Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 21 października. Imieniny: Celiny, Hilarego, Janusza
10/05/2018 - 11:50

Sądecką księgową krew zalała. Czwarty dzień bez mostu heleńskiego

- Niech to wszystko szlag trafi, denerwuje się mieszkanka Brzeznej, która dziś rano szynobus zamieniła na samochód i jej podróż do pracy stała się jedną, wielką katastrofą. No po prostu krew mnie zalewa. Chyba, cholera , przez te rozbiórkę mostu zacznę przeprawiać się wpław

Do tej pory pani Grażyna, która jest księgową w jednej z sądeckich firm, dojeżdżała do pracy z Brzeznej, gdzie mieszka, samochodem. Kiedy zabrali się za rozbiórkę mostu heleńskiego, postanowiła korzystać z szynobusu.

- Jadę do Chełmca, zostawiam samochód, potem trzeba trochę dojść do stacji, wsiadam w szynobus, a z przystanku w Nowym Sączu, biegnę kawałek do pracy. Przez te trzy dni, nawet nie narzekałam. Tyle tylko, że czasem trzeba załatwić kilka spraw w mieście. A bez własnego samochodu, jak bez ręki - mówi.

Dziś mieszkanka Brzeznej  postanowiła dojechać do pracy autem. Zaplanowała wizytę u okulisty, w banku i ZUS. Wyszła z domu wcześnie rano,  piętnaście minut po szóstej. Do mostu św. Kingi ma dwa kilometry.

Czytaj też Nie ma mostu heleńskiego? Oj tam, oj tam! Chełmiec trzęsie się od memów

- I tu skończyła się moja podróż. Od mostu do ronda w Starym Sączu na długości dwóch kilometrów wił się korek gigant - denerwuje się pani Grażyna. -  Dalej, aż do Nowego Sącza, kolejne dziesięć kilometrów aut w długim sznurze. Pomyślałam, że jak nic moja jazda do pracy potrwa dwie godziny i krew mnie zalała. Co robić? Myślałam gorączkowo. Spóźnię się, jak nic.

Księgowa postanowiła zawrócić . Tuż za mostem jest wąska droga. Skrót do Starego Sącza. Pojechała tamtędy, przekonana, że szybciej zdoła się przedostać do pracy.  I co? Znowu katastrofa.

- Ledwie ujechałam  trochę z rynku ze Starego Sącza i znowu natrafiłam na korek, który na bank wił się do Nowego Sącza. No i szlag mnie po prostu trafił. Stwierdziłam, że  muszę zawrócić. Prułam w nerwach prawie 100 kilometrów na godzinę, żeby zdążyć na szynobus. Chwała Bogu, że policji nie spotkałam po drodze, bo wlepiliby mi mandat, jak nic. Finał był taki, że zostawiłam auto na Helenie, przyjechałam szynobusem i z wywieszonym jęzorem galopowałam do pracy. A moje sprawy do załatwienia? Dziś nici z tego. 

Czytaj też Nowy Sącz: Nie będzie kursów szynobusu wieczorem, ani w weekendy

Pani Grażyna mówi, że spróbuje jeszcze przetestować wersje z przejazdem przez obwodnicę północną.

Ale tam jest nie lepiej. Z samego rana dzwoniła do naszej redakcji mieszkanka Gródka nad Dunajcem, która też usiłowała przedrzeć się do pracy.

- Korek ciągnął się od Wielogłów, od strony Krakowa, na wysokości sklepu meblowego Orion, aż do ronda przy obwodnicy, gdzie ruchem kierował policjant. Tkwiłam w tym sznurze aut pól godziny. To był kolejny dzień, kiedy spóźniłam się do pracy w niewielkiej, prywatnej firmie. Zresztą nie tylko ja nie dojechałam na czas do pracy. Przez korki spóźniły się też moje koleżanki. Dostałyśmy wszystkie ochrzan od kadrowej, która dziś rano nikogo nie zastała w firmie. Co będzie dalej, aż nie chcę myśleć.

Skargi leją się strumieniami. Także na policję, która zdaniem kierowców, powinna bardziej angażować się w kierowanie ruchem przy tak zakorkowanym mieście.

- Wczoraj, gdy kwadranś przed siódmą stałem w korku na Papieskiej, na wysokości domu weselnego „Kaprys", pojawili się policjanci na motorach i pojechali w stronę Brzeznej. Potem pokazał sie radiowóz i dostojnie „pomknął " w stronę Brzeznej. W tym czasie nienadzorowane skrzyżowanie w Chełmcu oraz rondo przy moście zakorkowało się do tego stopnia, że staliśmy w bezruchu z wyłączonymi silnikami!!!  - pisze w e-mailu do naszej redakcji Paweł Pawlik. - Dopiero dwadzieścia minut po ósmej pojawili się policjanci i wzięli się za robotę. Czas przejazdu od wspomnianego domu weselnego za most to dwie godziny czterdzieści minut !!! Czy w naszej komendzie nie ma na tylu funkcjonariuszy, żeby mogli  nadzorować newralgiczne trzy punkty od godziny szóstej?

Przy okazji czytelnik przedstawia ciekawą propozycję.

- Może warto rozważyć możliwość przejazdu mostem, a dokładniej ścieżką rowerową, tym, którzy jeżdżą na skuterach? Wielu z nich i tak już to robi, żeby uniknąć przepychania się między samochodami.  

Są też i tacy, którzy próbują przykładać plaster na zszargane nerwy.

- Myślę, że warto byłoby wśród narzekań na „wszystko, co nie my” zacząć sygnalizować uwagi dotyczące samych użytkowników. Sami nie powinniśmy sobie również utrudniać podróży i dodawać problemów – stwierdza w e-mailu przesłanym do redakcji Sądeczanina czytelnik. Powinniśmy sobie pomagać, na przykład starszym, czy tym z bagażem, z wózkami dziecięcymi. Zwyczajnie, podać rękę.

Pan Andrzej zauważa też, że podróż szynobusem nie jest długa. Trwa zaledwie 4 minuty.

- Tłok można przeżyć – przyznaje. – Dlatego nie zostawiajmy nikogo na peronie, nie bójmy się stanąć w przejściach, między osobami siedzącymi w wagonie. Po dotarciu do celu podróży zawsze zdążymy wysiąść.

Odniósł się również w swoim liście do przewożenia rowerów.

- Rowery zajmują sporo miejsca. To fakt, ale można je przecież ustawić bliżej siebie, a zmieści się ich jeszcze więcej - zauważa nasz Czytelnik. – Spróbujmy stanąć z nimi jak najdalej od wejścia do wagonu, aby nie blokować drzwi. Wchodząc do pociągu może warto też powiedzieć innym „dzień dobry” – to uspokaja.

[email protected]  I.M, ES fot. jm

Co się dzieje na trasach objazdów

Obejrzyj co się dzieje na trasach, po których objeżdżamy zamknięty most heleński.
Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.
Tomasz Michałowski, prezes Sandecji, o odnalezieniu bezcennych kronik sądeckiego klubu sportowego:






Dziękujemy za przesłanie błędu