Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 14 listopada. Imieniny: Emila, Laury, Rogera
19/02/2019 - 12:15

Dlaczego sądeccy biznesmeni potrzebują Boga? Założyli własne duszpasterstwo

- Nie dajcie się zwodzić wizji szybkiego zysku kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku. W przeciwnym razie każde dzielenie eucharystycznego chleba stanie się dla was wyrzutem i oskarżeniem – to gorzkie napomnienie skierowane do ludzi biznesu przez papieża Jana Paweł II w 1997 roku w Legnicy, stało się zaczynem do powstawania w Polsce duszpasterstw przedsiębiorców. Po dwudziestu latach od pamiętnych słów Ojca Świętego taka wspólnota powstała w Nowym Sączu. Dlaczego właściciele lokalnych firm potrzebują Boga?


Z księdzem Przemysławem Królem ze Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego, moderatorem Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców Talent rozmawia Jagienka Michalik

Żeby być katolickim przedsiębiorcą, wystarczy chodzić w niedzielę do kościoła? To chyba jednak trochę mało. Pewnie dlatego ludzie biznesu, także ci z Nowego Sącza, którzy wierzą w Boga, potrzebują własnego duszpasterstwa. Chcą kontaktu z duchownymi i modlitwy w sprawach ściśle związanych z własnym, określonym środowiskiem?
-Tak właśnie jest i  tak było ponad dwadzieścia lat temu, bo duszpasterstwo przedsiębiorców działa od dwóch dekad. Wszystko zaczęło się od słów Jana Pawła II podczas kazania w Legnicy, kiedy skierował wezwanie do przedsiębiorców: „Zwracam się do tych braci w Chrystusie, którzy zatrudniają innych. Nie dajcie się zwodzić wizji szybkiego zysku, kosztem innych. Strzeżcie się wszelkich pokus wyzysku. W przeciwnym razie każde dzielenie eucharystycznego Chleba stanie się dla was wyrzutem i oskarżeniem”.

 Czy to nie były zbyt mocne słowa i powielanie negatywnego stereotypu, że przedsiębiorca to ten, co dorabia się na ludzkiej krzywdzie? Przecież to właściciele prywatnych firm, szczególnie tych małych, z trudem budowali wtedy gospodarkę wolnorynkową i budowali polski kapitał.
-To prawda, ale nie można też przymykać oczu na zjawiska negatywne w gospodarce. A w latach dziewięćdziesiątych panowała wolna amerykanka. To był czas gwałtownych przemian i bardzo dużego bezrobocia sięgającego dwudziestu procent  Ludzie pozostawali bez środków do życia, wykańczały ich kredyty, a do tego szalała inflacja. To, co mówił wtedy papież nie było niczym nowym, bo przecież wcześniej wydał trzy encykliki społeczne, nie tylko adresowane do Polaków.

Czy to był rodzaj napomnienia, że nie tylko pieniądze są w życiu ważne? Że jeśli ktoś deklaruje, że jest katolikiem, to z całą konsekwencją przestrzegania zasad, które obowiązują nie tylko w kościelnej kruchcie, ale także i w życiu zawodowym związanym z prowadzeniem własnego biznesu?
-
Tak,  właśnie o to chodziło. Jan Paweł II mówił o tym, że Polska dynamicznie rozwijała, choć oczywiście z pewnymi problemami i mankamentami, ale wskazał też właściwy kierunek: nie wystarczy tylko czysty liberalizm i wynikające z tego przekonanie, że rynek sam się ureguluje. Zwracał uwagę na to, że gospodarka to nie tylko pieniądze, ale też ludzie, którzy dysponują tymi pieniędzmi i którzy podejmują konkretne decyzje.

A skoro mamy człowieka i mamy decyzje, to mamy również moralność.  Z tym wiążą się z kolei pytania, w jaki sposób postąpić, co jest słuszne.
-
Papież nie tyle zrobił odniesienie do Pana Boga, co zwrócił uwagę na drugiego człowieka. To miało bardzo humanistyczne przesłanie, czyli sprowadzenie gospodarki do relacji międzyludzkich, a nie tylko do relacji pieniędzy i kapitału.

Powiedział ksiądz, że od tych słów wszystko się zaczęło. To znaczy, że te gorzkie słowa papieża musiały paść na podatny grunt.
-
Tak się właśnie stało. Po tym spotkaniu w Legnicy do Seminarium Misyjnego Księży Sercanów w Stadnikach koło Myślenic przyjechał biznesmen z Gdowa, z pomysłem powołania duszpasterstwa dla przedsiębiorców. I wtedy księża uświadomili sobie, że założyciel zgromadzenia Leon Dehon już w dziewiętnastym wieku organizował takie spotkania dla właścicieli fabryk.

Czyli szczęśliwym zbiegiem okoliczności, albo może lepiej zabrzmi, był w tym palec Boży, biznesmen z Gdowa zapukał pod właściwy adres. I wtedy powstało pierwsze w Polsce duszpasterstwo przedsiębiorców?
-
Przez pierwsze lata były to tylko spotkania weekendowe, rekolekcyjne, z czasem przekształciły się w spotkania lokalne, które odbywają się w trzydziestu miastach Polski. Teraz na tej mapie pojawił się Nowy Sącz.

Do takiej katolickiej wspólnoty przychodzi się z pewnymi oczekiwaniami. Czego potrzebują od Boga przedsiębiorcy?  
-
Te potrzeby definiujemy i grupujemy w trzech obszarach. To przede wszystkim życie duchowe, czyli bezpośrednie odniesienie do Pana Boga. Nieraz w swoich w swoich parafiach, podczas kazań, ludzie biznesu nie znajdują treści, które odnosiłyby się bezpośrednio do nich.

Można powiedzieć, że chodzi im o specjalistyczne kazania?
-
Można to tak określić. Jest duszpasterstwo prawników czy lekarzy, którzy podczas kierowanych do nich kazań słyszą to, o czym na co dzień w kazaniach podczas mszy się nie mówi. I przedsiębiorcy też mają swoje dylematy. Potrzebują modlitwy. Wielu ofiarowało swoje firmy Bogu w akcie zawierzenia, że pracują na chwałę Pana Boga. Drugi wymiar to etyka biznesu.

Rozmawiacie o wartościach, konkretnych zasadach, jakimi należy się kierować w prowadzeniu własnej firmy?
-
Podczas takich spotkań przedsiębiorcy dzielą się swoimi doświadczeniami.  Bardzo często są poruszane tematy związane z relacjami pracowniczymi. W większości z duszpasterstwem przedsiębiorców są związani właściciele małych firm, którzy znają wszystkich zatrudnionych przez siebie ludzi, co wiąże się z tym, że utrzymują z nimi  bezpośrednie relacje. Kiedy pojawiają się trudność, pojawiają się też emocje i dylematy, czy można takiego człowieka zwolnić, bo przecież ma na utrzymaniu rodzinę. O tym też rozmawiają przedsiębiorcy. Czyli wchodzimy w trzeci obszar, tworzenia wspólnoty, środowiska ludzi, którzy myślą podobnie.

Wspólnota, to też poczucie, że nie jestem sam, inni mają podobne problemy. A dylematów i duchowych rozterek jest pewnie więcej. Z jeden strony to jest biznes i trzeba zarabiać pieniądze, z drugiej owe słowa Nana Pawła II , żeby nie dać się zwieść wizji szybkiego zysku, kosztem innych.
-
Te dyskusje toczą się wokół odpowiedzi na pytanie kim w ogóle jest przedsiębiorca. Na pewno ma talent, tak jak w ewangelicznej przypowieści. Pan Bóg powierza ci dobro, które masz wykorzystać i pomnożyć. Ale kiedyś trzeba będzie z tego zdać relacje, zrobić bilans, jakie są twoje osiągnięcia.

I ten bilans trzeba będzie zrobić przez Bogiem.
-
Tak. I to są dylematy przedsiębiorców, którzy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie po co prowadzę biznes, jaki jest tego cel, jaka jest moja misja. To wiąże się też między innymi z przełamywanie negatywnych stereotypów, że biznesmen to ten, który kombinuje. A to przecież twórca, który organizuje pracę innych i który ma udział w dziele stworzenia Pana Boga. A więc można powiedzieć, że to cała teologia przedsiębiorcy.

Mówi ksiądz o tym, że przedsiębiorca ma udział w dziele stworzenia Pana Boga, ale to dzieło bywa czasem bardzo trudne. Wielu właścicieli, szczególnie małych firm, boryka się z problemami i przeszkodami podatkowymi, urzędniczymi, czasem jest to balansowanie na granicy prawa.
-
To jest nie tylko problem katolickich przedsiębiorców, ale w ogóle firm w Polsce. Wiele z nich działa w sposób mało efektywny, wiele balansuje na granicy utrzymania. Wynika to z dwóch powodów. Przedsiębiorcy twierdzą, że państwo nie za bardzo wspiera małe firmy. Często też ludzie nie mają wystarczających kompetencji do prowadzenia biznesu i nagle okazuje się, że na bardzo konkurencyjnym rynku brakuje im siły przebicia. Kiedy prowadzi się małą firmę, właściciel musi się znać na wszystkim - na prawie pracy, na księgowości, na podatkach, na marketingu, na sprzedaży… Duże firmy mają wyspecjalizowane działy. Mały przedsiębiorca musi się z tym wszystkim zmierzyć sam.

I z tym wiąże się ogrom problemów, z którymi sobie zwyczajnie nie radzą. Także pewnie i przedsiębiorcy z Nowego Sącza, którzy teraz mają własne duszpasterstwo. Ilu z nich przyszło na pierwsze spotkanie w bazylice świętej Małgorzaty?
-
Dwudziestu pięciu. Połowa była już wcześniej związana z sercanami, pozostali zjawili się po raz pierwszy. Przedstawiliśmy idę duszpasterstwa, mówiliśmy o tym jakie są nasze cele, a potem zaczęliśmy rozmawiać. Przedsiębiorcy sami mówili co im dają tego typu spotkania.

Potrzebują Boga?
-
Region sądecki zawsze szczycił się tym, że jest bardzo przedsiębiorczy, więc i tutejsi przedsiębiorcy też się cieszą z tego, że talenty będą mogli wykorzystywać w Bożym duchu.

[email protected]

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu