, bo wszędzie ich pan wozi z sobą z kamerami. A ja myślę, wie pan, że pan nikogo nie kocha…, bo czytałam, że do kochania potrzebne jest jeszcze drugie serce, a panu chyba wystarczy własne…”. I tu się skończyła taśma.

- Z miłością trzeba uważać – dowodzi brat Tadeusz Ruciński. - Można ją sobie zakłamać, zrobić z niej postumencik do swojego pomnika, twarzowo-medialną aureolkę miłośnika wszystkiego i… nikogo. A potem prawić słodko brzmiące dyrdymały o służbie, pomocy, walce… z sercem coraz bardziej skurczonym na sobie… Jak zbawiennie mądrze pojawiają się tu słowa św. Pawła: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się miedzią brzęczącą lub dźwięczącymi cymbałami…”(1 Kor 13, 1). No tak, a sprawdza się ją wtedy, gdy zgadza się człek na to, że do miłości są potrzebne dwa serca… Potem może być więcej, ale najpierw to drugie…

- Czemu Eros jest postacią skrzydlatą? – Bo zmyka, by nie być ni mężem, ni tatą. Od dziecka przezywano go Cherubinek albo Amorek. Był bowiem pięknym, jasnowłosym, rozbrajającym swym urokiem chłopczykiem, wychowywanym i rozpieszczanym przez matkę, babcię i ciocie. Tata bowiem gdzieś zniknął. W szkole był przedmiotem westchnień, zabiegów, podbojów, szantaży wielu dziewczyn zakochujących się w nim bez pamięci. Szczególne powodzenie miał w technikum gastronomicznym, gdzie był jedynym chłopcem w 30-osobowej klasie. Co kilka dni widziano go z inną, a następne czekały już w kolejce. Niestety, tylko nieliczne pod maską jego uroku widziały snoba, cynika, a nawet okrutnika… Tych unikał, jakby się ich bał. Już nie potrafił policzyć nawet dziewczyn, z którymi „się kochał”, bo zakochany naprawdę w żadnej nigdy nie był. Któraś próbowała popełnić przez niego samobójstwo. Ledwie ją uratowano. Kilka usunęło ciążę. Ciekawe, że matka, zakochana w nim ślepo i nieustannie, wszystko to usprawiedliwiała, jakby w jej oczach te ciągłe erotyczne podboje syna, dodawały mu tylko uroku. Czasami uśmiechała się i mówiła: „Oj głupiutkie te dziewczyny, jak ćmy lecą do niego… Żadna mu się nie oprze”. Potem miał sprawę o pobicie, następnie o gwałt połączony z okrucieństwem… Ale sędziny dawały wyroki w zawieszeniu. W końcu ciężko pobity wycofał się trochę z bujnego życia erotycznego. Mawia teraz: „Kochałem się z tak wieloma, że mi wystarczy, ale nigdy nie przeżyłem miłości…”. Ktoś radził mu: „Może w końcu zostań przy jednej”. A on na to: „Nie mogę, bo zawsze będę tęsknił za inną i następną”. Ten ktoś zapytał: „To czy ty pragniesz miłości, czy łowiectwa?”. On uśmiechnął się i mówił: „Chyba wciąż tego drugiego… miłosnych łowów. W tym cała podniecająca przygoda!”

- Kultu bożka Eros niby teraz nie ma, ale kult takiej erotyki jest powszechny. Wyzwoleni z zasad, z troski, z wierności jej czciciele zostawiają za sobą (niepopularne w mediach) dramaty, tragedie, rozpacze ludzi, którzy tę erotykę wzięli za miłość. Ofiary Amora, czyli tęsknoty za miłością szybką, łatwą i ekscytującą bądź ofiary głupoty i niezrozumienia, czym naprawdę jest miłość?

Cytaty pochodzą z książki: brat Tadeusz Ruciński FSC, Wiara, nadzieja i miłość w opowiadaniach, baśniach i przypowieściach, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.

I.S.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)