Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 30 maja. Imieniny: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama
13/04/2020 - 11:30

„A wy za kogo Mnie uważacie?”

Za kogo my uważamy Pana Jezusa? Za człowieka, który żył dwa tysiące lat temu? Czy za Tego, który Jest?

Łk 9,18–24

Pomimo upływu dwóch tysięcy lat, pomimo powstania wielkich dzieł teologicznych, filozoficznych i moralnych (by przypomnieć najbardziej znaczących – Augustyna i Tomasza z Akwinu), wciąż żywe jest pytanie Pana Jezusa: „Za kogo uważają Mnie tłumy?”, i: „A wy za kogo Mnie uważacie?”.

A Ty za kogo uważasz Jezusa? Nie można – od razu dopowiedzmy – zadowolić się wyuczonym, okrągłym, katechizmowym zdaniem. Ta odpowiedź ma nabrać rumieńców, stać się sensem życia człowieka. Ów sens, ów rumieniec nadaje Pan Jezus.

„Miarą prawdziwej religijności jest dla Niego nie litera prawa, lecz człowiek. On żądał nawrócenia, które dotyczyło nie tylko zewnętrznych struktur i form zachowania człowieka, lecz także czynnika zasadniczego w jego postępowaniu – serca” (W. Kasper).

Bo człowiek za Panem Jezusem idzie sercem, kocha Go, myśli o Nim, ma Go przed oczami – choćby wtedy, gdy klęka przed ołtarzem, rozmawia z Nim na Adoracji czy przez Biblię. Kocha Go! A czy można kochać Boga, nie kochając człowieka? Nie, nie można!

Pamiętamy mądrą formułkę, kończącą się słowami: „a bliźniego swego jak siebie samego”! Dlatego w kontekście tej Ewangelii i przesłania w niej zamieszczonego warto przypomnieć fragment kazania ks. J. Tischnera z 8 marca 1991 roku:
„Nosimy na sobie cały ciężar czasu. A czas jest nieludzki, czas jest często antyludzki. Zwłaszcza nasze okolice są bardzo często nieludzkie. W naszej krainie, obok niesłychanej miłości do bliźnich, ofiarności, kwitnie także mała nienawiść, zazdrość, zawiść.
Na drodze do drugiego człowieka ścielą się przeszkody. Jest coś takiego jak kurz na miłości. Miłość jest, ale przysypana kurzem. Spróbujmy zdmuchnąć ten kurz i po nowemu podejść przynajmniej do jednego człowieka. Bo odkrywając tajemnice jednego człowieka, będziemy odkrywać tajemnice całej ludzkości”.

Nie wydaje się, że jego słowa straciły na żywotności – wręcz przeciwnie – winny być wyrzutem sumienia! Bo, dodajmy od siebie: za kogo my uważamy Pana Jezusa? Za człowieka, który żył dwa tysiące lat temu? Czy za Tego, który Jest? Który jest Miłością (tylko i aż)…Wiem: miłość to często wyświechtane, sparciałe słowo. Ale: czy jest inne na opis zbawienia każdego z nas?
I wszystkich innych…


Józef Puciłowski OP, „WIARYgodne chrześcijaństwo”, wydawnictwo WAM, 2019
Dziękujemy wydawnictwu WAM za udostępnienie wybranych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu