Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
02/11/2019 - 09:30

Dobra książka: Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (6)

Popatrzcie, życie toczy się normalnie. Kina grają złe filmy. Sportowcy ​w śmiesznych strojach biją rekordy. A tutaj: kadr z wystawy pudli. Figurki na ekranie jeszcze nic nie wiedzą, ale muzyka w tle staje się niepokojąca, wchodzą werble, potem ściemnienie

KOLEJKA ELEKTRYCZNA

 

W każdym empiku jest półka z książkami reklamowanymi jako polski Mikołajek. Wesoły niecnota zamienia się w plastikową kukiełkę. Rośnie, nadyma się, jego wygładzona postać wypełnia strony (za to sceneria została zredukowana do minimum, kilku maźnięć koloru w tle).

Na oryginalnych rysunkach Sempégo było odwrotnie. Gdzieś na dole grasowały małe figurki – to chłopcy okładali się tornistrami – a nad nimi wznosiły się mury, spiętrzone kamienice, platany, całe miasto narysowane aż po ostatni listek, rynnę, żeliwną balustradę i najwyższą mansardę. Paryż zajęty swoimi sprawami. Pogodna wersja Upadku Ikara.

Mikołajek był dzieckiem lat powojennych. Jego rodzice kupowali pierwszy telewizor, pierwszy samochód, a potem – korzystając z dobrodziejstwa płatnego urlopu – ruszali na wakacje, żeby natychmiast utknąć w korku. Korki też były nowe.

Autor tej książki był z naszych stron. Żyd z nadwagą. Na szpanerskiej śnieżnobiałej maszynie wystukiwał opowiadania i scenariusze komiksów. Mam nadzieję, że dobrze się przy tym bawił.

Bawcie się. Bądźcie weseli. Rozchmurzcie się wreszcie – tego wymagał powojenny świat od Mikołajków.

Pana Goscinnego zabił niezdrowy tryb życia. Zmarł podczas próby wysiłkowej, dostał zawału czy wylewu w gabinecie lekarskim na ćwiczebnym rowerku. Gruby facet pedałuje z kolanami pod brodą. Scena jak z rysunku, jak z rozdziału, w którym ojciec Mikołajka ściga się na dziecięcym rowerze – i oczywiście wpada na śmietnik (chustka, krew, rozbity nos, rozbite okulary, połamane koło, szprychy sterczą na wszystkie strony). Ojcowie są nietrwali.

Biedny Goscinny osierocił córkę. Po latach napisała książkę o swoich rodzicach, cienką, nie najlepszą i bardzo smutną. I może właśnie to była kontynuacja Mikołajka.

Jedyna książka, która miałaby prawo stać na półce polskich Mikołajków, gdyby ktoś ją wznowił, nosi tytuł Drobne ustroje. Napisana przez Marię Zientarową – to zresztą ten sam pseudonim, którym autorka sygnowała scenariusz Wojny domowej – była Mikołajkiem avant la lettre.

(…) Moja matka nie miała do tej książki szczególnego sentymentu. Nie przepadała za jej tonem, w ogóle nie była sentymentalna, zwłaszcza gdy chodziło o własne dzieciństwo. Nie miała powodów. Traktowała dobre wspomnienia jak kronikę filmową w filmie dokumentalnym. Szybki montaż scen poprzedza katastrofę. Popatrzcie, życie toczy się normalnie. Kina grają złe filmy. Sportowcy

w śmiesznych strojach biją rekordy. A tutaj: kadr z wystawy pudli. Figurki na ekranie jeszcze nic nie wiedzą, ale muzyka w tle staje się niepokojąca, wchodzą werble, potem ściemnienie. W dobrych wspomnieniach mojej matki tykał zegar.

 

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, wydawnictwo Karakter, 2017

Wybór fragmentów: AU







Dziękujemy za przesłanie błędu