Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 27 lutego. Imieniny: Gabrieli, Liwii, Leonarda
09/11/2023 - 18:30

Ależ to stworzenie umie cieszyć się życiem

Nie wypada wtrącać się do cudzych spraw. I kot, i pies wiedziały o czymś, o czym my nie wiemy, zachowały się zgodnie z tą wiedzą. A my, ludzie, nie kumamy.

Figa oraz inne tajemnicze postacie

Pan Paweł z żoną mieszkają za miastem, w ładnym, wygodnym domu. Dzieci dorosły, rozjechały się po świecie, została suka Figa i oni. Na werandzie, otwartej w stronę ogrodu, stoi kanapa, można usiąść i popatrzeć na kwitnące rabatki, świeży śnieg albo posłuchać deszczu bębniącego w dach. Figa – członek rodziny, sumienna obszczekiwaczka przechodniów za płotem, wdzięczna konsumentka – miała na tej kanapie, a gdzieżby indziej, swoje honorowe, uświęcone tradycją miejsce. Idealna towarzyszka życia – wszystko rozumiała i kiwała głową, nie męcząc otoczenia pustą gadaniną jak inne starsze panie. Jej pysk i ogon ujmowały jasno i zwięźle wszystko co potrzeba, bez zbędnych dodatków.

Do ogrodu przybłąkał się kot, dziki dachowiec. Pani Pawłowa go podkarmiała, Figę to wściekało, rzucała się, by kocisko pochwycić i uśmiercić. Kot niezbyt się tym przejmował; porywał ochłap i smyrgał pod werandę, tam spokojnie oddawał się degustacji, a tymczasem pies ujadał, podskakiwał, wiercił zadem i odsłaniał straszliwe zębiska. Kryjówka była za wąska dla psa, w sam raz dla kota. Figa była bezsilna, wielce ją to deprymowało. 

Poza tym wiodło jej się znakomicie i dość było na nią spojrzeć, by westchnąć czule: ależ to stworzenie umie cieszyć się życiem.
Ale dorwała ją choroba stawów. Jak to powiadają – choroba stawów liże stawy, ale kąsa serce.
Pewnego dnia Figa wróciła z wycieczki krajoznawczej po okolicy i co zastała: znienawidzone kocisko zajęło jej miejsce na kanapie. Rzuciła się z wściekłością, ale kot nie uciekł, tylko wygiął grzbiet, pokazał zęby, fuknął złowrogo raz, drugi. Nie bał się i nie miał zamiaru ustępować. – Na to Figa – opowiadał pan Paweł, który przy tym był – zastygła, przyjrzała się kotu, po czym zwinęła ogon pod siebie, usiadła na skraju werandy i nieruchomo, z kamiennym obliczem, kontemplowała znajomy pejzaż. Kot zwinął się w kłębek i usnął. – Jak żyję, nie widziałem czegoś podobnego. 

Pan Paweł jest spostrzegawczy i wrażliwy na zjawiska przyrody, ciekawie opowiada o drzewach, chmurach, ptakach, trawie. Lubię go słuchać, zawsze się dowiem czegoś ciekawego.
Po dłuższej chwili kot wstał, przeciągnął się, przedefilował psu przed nosem i udał się w nieznanym kierunku. Pani Pawłowa, gdy mąż jej o tym opowiadał, nie posiadała się z oburzenia. – Biedna Figusia. A ty mogłeś odpędzić to wstrętne kocisko. Już więcej nic mu nie dam.

„He, he, akurat” – pomyślał pan Paweł, ale odpowiedział: – To ich rzecz, nie nasza. Nie wypada wtrącać się do cudzych spraw. I kot, i pies wiedziały o czymś, o czym my nie wiemy, zachowały się zgodnie z tą wiedzą. A my, ludzie, nie kumamy. Jak zwykle. Dwa dni później, wieczorem, Figa zakończyła życie. – Nie przeżyła tej hańby – powiedziała pani Pawłowa.

– Kot musiał wiedzieć, że Figa wkrótce odejdzie. Rozpoznał to jakimś swoim kocim zmysłem. Że zwierzęta, zwłaszcza psy, czują śmierć wiszącą nad człowiekiem, wiele razy o tym słyszałem. Że pies uratował życie panu, bo warczał na czarną plamkę na jego łydce i próbował ją odgryźć, a to był czerniak, bardzo niebezpieczny nowotwór, który należało jak najprędzej wyciąć, słyszałem. Ale żeby kot tak zareagował na umieranie psa, to mi się w głowie nie mieści. Pochowali Figę w ogrodzie. Przyjechał wnuk, drugoklasista, spytał, gdzie leży, chciał się pomodlić nad grobem. (...)







Dziękujemy za przesłanie błędu