Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 6 grudnia. Imieniny: Dionizji, Leontyny, Mikołaja
30/05/2019 - 18:10

Zygmunt Berdychowski: pokazaliśmy siłę społeczeństwa obywatelskiego

Z Zygmuntem Berdychowskim, przewodniczącym Rady Programowej Forum Ekonomicznego, pomysłodawcą powrotu na Sądecczyznę jednostki o tradycjach 1 Pułku Strzelców Podhalańskich, rozmawia Tomasz Kowalski:

Dzieląc się pomysłem, że do Nowego Sącza powinien wrócić 1 Pułk Strzelców Podhalańskich, myślał Pan o czasie, w którym uda się to zrealizować?
- Nigdy nie myślałem, że będzie to możliwe w ciągu kilkunastu miesięcy. Uważałem raczej, że to nastąpi w bardzo odległym czasie przyszłym. Po drugie, nie byłoby całej tej akcji, nie byłoby zaangażowania Społeczno-Kulturalnego Towarzystwa „Sądeczanin”, gdyby nie to, co wcześniej zrobił Jerzy Giza. To jego praca naukowa, publikacja kolejnych książek poświęconych sądeckim żołnierzom Rzeczpospolitej („Organizacja Wolność”, Sądeccy generałowie”, „Sądecki garnizon”, „Sądeccy kawalerowie Virtuti Militarii”) były podstawą na której można było sformułować to oczekiwanie zawarte w haśle: podhalańczycy muszą wrócić do Nowego Sącza.

Kiedy pierwszy raz powiedział pan głośno, że powinniśmy zabiegać o powrót podhalańczyków do Nowego Sącza?
- Było to 27 lutego 2016 roku, w trakcie rozmowy, którą prowadziłem podczas Gali Nagrody im. ks. prof. Kumora  w związku z przyznaniem Jerzemu Gizie nagrody w kategorii Książka Roku 2015. Powiedziałem wtedy, że powinniśmy zacząć głośno domagać się, aby ta jednostka wróciła do nas. Minęło półtora roku kiedy w grudniu 2017 roku, na pierwszym zjeździe SKT Sądeczanin w Sądeckim Ratuszu przyjęliśmy Apel poparcia dla inicjatywy ponownej lokalizacji jednostki wojskowej w Nowym Sączu odwołującej się do tradycji 1 Pułku Strzelców Podhalańskich.

Rozpoczęliśmy akcję zbierania podpisów sądeczan, którzy ten pomysł popierali. Wtedy także zwróciliśmy się do wszystkich samorządów: sądeckiego, limanowskiego, gorlickiego o to, aby podejmowały rezolucje wspierające ten apel. Zaangażowaliśmy się w akcję społeczną, która zmierzała do tego, aby sądeczanie głośno upomnieli się o powrót swojego wojska.

Fundamentalną rolę w tej sprawie odegrał portal i miesięcznik „Sądeczanin”. Dziesiątki artykułów i rozmów z różnymi osobami coraz bardziej przekonywały wszystkich, że to nasze sądeckie „być albo nie być”.

Momentami akcja zbierania podpisów pokazała, że wcale nie było takie oczywiste, że uda się nam zebrać aż tyle podpisów. Trudno mi było być optymistą, pokazywać wszystkim, że ten cel, o którym marzymy i głośno mówimy, może być zrealizowany w tak nieodległym horyzoncie czasowym. Myślę, że dla akcji zbierania podpisów ważna była decyzja, którą podjął biskup ordynariusz Andrzej Jeż, który pozwolił nam na zbieranie podpisów przy sądeckich świątyniach. Tak samo ważna okazała się uchwała Stowarzyszenia Sołtysów Ziemi Sądeckiej, podjęta dla zaangażowania wszystkich sołtysów w zbieranie podpisów. To ułatwiło nam prowadzenie akcji.

Premier Beata Szydło wspomniała, że jedną z przesłanek decyzji rządu była powszechna zgoda; to, że za tą akcją opowiedzieli się samorządowcy każdego szczebla. Czy ktoś był przeciw?
- Nie znam samorządu, który powiedziałby w tej sprawie „nie”. Coś, co jest w tym wszystkim najbardziej zaskakujące to uchwała Sejmiku Województwa Małopolskiego, podjęta jednogłośnie, 29 stycznia 2018 roku na wniosek Witolda Kozłowskiego, wtedy radnego opozycji, a dziś Marszałka Województwa Małopolskiego. Odbyło się to w sytuacji, kiedy podziały polityczne, jakie dzisiaj widać, uniemożliwiają nawet w najbardziej oczywistych sprawach podejmowanie takich decyzji. To był ewenement.

Kolejne uchwały rady gmin pokazywały, że podjęliśmy dobrą decyzję, rozpoczynając starania, aby podhalańczycy wrócili do Nowego Sącza. Te uchwały w żaden sposób nie były wymuszane. Samorządowcy dowiadywali się tylko, że inni już tę uchwałę podjęli. Nikt nie chciał być z tyłu. Nikt nie chciał podejmować tej uchwały później. W rezultacie podjęli ją wszyscy.

Co takiego jest w tym pomyśle, że wszystkich jednoczy?
- To co jest tak silne, co warto ciągle powtarzać i co widać we wszystkich opracowaniach przygotowanych przez Jerzego Gizę, to wyjątkowość jednostki, o której powrót walczyliśmy. Podhalańczycy w Nowym Sączu, czyli  Pierwszy Pułk Strzelców Podhalańskich, począwszy od grudnia 1919 r., to była jednostka wyjątkowa. To była chluba armii II Rzeczpospolitej. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że to była jednostka specjalna.

To była elita elit ówczesnego Wojska Polskiego, a Nowy Sącz mógł być dumny z tego wojska. To, z czego wszyscy samorządowcy zdawali sobie sprawę, to fakt, iż Nowy Sącz pozbawiany był po roku 2000 kolejnych funkcji metropolitalnych, tracił też coraz więcej miejsc pracy. Najpierw w wydziale zamiejscowym Urzędu Wojewódzkiego, potem w Straży Granicznej, Sanepidzie i pogotowiu ratunkowym. Miejsc pracy więc wciąż ubywało. To wszystko sprawiało, że Nowy Sącz pozbawiany był stopniowo swoich elit.

Powrót straży granicznej, powrót wojska, to nie tylko krok w kierunku wzmocnienia elit miasta, czy elit regionu; to również kilkaset nowych miejsc pracy. Nie tylko 400-500 miejsc pracy w samym batalionie, ale również w całej infrastrukturze związanej z jego funkcjonowaniem. 

Ostatni element, który jest równie ważny: Społeczno-Kulturalne Towarzystwo „Sądeczanin” pokazało, ze organizacje pozarządowe mogą poprzez determinację i ogromne zaangażowanie realizować ważne społeczne cele. To jest doskonały przykład, że nie tylko Polska partyjna może w życiu publicznym partycypować i budować siłę regionu, budować siłę małych wspólnot lokalnych może również społeczeństwo obywatelskie.

Rozmawiał: [email protected]

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu