Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 26 stycznia. Imieniny: Lutosława, Normy, Pauliny
04/12/2021 - 07:50

Czy Joe Biden obniży nam ceny paliw na święta? Płacimy już sześć złotych za litr

Cena za litr paliwa na polskich stacjach przekroczyła już 6 złotych, a według analityków to nie koniec wzrostów. Jest to również jeden z głównych czynników inflacjogennych, mający wpływ na ceny praktycznie wszystkich dóbr i usług, bo każdy musi coś dowieźć bądź gdzieś dojechać. Czy administracja amerykańska, wkraczając aktywnie do gry o cenę ropy naftowej jest w stanie wpłynąć na ceny paliw na światowych, w tym polskim, rynkach?

Obecna cena ropy naftowej na światowych rynkach oscyluje obecnie wokół 80 USD za baryłkę. Jak bardzo jest zmienna pokazuje fakt, że w przeciągu ostatnich około 10 lat kosztowała zarówno 14 USD, jak i prawie 140 USD – czyli obecnie wcale nie mamy do czynienia z najwyższym jej poziomem. Ma ona za to bezpośredni wpływ na cenę paliw na polskich dystrybutorach – z prostej przyczyny. To na podstawie międzynarodowych notowań tego surowca rozliczają się ze swoimi dostawcami polskie rafinerie i to one są podstawą do kalkulacji cen detalicznych.

Jednak obecnie głównym problemem związanym z ceną ropy i paliw jest ich bezpośredni wpływ na ceny dóbr i usług, z którym to problemem boryka się obecnie cały świat. Coraz częściej słychać głosy (tak z USA, jak i np. z Chin – był to jeden z tematów wirtualnego spotkania Joe Bidena z chińskim przywódcą Xi Jinping 15 listopada br.), że powinny być podjęte zdecydowane działania celem obniżenia notowań. Mówi się o tzw. uwolnieniu rezerw, to jest skierowaniem na rynek dodatkowych mas ropy przez państwowe agencje odpowiedzialne za utrzymywanie zapasów strategicznych. Cel jest jeden – obniżenie cen. Optują za tym również takie kraje, jak Indie czy Japonia, a więc największe potęgi gospodarcze świata.

Jednak działanie polegające na uwolnieniu rezerw może nie przynieść pożądanych skutków. W ocenie Stephena Nalley z Energy Information Agency, a więc agendy rządu USA, będzie to miało wpływ rzędu 2 USD na baryłkę, i to wyłącznie w krótkim okresie czasu. Potem górę wezmą trwałe, fundamentalne czynniki związane ze wzrostem notowań ropy.

Tymczasem kraje zrzeszone w kartelu OPEC już obecnie dostarczają surowiec na poziomie maksymalnych, wyznaczonych kwot produkcyjnych. W ich interesie leży jak najwyższa cena, więc konsekwentnie (póki co) odrzucają apele importerów ropy o zwiększenie dostaw ponad zadeklarowane limity. Stąd ruch USA w stronę innych importerów ropy, by działając wspólnie i w porozumieniu, skierować na rynek dodatkowe wolumeny surowca, a tym samym wpłynąć na jego cenę. Należy pamiętać, że działania USA mają na razie charakter nieformalny – nie zostały oficjalnie potwierdzone. Biały Dom potwierdza jedynie, że „kontaktował się w tej sprawie z szeregiem krajów w sprawie działań mających na celu zbilansowanie rynku”. Z kolei Chińczycy (po szczycie Joe Biden – Xi Jinping) wydali komunikat, w którym stwierdzili, że bilans energetyczny (w tym ceny surowców i paliw) leży we „wspólnym, szeroko pojętym” interesie obu krajów.

Jak widać na razie deklaracje podjęcia określonych działań pozostają dla rynku obojętne, bez wpływu na poziom notowań. Należy także pamiętać o pewnej bezwładności – notowania ropy nie od razu przekładają się na ceny paliw na polskich stacjach. Warto też odnotować, że na całym świecie zapasy strategiczne paliw i surowca nie są tworzone po to, by wpływać na ceny, a po to, by w razie zagrożenia zapewnić ciągłość dostaw na rynek. Dzisiaj mamy do czynienia z przełamaniem pewnego paradygmatu – rządy oficjalnie i publicznie deklarują sięgnięcie do własnych zapasów surowca, by bezpośrednio wpłynąć na jego cenę. Czy paliwo na polskich stacjach na nadchodzące święta będzie tańsze? Patrząc na kalendarz i brak oficjalnych decyzji światowych potęg – raczej nie. (Dorota Powroźnik, fot. Pixabay)







Dziękujemy za przesłanie błędu