Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 20 kwietnia. Imieniny: Agnieszki, Amalii, Czecha
01/03/2024 - 05:45

Koniec darmowego prądu ze słońca? Co z powrotem do starego systemu rozliczania fotowoltaiki - do prądu teraz się dopłaca

Ostatnie nadzieje rozwiała właśnie minister klimatu i ochrony środowiska Paulina Hennig-Kloska. Co prawda powiedziała, że w departamencie OZE resortu trwają prace nad zmianą aktualnego systemu, ale na pewno nie będzie to powrót do net-meteringu obowiązującego do końca marca 2022 r.

Minister Paulina Hennig-Kloska niemożność powrotu do pierwszego systemu rozliczeń uznawanego przez wszystkich za korzystniejszy, uzasadniła zmianą prawa unijnego, które w obecnym kształcie nie pozwala krajom członkowskim na rozliczanie fotowoltaiki według reguł net-meteringu.

Nie będzie powrotu do najkorzystniejszego systemu rozliczania fotowoltaiki

Okazuje się więc, że rację mieli eksperci, którzy ostrzegali, że obietnice wyborcze są w sprzeczności z realiami, powołując się właśnie na nową dyrektywę.

Z kolei obietnice – bez konkretów – że nowy system będzie korzystniejszy od obecnego, to znów pustosłowie, bo każdy inny niż obecnie system zgodny z prawem unijnym będzie lepszy, zaś wszystkim na rynku wiadomo, iż net-billing w obecnej postaci jest systemem przejściowym i musi być tak czy owak zmieniony od 1 lipca 2024 r.

Przypomnijmy, że Koalicja 15 Października w kampanii wyborczej zapowiadała przywrócenie dla prosumentów korzystniejszego systemu rozliczania fotowoltaiki net-metering.

Polega on na tym, że gospodarstwo domowe co do zasady rozlicza się z operatorem bezgotówkowo: oddaje mu energię gdy ma nadwyżkę i „odbiera sobie” ją sobie gdy ma deficyt. Tylko to co ostatecznie zostanie, jeśli zostanie, sprzedaje.

W systemie net-metering, a więc tym nowym, inna jest cena energii sprzedawanej, a inna kupowanej – rozliczenie jest gotówkowe po ustalanych raz na miesiąc cenach sprzedaży i kupna, które różnią się zasadniczo między sobą w ten sposób, że prosument kupuje energię dużo drożej niż ją sprzedaje.

Net-billing jest krytykowany przede wszystkim za niskie stawki, po których właściciele instalacji fotowoltaicznych sprzedają nadwyżki energii do sieci. Firmy energetyczne często oferują cenę za energię, która jest znacznie niższa niż standardowa cena detaliczna energii elektrycznej, co powoduje, że inwestycja w fotowoltaikę może wydawać się mniej opłacalna.

To wszystko ma się zmienić wkrótce, bowiem rozliczenia będą nie według ustalanej raz na jakiś czas uśrednionej ceny rynkowej, ale według cen giełdowych notowanych w czasie rzeczywistym.

Nastąpić to miało już od 1 lipca 2024 r., ale eksperci twierdzą, że nie jest to realne ze względu na opóźnienia we wdrażaniu nowych technologii.

Czarny scenariusz: koniec darmowego prądu ze słońca się spełni?

Wszyscy, którzy instalują fotowoltaikę od 1 kwietnia 2022 roku, a jest to już grupa ponad 200 tys. prosumentów i rozliczani są w tym „przejściowym” systemie net-billingu mogą czuć się rozczarowani.

Podobnie jak ci, którzy czekali z rozpoczęciem inwestycji w panele fotowoltaiczne do czasu spełnienia obietnic wyborczych.

Pierwsi, by przestać dopłacać do fotowoltaiki muszą czekać na przynajmniej rozliczanie jej po cenach naprawdę rynkowych, zmiennych a nie ustalanych arbitralnie raz na miesiąc. Ponadto, by móc elastycznie reagować na te ceny muszą zainwestować w magazyny energii.

Te jednak są bardzo drogie a dotychczasowe dotacje w ramach programu Mój Prąd 5.0 nie rozwiązywały problemu.

Szefowa resortu w wywiadzie dla PAP powiedziała, że trwają prace na jak najkorzystniejszym systemem dotacji do magazynów energii – ale znów bez konkretów, choć od wyborów zaraz minie pól roku.

Co prawda wszyscy, którzy zainstalowali fotowoltaikę przed 1 kwietnia 2022 r. nadal rozliczają się w korzystniejszym systemie net-metering – o ile sami z niego nie zrezygnowali, by móc uzyskać kolejne dotacje, co było tego warunkiem – i na zasadzie praw nabytych mają mają to zagwarantowane jeszcze przez kilkanaście lat. Jest ich czterokrotnie więcej niż „net-billingowców”. Jednak czas szybko leci, a poza tym powinniśmy dalej stawiać na odnawialne źródła energii, bo mimo ogromnych postępów wciąż jesteśmy pod tym względem w ogonie Europy.

Wiara, że teraz nadrobimy to przydomowymi wiatrakami, na które ministerstwo klimatu zapowiada 400 mln zł, jest – ujmijmy rzecz delikatnie – naiwna.    ([email protected]) fot. PhotoMIX-Company/pixabay  © Materiał chroniony prawem autorskim







Dziękujemy za przesłanie błędu