Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 12 listopada. Imieniny: Konrada, Renaty, Witolda
16/10/2019 - 08:05

Jest dobrze, ale nie najlepiej jest. Spór o nowe wcielenie sądeckich PKS-ów

Kiedyś były PKS-y, które jeździły do najmniejszych wiosek, potem państwowy przewoźnik padł, a wraz nimi zniknęły autobusowe linie. Komunikacyjną lukę wypełniły prywatne firmy transportowe, ale robią biznes tam, gdzie im się to opłaca. Dyskutowali o tym powiatowi samorządowcy. Ich zdaniem prywatni przewoźnicy, nie są w stanie zagwarantować dobrze działającego systemu komunikacji dla mieszkańców Sądecczyzny. To stwierdzenie oburzyło przedsiębiorcę, który prowadzi przewozową spółkę. –Teraz jest lepiej niż za komuny – mówi. I kto tu ma rację?

O problemach zbiorowej komunikacji na terenie Sądecczyzny dyskutowali w starostwie samorządowcy. Mowa była o problemie wykluczenia komunikacyjnego mieszkańców wsi. Jak podkreślała wiceprzewodnicząca rady powiatu Marta Adamczyk, po upadku PKS-u rynek przejęli prywatni przewoźnicy, którzy obecnie nie są w stanie zagwarantować dobrze działającego systemu komunikacji dla mieszkańców regionu.

- Dotyczy to przede wszystkim młodzieży dojeżdżającej do szkół średnich i dorosłych, którzy muszą dojechać do pracy - mówiła Marta Adamczyk. - W Dolinie Popradu jest to już bardzo poważny problem.

Czytaj też Nowe wcielenie PKS-ów. Czy da się przywrócić lokalną sądecką komunikację?  

To stwierdzenie oburzyło przedsiębiorcę, który prowadzi przewozową spółkę.

- Spotkanie odbyło się bez udziału prywatnych przewoźników, a to co mówiła pani Adamczyk, o czym przeczytałem na łamach" Sądeczanina". nie jest prawdą – mówi Ryszard Małek, właściciel firmy Marpol.-  Z Nowego Sącza do Piwnicznej,  Łomnicy czy Kosarzysk jest teraz więcej kursów niż za komuny. Autobusy jeżdżą średnio co dwadzieścia minut.  Mówię tu tylko o mojej firmie. Ja sam mam trzydzieści sześć kursów w tamtą stronę, a przecież są jeszcze inni przewoźnicy.

Jak to jest z tą komunikacją w Dolinie Popradu? – pytamy wiceburmistrza Piwnicznej Dariusza Reśkę.

- Ani ja, ani burmistrz nie uczestniczyliśmy w tym spotkaniu ze względu na inne obowiązki, ale jeśli chodzi o kwestie związane z komunikacją, to zgłaszający się do mnie mieszkańcy gminy takich problemów nie sygnalizują. Nie jestem analitykiem wszystkich połączeń, ale na przykład częstotliwość kursów między Krynicą a Piwniczną moim zdaniem jest uboga, choć rozumiem, że zapewne ma na to wpływ ilość mieszkańców i fakt, że raczej dojeżdżają do pracy do Nowego Sącza, a nie do Krynicy.

Obecny na spotkaniu w starostwie marszałek Witold Kozłowski zapewnił, że małopolski samorząd chce likwidować na mapie regionu komunikacyjne białe plamy.  Kozłowski powiedział, że wystąpił do wojewody o pieniądze na uruchomienie dwunastu dodatkowych linii w województwie. W przypadku Sądecczyzny są to trasy Nowy Sącz-Gródek-Zakliczyn-Wojnicz-Tarnów i Gorlice-Łużna-Grybów-Królowa Polska-Nowy Sącz.

Właściciel Marpolu Ryszard Małek utrzymuje, że podobnie jak gmina Piwniczna, także Gródek nad Dunajcem jest wypełniony siecią autobusowych połączeń. Z tą opinią zgadza się wójt gminy Józef Tobiasz.

- Uważam, że jest całkiem nieźle, jeśli chodzi o skomunikowanie z Nowym Sączem, choć oczywiście są jeszcze pewne mankamenty. Mamy dwie firmy przewozowe z naszego terenu. Ostatnio rozmawiałem z jednym przewoźników na temat zwiększenia częstotliwości kursów.

Czytaj też Co dalej z transportem międzygminnym, czyli kto zje tę żabę?

Lekarstwem na komunikacyjne niedostatki ma być rządowy fundusz autobusowy. Władze samorządowe mogą bez przetargu podpisywać umowę z firmami przewozowymi. Roczny budżet funduszu to 800 mln złotych. Rządowa dopłata dla samorządów została ustalona na kwotę nie wyższą niż do jeden  złoty dla tak zwanego wozokilometra przejechanego przez autobus.

Jak na ten pomysł zapatruje się właściciel Marpolu?

- Zgadzam się z tym, że to samorząd powinien zadbać o komunikację do tych miejsc, gdzie autobusy nie dojeżdżają. Przykładem jest choćby Kokuszka w gminie Piwniczna, gdzie ludzie dopominają się o więcej kursów, bo ta trasa jest nierentowna. Więcej kursów mogłoby być do Wierchomli. Na jednym ze spotkań z władzami samorządowymi deklarowałem chęć współpracy. Mówiłem, że szkoda zaprzepaścić takie pieniądze. Jeśli złotówkę daje państwo, a gmina daje minimum dziesięć procent, to mogę i dwadzieścia kursów dziennie robić do Wierchomli.

Czy piwniczański samorząd jest gotów wejść w kooperację z prywatnymi przewoźnikami? - Jeśli ten program w praktyce zafunkcjonuje tak jak trzeba, na pewno może być korzystny dla mieszkańców, ponieważ linii będzie więcej – mówi wiceburmistrz Dariusz Reśko. - Na pewno będziemy na ten temat rozmawiać i z sołtysami, i przedstawicielami zarządów osiedli. Zawsze jest pole do poprawy. Dotyczy to przede wszystkim dojazdu do przysiółków.

Za takim rozwiązaniem jest także wójt Gródka Józef Tobiasz,  ale jego zdaniem rządowy program wymaga poprawek.- Nie stać nas na dokładanie złotówki do każdego wozokilometra w przypadku kursów, z których korzysta ledwie kilka osób. My też musimy liczyć wydawane pieniądze.

Wójt Gródka, wiceburmistrz Piwnicznej i właściciel Marpolu zgadzają się w jednym. Wewnętrzna sieć połączeń w obrębie Sądecczyzny działa nieźle. Pilniejszym problemem do rozwiązania jest skomunikowanie regionu z resztą kraju. - Całą Polskę się zjedzie, a po dotarciu do Brzeska od razu widać, że wjeżdżamy na Sądecczyznę – mówi Ryszard Małek.

[email protected] fot. jm

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu