Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 11 sierpnia. Imieniny: Luizy, Włodzmierza, Zuzanny
28/03/2020 - 11:50

Sądecki Bartnik kontra koronawirus. Niezwykłe właściwości miodu i propolisu

Dynamika wydarzeń związanych z epidemią koronawirusa stawia pod znakiem zapytania byt wielu firm. Niektórzy twierdzą, że jesteśmy na początku światowego kryzysu gospodarczego. Czy lokalne spółki odczuły już pierwsze skutki pandemii? Rozmawiamy z Krzysztofem Kasztelewiczem, członkiem zarządu Sądeckiego Bartnika w Stróżach.

Sądecki Bartnik jest spełnieniem pasji, fascynacji życiem pszczół oraz aspiracji zawodowych Anny i Janusza Kasztelewiczów. Rodzinna firma została założona w 1973 roku. Obecnie biznesem zajmuje się także drugie pokolenie - synowie Tomasz Kasztelewicz wraz z żoną Joanną oraz Krzysztof Kasztelewicz.

Jak funkcjonuje Bartnik w czasach koronawirusa? Zewsząd jesteśmy bombardowani niepokojącymi informacjami dotyczącymi epidemii, rządzący wprowadzają coraz więcej ograniczeń…
- Obecna sytuacja zmusiła nas do ograniczenia naszej działalności – tj. zamknięcia części turystycznej: restauracji, noclegów oraz muzeum. Dostosowaliśmy się do obowiązujących przepisów, nieustannie mierzymy się z wieloma niedogodnościami. Uwzględniamy także wydłużone formalności i utrudnienia w transporcie.

Utrudnienia, to znaczy?
- Czas transportu znacznie się wydłużył. Należy brać te okoliczność pod uwagę przy współpracy z naszymi kontrahentami. Ich również obowiązują zaostrzone procedury. Musieliśmy dostosować warunki dostaw do nowych procedur obowiązujących w magazynach oraz na granicach.

Czy sprzedaż została wstrzymana albo zredukowana? A może przebiega bez większych zakłóceń?
- Kontynuujemy naszą główną działalność. Nie wstrzymujemy sprzedaży, bierzemy pod uwagę że  może ulec ona tymczasowemu spowolnieniu. Każdą złotówkę oglądamy teraz z czterech stron.

Firma szuka oszczędności, a co ze zobowiązaniami finansowymi?
- Ryzyko w handlu znacznie wzrosło. Opóźnienia w płatnościach są tego skutkiem. Wystarczy spojrzeć na ogromny problem rynku HORECA – sektora hotelarskiego i gastronomicznego – która praktycznie nie osiąga teraz żadnych dochodów.

Koronawirus sam się nie przenosi - rozprzestrzeniają go ludzie. Czy Bartnik podjął jakieś szczególne kroki, mające chronić pracowników przed zarazą?
- Oczywiście. Zatrudnione osoby pracują w trybie zmianowym. Pracownicy zostali podzieleni na grupy, a pracę świadczą w wydzielonych miejscach. Zwiększyliśmy środki ochrony osobistej, zapewniliśmy wydzieloną strefę dla osób z zewnątrz. Wdrożyliśmy wszystko, co tylko było możliwe.

Przedsiębiorcy stojący u progu kryzysu gospodarczego czekają, aż epidemia minie. Czy Bartnik ma już jakieś spostrzeżenia dotyczące dalszej działalności w dobie koronawirusa?
- Bardzo ciężko to przewidzieć. Rynek spożywczy cechuje bardzo duża zmienność. Myślę, że na prognozy i oceny dotyczące wpływu epidemii na naszą branżę jest jeszcze za wcześnie. Następne tygodnie będą decydujące i pozwolą nam przygotować strategię na najbliższe miesiące.

Czy miód można wykorzystać w walce z zakażeniami?
- Pszczoły dają nam nie tylko miód ale też pyłek, pierzgę, propolis oraz mleczko pszczele. Produkty te mają właściwości odżywcze, bakteriobójcze i przeciwwirusowe. Od zarania dziejów pomagają nam chronić się przed chorobami. Naturalnie wspomagają nasz organizm oraz wzmacniają jego odporność – dodaje prezes Bartnika, Janusz Kasztelewicz. Warto spróbować!

[email protected], fot. Sądecki Bartnik

Artykuł sponsorowany







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)