Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
09/11/2023 - 15:50

Pod bramą cmentarza stał kilkusetosobowy tłum młodzieży

Czy o przemijaniu i śmierci można mówić bez patosu, a nawet żartobliwie? Antoni Kroh, korzystając ze swej imponującej wiedzy etnograficznej i pasji bibliofilskiej, proponuje takie właśnie spojrzenie.

Na każdym grobie armata

Dyrektorka liceum, do którego chodziłem przez dziesięć miesięcy, ciężko pracowała. Starała się utrzymać w ryzach nas i, można się domyślać, także podległe jej grono pedagogiczne, inaczej ciało pedagogiczne, również od czasu do czasu sprawiające kłopoty wychowawcze. Całym sercem pragnęła rozwinąć nasze talenty, na razie głęboko ukryte i na ogół mocno wątpliwe. Robiła wszystko, by nas wyprowadzić na ludzi, prostować ścieżki, systematycznie podnosić poziom nauczania. A jeszcze musiała mieć baczenie na administrację, księgowość i swoich przełożonych.
Niestety, umarła.
Pod bramą cmentarza stał kilkusetosobowy tłum młodzieży. Profesorowie starali się nad nami zapanować, pokrzykując, choć przecież nie robiliśmy niczego złego. Była złota polska jesień, promienie słońca załamywały się w kolorowych liściach, wrony głośno krakały. Po grobowcu biegała wiewiórka, najwyraźniej dobrze jej tu było. Nie zwracała na nas uwagi. „Tu mi dobrze, tu się rozmnożę” – mawiali moi rówieśnicy, gdy byli z czegoś zadowoleni. Nad kopułą kościoła świętego Karola Boromeusza płynęły białe obłoki.

Alejki na Powązkach są szerokie w sam raz, wystarczają na bieżące potrzeby. Tym razem była za wąska, kondukt rozciągnął się na znaczną odległość. Był koniec lat pięćdziesiątych, na pogrzebach rzadko stosowano nagłośnienie. Szliśmy z tyłu, nie wiedząc, co dzieje się z przodu. Ale jakoś nam to nie wadziło. Nie wysłuchaliśmy przemówień, z wielkim uszczerbkiem dla naszej edukacji. Z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Uroczystość się skończyła. Staliśmy w kilku, dyskutując, co tu robić z tak pięknym popołudniem. Podszedł do nas staruszek w znoszonym paltocie. – Najmocniej przepraszam panów studentów, czyj to był pogrzeb? – Naszej dyrektorki. – Jak się nazywała? – Nie wiemy – odpowiedział Andrzej. – Mówiliśmy na nią dyrektorka albo dyra. Nasza klasa nie miała z nią zajęć, no to nie wiemy. Staruszek zrobił minę typu: ach, ta dzisiejsza młodzież. – A czy panowie studenci wiedzą, przed czyim grobem stoją? 
Czytałem, że dawniej studentami nazywano również uczniów szkół średnich, ale i tak mi pochlebiło. A więc wyglądam poważnie, jak student, nie jakiś uczniak. Już zasługuję na to miano. Jeszcze tylko zdać maturę, egzamin wstępny i wio. Staliśmy przed obeliskiem z białego marmuru. Z okrągłej niszy wyłaniało się popiersie młodej, ładnej kobiety. Uśmiechała się do nas delikatnie, trefione loki spadały jej na ramiona. Starannie udrapowany dekolt, spięty broszką. Poniżej gzyms z meandrem niczym na rzymskiej świątyni i nadnaturalnej wielkości palma męczeństwa. A może to był laur.

– Maria Wisnowska, artystka sceny polskiej – przeczytał Krzysiek. – Nie słyszałem o takiej. Ja tam wolę żywe. – To zrozumiałe – uśmiechnął się staruszek. – A może zechcą panowie posłuchać, kim była i jak umarła? – Przepraszam, ale musimy już iść, bardzo się śpieszymy. – Owszem, chętnie posłucham – odpowiedziałem prawie równocześnie. (...)

Antoni Kroh. Anioł śmierci z kilku stron. wydawnictwo ISKRY, 2023







Dziękujemy za przesłanie błędu