Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 26 sierpnia. Imieniny: Ireneusza, Konstantego, Marii
04/05/2019 - 11:00

Ale pozytywnie zakręcone świrusy! Nie przeszkadza im u nas pogodowa majowa klapa

„Rzuć wszystko i chodź w góry”, taki napis widniał na aucie ze śląską rejestracją, przejeżdżającym przez Piwniczną. I niektórzy tak właśnie zrobili. Na długi majowy weekend wybrali się w Beskid Sądecki. I choć pogoda jest pod psem i tak ruszają na szlak. Ale właściciele schronisk narzekają. Dużo ludzi z powodu niesprzyjającej aury odwołało rezerwację. – Nie ma rady, trzeba połknąć tę żabę – mówi gospodarz Chaty pod Cyrlą.

Zapalona turystka z Krakowa wyruszyła w góry z dwoma synkami. I choć pogoda nie dopisała, to i tak jest zadowolona. 

Czytaj też Słodkie lenistwo, trochę ruchu i praca czyli dłuuugi majowy weekend po sądecku

- Wzięłam sobie tydzień wolnego od pracy i przyjechałam do rodziców do Nowego Sącza. W czwartek pogoda była całkiem ładna, więc zrobiliśmy mały wypad na Halę Łabowską. Przeszliśmy trasę z Łomnicy. Młodszy malec dzielnie zniósł wędrówkę w nosidełku, starszy sam maszerował. Było naprawdę super.

Ale aura, na bardzo długi w tym roku majowy weekend, sprawiła wszystkim przykrą niespodziankę. Jest chłodno i mokro. To pokrzyżowało plany właścicielom schronisk. Zwykle o tej porze mają komplet gości, którzy dużo wcześniej muszą robić rezerwację. Teraz  ludzie dzwonią i rezygnują.

Czytaj też Czy deszcz wreszcie odpuści na koniec długiej majówki? Pogoda na weekend

- Krecią robotę zrobiły nam portale pogodowe, które podawały, że mają być straszne ulewy – narzeka Jacek Świcarz z Chaty pod Cyrlą, ulokowanej w zachodniej części pasma Jaworzyny Krynickiej, pod szczytem Makowicy. – Tymczasem w środę i czwartek było u nas naprawdę ładnie. W piątek tylko z rana trochę kropiło, potem w ogóle nie było u nas deszczu. A ludzi jak na lekarstwo. Dziś nie przyszło kilkanaście osób. Zrobili dużo wcześniej rezerwację, ale Zrezygnowali. Przestraszyli się prognozy pogody. No niestety, musimy te żabę połknąć.

Na mniejszą ilość gości narzekają też w schronisku PTTK na Przehybie.

- Jak na długi, majowy weekend mamy luzy. Normalnie przy pięknej pogodzie, kiedy skumuluje się kilka dni wolnych, nie ma gdzie wetknąć szpilki – mówi szefująca schronisku Olga Biel. - W piątek, lało jak z cebra i wiele osób odwoływało rezerwacje.

Ale turystów na szlakach nie brakuje. Ci, którzy kochają góry wychodzą na szlak bez względu na aurę, hołdując zasadzie, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania.

- W piątek, kiedy lało tutaj jak z cebra,  zaszła do nas na Przehybę, odpoczynek, spora grupa niemłodzieniaszków, takich czterdzieści pięć plus, którzy zadowoleni wędrowali w ulewnym deszczu, Wszyscy byli wyposażeni w odpowiedni sprzęt i bardzo zadowoleni. Chwilę z nami pogadali i powędrowali dalej. Na pogodę nie narzekali – dodaje Olga Biel.

Pogoda nie odstraszyła też fanów Hali Łabowskiej. W liczącym sześćdziesiąt miejsc noclegowych schronisku jest prawie komplet.

- Niewiele osób zrezygnowało. Może dlatego, że raczej przyjeżdżają do nas ci, którzy dużo chodzą po górach i są do tego odpowiednio przygotowani.– mówi Nina Sylka, kierowniczka schroniska. - Nasi goście w pokojach nie siedzą, tylko ruszają na szlak. Dużo ludzi przyjechało z Małopolski, ze Śląska, z Warszawy i okolic Gdańska.

Warszawiacy, Łukasz i Jagoda, po górach chodzą od ponad dwudziestu lat, ale - jak mówią - najbardziej kochają Beskid Sądecki i chatę pod Niemcową. Bez wygód, ale za to z klimatem. Deszcz nas nie przestraszył. Co roku jesteśmy tutaj w maju. Takich miejsc w górach już prawie nie ma. Kochamy to miejsce, bo w chatce panują stare dobre zwyczaje - dodają.

Czytaj też Bez prądu, bez wody z wychodkiem. Dlaczego ludzie z całej Polski walą na turystyczny hardcore do chatki pod Niemcową [ZDJĘCIA]

- Bo chatka pod Niemcową to miejsce niebanalne - tłumaczą Łukasz i Jagoda.- Niby jest prąd, ale jak ktoś nie szuka, to nigdy się o tym nie dowie. Wieczory spędza się przy świecach. Wodę trzeba sobie przynieść z pobliskiego źródła a drewno z drewutni.

Ulubionym miejsce, wszystkich turystów jest kuchnia z najprawdziwszym piecem, takim z blachą, w której można znaleźć niezliczoną ilość kubków, talerzy, misek garnków, sztućców, i patelni. Można tam ugotować wszystko, ale jedzenie i produkty trzeba przynieść ze sobą.



Chatkę od lat prowadzi Jerzy Walicki, zwany przez wszystkich Harisem, o którym „niemcowicze” żartobliwe mówią , że sprawuje władzę absolutną i niepodzielną. W majowy weekend na Niemcową ze wszystkich stron Polski ściągnęli wielbiciele klimatycznego miejsca, nawet przy ulewnym deszczu.

[email protected] fot. Jm. archiwym

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


Sierpniowy miesięcznik "Sądeczanin"