Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 4 kwietnia. Imieniny: Benedykta, Izodory, Wacławy
15/02/2020 - 09:30

Dobra książka: Magdalena Ponurkiewicz "Tajemnica węgierskiego manuskryptu" (6)

Marta z niepokojem wzięła zdjęcie do ręki. Patrzyła na nią bardzo jeszcze młoda twarz jej matki.

(...). Marta i Joanna z żalem opuszczały gościnną gospodynię i jej piękny dom. Trzeba się było spieszyć. Znalazły nocleg w „Kolibie” nad Popradem. Przy obiedzie Joanna zapropo­nowała, by wyprawę do Barcic przełożyć na następny dzień. Marta aż podskoczyła ze złości.

– Zwariowałaś! Siedzę jak na rozżarzonych węglach, a ty chcesz wszystko odwlec?

– Chciałam, żebyś odpoczęła.

– Odpoczywać będę w grobie!

Ruszyły niebawem. Do Barcic nie było daleko. Pani Wanda okazała się osobą bardzo kontaktową, narzekała jedynie, że po latach pamięć ją nie­co zawodzi. Niestety nie miała dobrych wiadomości. Na temat ojca Marty nie wiedziała nic.

– Jestem na to przygotowana, od lat nie mogę się niczego dowiedzieć. To właściwie ostatnia rozpaczliwa próba – starsza pani była zrezy­gnowana i zawiedziona.

– Z opisu wynika, że to na pewno był Paweł Liber „Sprytny” - mój ojciec. Przeprowadził około 1300 osób.

– To niewyobrażalne! Ma pani, pani Wando świadomość, ilu ludzi zaciągnęło wobec ojca długi wdzięczności nie do spłacenia? – Joan­na była poruszona opowieścią. – Myślę, że nie oczekiwał ani wielkiej chwały, ani orderów, ani wdzięczności, a jednak został po woj­nie odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. – Był jednym z cichych, wielkich bohaterów tamtych dni – szepnęła Marta.

– Najwyższa pora wracać – wtrąciła Joanna, obawiając się, że nad­miar emocji podkopie siły rodzicielki. Pożegnawszy się serdecznie zmierzały do samochodu, gdy dobiegło je wołanie Wandy.

– Chwileczkę, chwileczkę! Coś sobie przypomniałam. Mówiłam, że moja głowa szwankuje. Mam tu coś. Kobieta trzymała w ręku niewielkie skórzane okładki, szyte ręcznie kawałkiem rzemyka. – Ten notes leżał u nas przez lata. Ojciec zapytany, kim jest kobie­ta ze zdjęcia, powiedział, że nie wie, ale notes należał do człowie­ka, który przeprowadzony ze Słowacji do Polski przez tatę, zaraził się czerwonką i umarł. Marta z niepokojem wzięła zdjęcie do ręki. Patrzyła na nią bardzo jeszcze młoda twarz jej matki. Na odwro­cie widniał napis: Najdroższemu Kazikowi, kochająca żona Julia. Podkowa Leśna 37. Joanna wpadła w popłoch. Wzięła matkę pod ramię i czym prędzej wprowadziła do domu, sadzając na krześle. Pa­ni Wanda nalewała „Nervosol” do kieliszka. Podała go bladej jak płótno kobiecie. Ta wyszeptała jedynie: – Boże! Tyle lat!

– Proszę pani. Wiem, że wszyscy, którzy zmarli na czerwonkę w cza­sie epidemii w czterdziestym drugim roku byli chowani na starym cmentarzu w Rytrze, w kilkuosobowych mogiłach ziemnych. Pani tata pewnie miał lewe dokumenty, albo i nie miał. Kto to może wie­dzieć? Został zapewne pochowany jako NN.

Po chwili Marta wstała z trudem z krzesła i objąwszy Wandę, żegnała się z nią roztkliwiona.(...).

Magdalena Ponurkiewicz, „Tajemnica węgierskiego manuskryptu”, Wydawnictwo Nova Sandec, 2013
Dziękujemy Autorce za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu