Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 24 czerwca. Imieniny: Danuty, Jana, Janiny
13/12/2022 - 15:25

Ludzie potrzebują coś „gryźć”, z czymś się zmagać

Za sprawą mediów pojawia się nowy konstrukt. Nasza domowa biografia jest coraz bardziej „ze zdjęć” niż ze słów, ale gdy np. kiedyś wyłączą prąd, zostaniemy bez biografii, bez osobniczej historii, a przecież ona jest zapisana na poziomie elementarnym.

Fragment rozdziału: Niskie style a sztuka życia

(...) Spotykamy się w Małomierzycach na ziemi iłżeckiej. Powrócił Pan w rodzinne strony?

Urodziłem się niedaleko stąd. W miejscowości Lipa Miklas koło miasteczka Lipsko. Niespełna 30 kilometrów od Iłży.  (…)

Lepiej na wsi niż w mieście?

Jestem prowincjuszem z urodzenia i zamiłowania. Choć mógłbym się dziś nazwać samozwańczo antropologiem miasta, to lubię rozczytywać się w literaturze prowincji, np. skandynawskiej, ale też amerykańskiej. Przyjeżdżałem do sąsiednich Chwałowic na wakacje, szedłem do wiejskiej biblioteki i miałem literackie nowości: Faulknera, Caldwella, za którymi w Warszawie stało się w kolejce. Chciałem uciec od neonów i blasków miasta, no i mam za oknem piękny las, a nad lasem górują w nocy czerwone światła latarń elektrowni wiatrowych. Mam horyzont wypunktowany na czerwono. Świat został sprzedany, to i krajobraz jest sprzedany. I tak się zastanawiam, czy stać nas na przekorę wobec tego wszystkiego? Czy jakiś heroizm jest dzisiaj w ogóle do pomyślenia?

W ostatnich latach wyraźne jest swego rodzaju przebudzenie aksjologiczne. Zaczyna doskwierać głód wartości. Ludzie potrzebują coś „gryźć”, z czymś się zmagać. Bądź to trzymać się „kłopotów”, bądź to trzymać się „sukcesów”. Dostrzegać „prześwity” w codzienności. Można powiedzieć… potrzebna jest odrobina heroizmu albo prześwit do błogiego doświadczenia powabów nudy i opiekuńczej „bylejakości”! Natychmiast jednak pojawia się oferta… np. turystyki ekstremalnej. Za kilkadziesiąt tysięcy dolarów mogą cię wnieść na Mount Everest. W świecie celebrytów, który jest w tej chwili wzorcem, nie ma nic z tego elementarnego heroizmu, gdzie im tam do „kłopotów” Arystotelesowego „człowieka słusznie dumnego”. (…)

Na czym polega filozofia selfie?

Filozofia selfie to nic innego, jak tania, przelotna próba autodefinicji. Kiedyś była taka kategoria jak osobowość. To było coś, co kształtuje się poprzez dynamikę relacji z innymi, nie jest określone przez geny. Poczucie siebie wynikało z przynależności, jesteśmy z tymi czy z innymi. A teraz, gdy w każdej sekundzie możemy być z całym światem, to się rozmyło. Chcemy być sam na sam ze sobą, ale żebyśmy byli „na widoku”. Trzeba się pokazać np. w mediach społecznościowych, na festynach, eventach czy demonstracjach. To zmusza nas do agresywnego uczestnictwa w świecie wizualnym. Liczymy na uwagę innych, że zauważą mnie, moje działanie. Przez to, że mnie zauważyli, to „jestem”, mam poczucie bytowania. Jestem. Ja. Za sprawą mediów pojawia się nowy konstrukt. Nasza domowa biografia jest coraz bardziej „ze zdjęć” niż ze słów, ale gdy np. kiedyś wyłączą prąd, zostaniemy bez biografii, bez osobniczej historii, a przecież ona jest zapisana na poziomie elementarnym.

Roch Sulima, Powidoki codzienności, wydawnictwo ISKRY, 2022







Dziękujemy za przesłanie błędu