Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
04/02/2020 - 09:45

Dobra Książka: Bogumił Luft "Rumun goni za happy endem" (2)

Ponad trzydzieści lat osobistych przeżyć, spotkań i doświadczeń, które stały się udziałem autora – dziennikarza, publicysty i dyplomaty, ambasadora RP w Rumunii i Mołdawii – zaowocowały piękną, bardzo osobistą opowieścią o krajach wciąż mało w Polsce znanych.

(...).  Żywotność pobożności w Rumunii robi duże wrażenie. Większe, niż w jakimkolwiek innym kraju wschodniego chrześcijaństwa, który przeżył komunistyczną smutę. Częściej, niż gdzie indziej, ludzie żegnają się przechodząc przed kościołami, częściej przestrzegają postów. Politycy nie stronią od gestów pobożności i prawie nikt im tego nie wytyka. Prawie nikt z nich nie przyznaje się też publicznie do ateizmu i antyklerykalizmu bo i po co. Żadnej kariery się na tym nie zrobi w żadnych kręgach elektoratu.

Kultura ojczyzny wielkiego religioznawcy, jakim był Mircea Eliade, którego uczona refleksja nie przypadkiem narodziła się w Rumunii, jest naznaczona egzotyczną w Europie mistyczną wrażliwością, która ma zresztą nie tylko chrześcijańskie źródło. Pogańską tradycją, oswojoną przez chrześcijaństwo, jest tam na przykład poczucie łączności ze zmarłymi przodkami, wyrażające się między innymi w wielokrotnym celebrowaniu ich obecności podczas kolejnych spotkań rodziny w określonych terminach po odejściu bliskiej osoby. Czasem odbywa się to wokół jej grobu, co przypomina znane w kulturze polskiej mickiewiczowskie Dziady, które wszakże w polskim kręgu kulturowym przeszły już do przeszłości. Bardziej chrześcijański charakter ma sposób, w jakim Rumuni mówią o zmarłych. W miejsce polskiego zwrotu „świętej pamięci”, wypowiadają przeważnie bardziej pokorną, grzecznościową formułę „Dumnezeu sa-l ierte” (niech Bóg mu wybaczy), życząc w ten sposób wspominanej osobie zbawienia wiecznego.

Bogumił Luft będzie gościem II Sądeckich Targów Książki

Protest przeciwko zarządzonej w latach osiemdziesiątych przez Ceausescu tak zwanej systematyzacji wsi, polegającej na burzeniu starych domostw i przenoszeniu ich mieszkańców do miasto-podobnych bloków, brał się między innymi z przekonania, że wiejski dom rodzinny to miejsce, w którym żywi współ-mieszkają ze zmarłymi przodkami. Ta wrażliwość osłabia się, ale nie niknie wraz z urbanizacją. Wykształceni rumuńscy inteligenci zadziwiają mnie raz po raz świadectwami dotykalnego poczucia obecności zmarłych i łączności z nimi. (...).

Bogumił Luft "Rumun goni za happy endem", wydawnictwo Czarne 2015
Prezentowane fragmenty zostały wybrane przez Autora







Dziękujemy za przesłanie błędu