Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 27 stycznia. Imieniny: Anieli, Juliana, Przemysława
12/08/2020 - 16:00

"Niespodziewana miłość, to wszystko, o czym może jeszcze pomarzyć"

Ostatnia, znakomita powieść Henninga Mankella! Kontynuacja bestsellerowych "Włoskich butów". Frederick Welin, emerytowany chirurg mieszkający na jednej z wysp szwedzkiego archipelagu, budzi się w nocy, krztusząc się dymem. Jego dom stoi w płomieniach.

Starszy mężczyzna nie ma już zbyt wiele czasu, pomyślałem. Niespodziewana miłość, to wszystko, o czym może jeszcze pomarzyć.

- Nazywam się Lisa Modin – powtórzyła. – Jestem dziennikarką. Piszę dla lokalnej gazety. Redaktor naczelny poprosił mnie, żebym obejrzała miejsce po pożarze i porozmawiała z właścicielem domu. Kiedy weszłam do sklepu w porcie, żeby zapytać, jak mogę dostać się na pana wyspę, powiedziano mi, że właśnie jest pan w porcie na zakupach. Nie znalazłam pana w sklepie spożywczym, dopiero tutaj.

- Skąd pani wiedziała, że to ja?

- Sprzedawca opisał mi pana najlepiej, jak potrafił. Zresztą łatwo było zgadnąć, bo w spożywczym nie było nikogo, a tutaj siedział tylko pan.

Lisa Modin wyjęła z torebki notatnik. Muzyka dobiegająca z kuchni za barem najwyraźniej ją drażniła, bo podeszła do Weroniki i poprosiła ją, żeby ściszyła. Chwilę później radio całkowicie umilkło.

Dziennikarka wróciła z uśmiechem do stolika.

- Może pani się ze mną zabrać na moją wyspę. O ile wsiądzie pani do małej łódki.

- A będzie mnie pan mógł potem odwieźć?

- Oczywiście.

- Wciąż pan tam mieszka? Przecież pana dom spłonął.

- Mam przyczepę.

- Na wyspie? Słyszałam, że nie jest duża. Czyżby dało się tam dojechać samochodem?

- Nie, widzi pani, ta przyczepa… to długa historia.

Lisa Modin wzięła do ręki długopis, ale wciąż nie otworzyła notatnika.

- Opowieść o pożarze to jedna rzecz – powiedziała. – Redaktor naczelny sam porozmawia z policją i ze strażakami. Moim zadaniem jest opisanie, co pożar domu oznacza dla rodziny.

- Mieszkałem w nim sam.

- Nie ma pan nawet zwierząt?

- Poumierały.

- Zginęły w płomieniach?

Zadała to pytanie z wystraszoną miną.

- Nie. Umarły wcześniej. Już dawno je pochowałem.

- Nie ma pan żony?

- Ona też nie żyje. Została skremowana. Ale mam córkę.

- I jak ona zareagowała na ten pożar?

- Na razie nijak. Jeszcze jej nie powiedziałem.

Lisa Modin przyjrzała mi się bacznie. Odłożyła długopis i napiła się kawy. Zauważyłem, że ma na palcu prawej dłoni pierścionek z bursztynem. Nie miała obrączki.

- Dzisiaj jest już za późno, żeby z panem jechać. Ale może jutro? Znajdzie pan dla mnie czas?

- Mam mnóstwo czasu.

- Nieprawda, bo pożar zniszczył wszystko, co pan miał.

Nic nie odpowiedziałem. Miała zupełną rację.

- Przyjadę po panią jutro. Proszę powiedzieć, o której godzinie.

- Może o dziesiątej? Nie za wcześnie dla pana?

- Może być.

Pokazała palcem na widoczny za oknem port.

- Tam?

- Zawsze cumuję łódkę przy dystrybutorach paliwa – powiedziałem. Proszę się ciepło ubrać. Jutro może padać.

Dziennikarka dopiła kawę i wstała.

- Będę jutro o dziesiątej – dodała jeszcze i wyszła z kawiarni. Usłyszałem warkot silnika i odjeżdżający samochód. Byłem ciekaw, czy ona w ogóle wie, jak się nazywam.

Popłynąłem z powrotem do domu. Morze było ciemne. Dno łódki było załadowane siatkami pełnymi zakupów. Rozmyślałem o Lisie Modin. O jej dłoniach owijających szalik wokół szyi i głowy. Czułem lekkie podekscytowanie jutrzejszym dniem.


Henning Mankell „Szwedzkie kalosze”, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa, rozdział 3, str. 36-38







Dziękujemy za przesłanie błędu