Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 sierpnia. Imieniny: Elwiry, Hipolita, Radosławy
01/11/2019 - 09:30

Dobra książka: Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (5)

Możliwe, że chodziło o coś innego. Możliwe, że chodziło o to, co zawsze. O zatarte wspomnienia rodzinnych domów. Przepisy, których nikt nie zdążył zapisać.

WYCINKI

– Nasze matki nie nauczyły nas gotować – mówiła. – Wychowały nas gosposie.

Poza tym twierdziła, zmieniając już liczbę na pojedynczą, że gosposia potajemnie ochrzciła ją z wody (cokolwiek to znaczy). Tamta dzielna kobieta ocaliła duszę mojej matki. Ale ona też nie nauczyła jej gotować.

– Nasze matki budowały komunizm – dodawała.

Akurat! Matka mojej matki była stosunkowo niegroźnym budowniczym komunizmu. Nie traciła zdrowego rozsądku. To znaczy – nie opuszczał jej pesymizm. Pracowała na marginalnym odcinku, zajmowała się książeczkami dla dzieci, a w okolicy 1968 roku smyknęli ją na emeryturę.

Nie nauczyła mojej matki gotować. Może nie lubiła. Może jej się nie chciało. Może jedzenie nie było ważne. Może nic nie było ważne. Może nie miała siły.

Smyknięta na emeryturę, coś tam sobie pitrasiła, bez większego przekonania i zainteresowania. Czasem nastawiała ogórki małosolne. Smażyła faworki. Niekiedy robiła karpia w galarecie.

Możliwe, że chodziło o coś innego. Możliwe, że chodziło o to, co zawsze. O zatarte wspomnienia rodzinnych domów. Przepisy, których nikt nie zdążył zapisać. Dania, których się wyparto.

Tylko desery jakoś żyły na aryjskich papierach. Serniczki i ciastka z makiem, które potem rozpoznałem na zdjęciach w jakiejś złotej księdze kuchni żydowskiej.

I jeszcze karp w błotnistej galarecie. Koncesjonowany przedstawiciel wymarłej tradycji. Smutny ślepiec przywalony plastrami marchewki. Dlaczego właśnie on? Nie było lepszych?

 

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, wydawnictwo Karakter, 2017

Wybór fragmentów: AU







Dziękujemy za przesłanie błędu