Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 30 maja. Imieniny: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama
08/02/2020 - 09:35

Dobra książka: Bogumił Luft "Rumun goni za happy endem" (6)

Jesteśmy zaskoczeni tym wszystkim, co zrobili dla nas Rumuni – mówi jeden z ojców ofiar wypadku.

(...). Razvan Theodorescu, rumuński minister kultury, oraz Witold Górski, polski wiceminister infrastruktury, zrywają zasłonę z pomnika. „Naszym Braciom Polakom, którzy zginęli 14 lipca 2002 roku” – głosi napis na marmurowym krzyżu. Stoimy przy drodze z Aradu do Devy w południowym Siedmiogrodzie. Przybyli z Polski rodzice nastolatków, którzy zginęli rok temu w drodze na wakacje do Bułgarii, nie mogą uwierzyć, że na tym prostym odcinku nowoczesnej rumuńskiej drogi autobus stoczył się na pobocze, uderzając w drzewa. Na miejscu zginęło czworo dzieci i zmiennik kierowcy. Rannych ewakuowali do szpitali strażacy i ekipy pogotowia. Jeden z najciężej rannych poleciał helikopterem do najlepszej rumuńskiej kliniki chirurgii naczyniowej. Krew dla niego zwoziły z całej okolicy samochody policyjne na sygnale.

- Ludzie mówili, że Rumunia to nie wiadomo co, a oni są bardzo życzliwym narodem – mówi mi ze łzami w oczach pan Jerzy, rzecznik grupy rodziców. Nazwisko jego czternastoletniej córki, która zmarła kilka dni po wypadku w szpitalu w Timiszoarze, widnieje na cokole pomnika. Pana Jerzego wpuszczono wtedy do Rumunii, choć miał nieważny paszport. Kilka dni mieszkał wraz z żoną w szpitalu. Gdy umierała Kamila, poprosili o księdza. Prawosławny duszpasterz szpitala z własnej inicjatywy sprowadził księdza katolickiego.

Bogumił Luft będzie gościem II Sądeckich Targów Książki

- Ja też mam dzieci i to mogło być któreś z nich – mówi major Iulian Butar, dowódca rumuńskich strażaków, którzy ratowali pasażerów polskiego autokaru, inicjator budowy pomnika. Z własnej kieszeni pokrył dużą część kosztów. Inni strażacy, władze lokalne i kilku rumuńskich sponsorów dołożyli resztę. Wycięto feralne drzewa, zbudowano przydrożną zatokę u stóp krzyża.

Po ceremonii celebrowanej przez miejscowych księży prawosławnych i polskiego jezuitę, trudno zebrać rodziców, którzy płaczą u stóp pomnika. Jedziemy do restauracji na przyjęcie na cześć zmarłych zwane przez Rumunów „pomana”. – Jesteśmy zaskoczeni tym wszystkim, co zrobili dla nas Rumuni – mówi jeden z ojców ofiar wypadku. (...).

Bogumił Luft "Rumun goni za happy endem", wydawnictwo Czarne 2015
Prezentowane fragmenty zostały wybrane przez Autora







Dziękujemy za przesłanie błędu