Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 23 stycznia. Imieniny: Fernandy, Jana, Rajmundy
13/12/2019 - 09:30

Dobra książka: Grzegorz Ryś, "Stało się Słowo" (5)

To pokazuje, jak dalece potrzebujemy Adwentu, czyli odkrycia obecności Chrystusa w naszym życiu. Doświadczenia tego, że wiara nie jest zbiorem rzeczy, pobożnych praktyk, a nawet wartości.

Miejscem, w którym łatwo można z religii uczynić jarzmo, jest seminarium. Popytajcie kleryków: 5.30 pobudka, pół godziny rozmyślania, piętnaście minut adoracji, piętnaście minut czytania duchowego, piętnaście minut Biblii, rachunek sumienia w południe.

Miłosz w Rodzinnej Europie wspominał swojego katechetę, którego przezywano Chomik. Ów Chomik przerabiał religię w kazuistykę, dzielenie włosa na czworo. Takie przeżywanie religii ogranicza się do pytania „czy wolno”? Czy wolno jeść wątróbkę w piątek? Czy to jest mięso, czy nie? A jak już zjem, to mam grzech lekki czy ciężki? Taka religia jest jarzmem. Może zdarzyć się też, że stanie się nim nie z powodu czynników zewnętrznych, ale spowoduje to sam człowiek, mnożąc sobie rozmaite praktyki, zobowiązania, zasady. W człowieku jest ku temu skłonność. Jeśli nie będzie miał regulaminu seminaryjnego, to sam sobie napisze podobny, może nawet surowszy niż ten, który wyszedł spod ręki rektora. I ostrzej się będzie z niego rozliczał. To pokusa do zbawiania samego siebie. Człowiek podejmuje w najlepszych intencjach rady ewangeliczne, ale wkrótce zostaje w nich uwięziony.

Nie bez powodu Pan Jezus w Ewangelii mówi o pokorze – bo jako jarzmo wiarę przeżywają przede wszystkim ludzie pyszni. Trzeba pokory serca, żeby religia nie była jarzmem. Pycha albo wyolbrzymia wszystko, co robimy, albo wszystko, czego nie robimy. Rezultatem może być rozpacz. Nie dorastamy do takiego obrazu siebie, jaki sobie wytworzyliśmy, nie dopełniliśmy czegoś, co sobie wyznaczyliśmy – więc wpadamy w rozpacz. Nie przypadkiem Kościół starożytny uważał smutek za jeden z ośmiu grzechów głównych. Smutek to postawa, która pociąga za sobą inne grzechy.

To pokazuje, jak dalece potrzebujemy Adwentu, czyli odkrycia obecności Chrystusa w naszym życiu. Doświadczenia tego, że wiara nie jest zbiorem rzeczy, pobożnych praktyk, a nawet wartości. Jak długo nie odkryjemy za tym wszystkim żywego Chrystusa, tak długo będziemy szukać tylko sposobu, by to jarzmo z siebie zrzucić. Jeśli kleryk w ciągu sześciu lat nie odkryje Chrystusa za rozmyślaniami, adoracjami i czytaniami, to kim stanie się po święceniach?

Najpierw odrzuci rozmyślanie, potem czytanie i w końcu modlitwę – bo to wszystko jarzmo. W imię czego ma cierpieć? Oczywiście w prawdziwej wierze jest miejsce na posłuszeństwo i jarzmo. Ewangelia nie wzywa do tego, by to jarzmo odrzucić. Znalazłem ostatnio u Ozeasza tekst, którego nigdy wcześniej nie widziałem. W dziesiątym rozdziale, wersecie jedenastym czytamy: „Efraim jest jak ponętna jałówka, która chętnie pracuje przy młocce. Ja mu sam włożę jarzmo na wspaniałą szyję. Sam Efraima zaprzęgnę, orać będzie Juda, Jakub zaś będzie bronował” (Oz 10,11).


Grzegorz Ryś, „Stało się Słowo”, Wydawnictwo W drodze, 2012
Dziękujemy Wydawnictwu W drodze za udostępnienie wybranych fragmentów

 



Dziękujemy za przesłanie błędu