Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 13 kwietnia. Imieniny: Artemona, Justyny, Przemysławy
26/02/2021 - 11:00

Tajemnica sukcesu Ryszarda Florka. Nie do wiary, od czego się zaczęło

Jedenaście spółek produkcyjnych, siedemnaście dystrybucyjnych, eksport do pięćdziesięciu krajów świata i ponad cztery tysiące zatrudnionych… taką wielką, biznesową potęgę na globalną skalę w niewielkim Nowym Sączu zbudował Ryszard Florek. Wszystko zaczęło się od… szklanej dachówki w jego rodzinnym domu w Tymbarku.

W czasach, kiedy przyszły twórca Fakro Ryszard Florek był małym chłopcem, w jego rodzinnym domu w czasie wakacji zawsze gościli kuzyni. Największą frajdą były zabawy na strychu, gdzie można się było ukryć przed czujnym okiem dorosłych. Jednak był pewien szkopuł. Na strychu panował półmrok. Jedynie wątły strumień światła przedzierał się przez szklaną dachówkę. To właśnie wtedy przyszły inżynier zaczął myśleć o specjalnym oknie w dachu.

Marzenie małego chłopca zmaterializowało się w latach siedemdziesiątych. To wtedy jako  student wydziału budownictwa Politechniki Krakowskiej Ryszard Florek pojechał do Niemiec. Jego okno w dachu istniało naprawdę! Zobaczył je w jednym z niemieckich domów. To wtedy postanowił, że będzie miał własną, nowoczesną fabrykę okien dachowych w Polsce.

Za realizację swoich marzeń zabrał się zaraz po studiach, jako świeżo upieczony inżynier konstruktor, jednak to wszystko wcale nie było takie proste. W Polsce połowy lat osiemdziesiątych nie tylko nikt nie słyszał o oknach dachowych. Nikt nie miał pojęcia jak je produkować. Poza tym do tego były potrzebne specjalne szyby zespolone, odpowiednie okucia i  dobrze wykonane elementy drewniane.  Przede wszystkim jednak potrzebny był kapitał, żeby z biznesem w ogóle wystartować.

Czytaj też Robią z tym porządek. To już koniec wydłużania zwolnień lekarskich

Wspólnie z przyjacielem ze studiów Jackiem Radkowiakiem założyliśmy w Tymbarku zakład stolarki budowlanej Florad. - wspomina Ryszard Florek. -  Już wtedy myśleliśmy o oknach dachowych, ale na realizację przedsięwzięcia trzeba było najpierw zarobić. Zabraliśmy się więc za produkcję drzwi, boazerii, podłóg i szaf wnękowych. Takie było zapotrzebowanie rynku. Wszystkie zarobione pieniądze inwestowaliśmy w rozwój zakładu.

Marzenia o fabryce urzeczywistniły się na początku lat 90-tych. Decyzję o produkcji okien dachowych przyspieszyło wejście na polski rynek duńskiej firmy Velux, światowego potentata w tej branży. To wtedy wspólnie z żoną Krystyną i przyjacielem Krzysztofem Kronenbergerem Florek założył firmę Fakro. Formalnie wystartowała dokładnie 22 stycznia 1991 roku. To właśnie wtedy została wpisana do Rejestru Handlowego.

Biznes wspólnicy prowadzili najpierw we własnych domach. Startowali tak jak wszyscy w tych czasach,  od tak zwanej garażowej produkcji.  Już kilka miesięcy później pierwszą serię dziesięciu okien dachowych zaprojektowanych przez Florka zawieźli na targi budowlane do Poznaniu. Pokazanie ekspozycji przy bardzo skromnych funduszach na marketing wymagało kreatywności. Florka i Kronenbergera nie stać było na wykupienie stoiska wewnątrz hali wystawowej. Wymyślili więc tańsze rozwiązanie.

- Zbudowaliśmy własną ekspozycje na zewnątrz budynku. To był niewielki domek z oknem dachowym. Tak zaaranżowane stoisko Fakro przeżyło prawdziwe oblężenie. Wszyscy chcieli kupić …domek. Na nasz pionierski na polskim rynku produkt, nikt nie zwrócił uwagi – opowiada ze śmiechem Ryszard Florek. - Nocą zrobiliśmy wielki szyld z napisem „okna dachowe”.

Na początku lat dziewięćdziesiątych w produkcyjnym biznesie wygrywał ten, kto miał własną infrastrukturę. Budowa nowej fabryki wymagała czasu i wielkich pieniędzy. Szybsza i bardziej opłacalna była adaptacja budynków.

W 1991 roku Fakro stało się właścicielem niewielkiej hali należącej do upadłych Sądeckich Zakładów naprawy Autobusów. Kolejne budynki wspólnicy kupowali na przetargach i rozbudowywali fabrykę. W ten sposób sądeckie przedsiębiorstwo szybko zyskało na starcie przewagę nad blisko dwudziestoma firmami, które w tym czasie powstawały w Europie i tak jak sądecka spółka wystartowały w niszowej branży okien dachowych.

Czytaj też Totalna metamorfoza. Tak przebudowali u nas ruinę z czasów PRL-u [ZDJĘCIA] 

To był dla Fakro czas niezwykle dynamicznego rozwoju. W Pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych branża budowlana pędziła niczym pociąg ekspresowy. Okna dachowe okazały się rynkowym hitem, a własna fabryka pozwalała szybko realizować zamówienia. W tym czasie spółka notowała 300-400 procent wzrostu, jednak prawdziwym przełomem  było wejście Fakro na zagraniczne rynki.

Jak tłumaczy Ryszard Florek szybki rozwój sądeckiej spółki sprawił, że potentat światowego rynku okien dachowych, duńska firma  Velux, poczuł się zagrożony i w 1994 obniżył na polskim rynku ceny swoich produktów.

- Przez dwa lata, mimo dużej inflacji były one blisko 30 procent tańsze w porównaniu z tymi, samymi produktami oferowanymi klientom krajów Europy zachodniej.

To mógł być początek końca sądeckiej firmy. Ale Ryszard Florek wymyślił ucieczkę do przodu.

Jaka była strategia przetrwania? W jaki sposób biznesmen niewielkie przedsiębiorstwo zamienił w międzynarodową korporację? Jak radzi sobie w czasach koronakryzysu

Całą artykuł można przeczytać w lutowym miesięczniku Sądeczanin.(jagienka.michalik@sadeczanin.info) fot.TK







Dziękujemy za przesłanie błędu