Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 28 lipca. Imieniny: Ady, Wiwiany, Sylwiusza
przewiń w dół
Data Publikacji: 
03/07/2017 - 13:35

„Umieralnia”? Pielęgniarka SOR: Jak pan złoży skargę, to ja koleżance nie podłączę kroplówki...


Nasza publikacja pt.: Pacjent SOR-u w Nowym Sączu wykrwawiał się, zamiast chirurga wezwali policję [UWAGA, DRASTYCZNE ZDJECIA] obiła się bardzo szerokim echem wśród mieszkańców regionu. Trudno zliczyć komentarze, w których Czytelnicy opisują swoje doświadczenia z Sądeckiego Oddziału Ratunkowego. Z relacji, często bardzo emocjonalnych, wyłania się miejsce, niektórzy piszą nawet „umieralnia”, gdzie trudno mówić o empatii, medycznej trosce o zwykłej grzeczności nie wspominając. Prawie 100 procent komentujących ma negatywną opinię o tym miejscu. Dlaczego? Dziś publikujemy kolejne trzy historie.

"Jak Pan złoży skargę, to ja nie podłączę koleżance kroplówki"...

Nasza Czytelniczka (nazwisko jej podobnie jak i lekarza, który ją skierował na SOR oraz pielęgniarki do wiad. red.) jest jedną z nielicznych osób, które nie ograniczają się jedynie do anonimowych komentarzy, ale składają oficjalną skargę.

Przy okazji – czekamy na komentarze Czytelników, którzy wcześniej zdecydowali się na złożenie oficjalnej skargi na personel szpitala: jaka była reakcja dyrekcji szpitala i NFZ? Czy skargi przyniosły rzeczywiście wymierny skutek? Konsekwencje dyscyplinarne? Zadośćuczynienie albo chociaż oficjalne przeprosiny? Piszcie, bo kolejny temat, którym chcemy się zająć, to system nadzoru nad placówkami służby zdrowia.

Zobacz też: Pacjent SOR-u w Nowym Sączu wykrwawiał się, zamiast chirurga wezwali policję [UWAGA, DRASTYCZNE ZDJECIA]

Ale do skargi Czytelniczki wracając. Publikujemy ją w całości, w formie, w której została skierowana do Małopolskiej Izby Pielęgniarek i Położnych w Krakowie.

Zwracam się z z prośbą o wyciągniecie konsekwencji służbowych wobec pielęgniarki, która w sobotę 24.06.2017 około godziny 15.30 na całodobowej opiece lekarskiej i pielęgniarskiej odmówiła podania mi kroplówki ze zlecenia lekarza z Przychodni Lekarskiej ul. Batorego Lekarz (nazwisko lekarza). Nadmienię, iż choruję na przewlekłą chorobę Chrona-Leśniowskiego i po kilkudniowych biegunkach byłam bardzo osłabiona, odwodniona i lekarz zalecił mi 5 zabiegów polegających na podaniu kroplówki, zaznaczając, że w weekend można taką kroplówkę podłączyć właśnie w szpitalu na oddziale całodobowym.

W sobotę 24.06.2017 ok. godziny 15.30 udałam się więc na ten oddział i usiadłam w kolejce, gdyż w rejestracji nikogo nie było. Widząc, że nadchodzi Pani Pielęgniarka podeszłam do niej i grzecznie powiedziałam, iż mam zlecenie od lekarza na podłączenie kroplówki i czy mogłabym to zrobić. Dodam, iż pielęgniarka nie miała plakietki ze swoimi danymi osobowymi. Wzięła moje zlecenie i tonem bardzo agresywnym powiedziała. -  A gdzie ja Pani mam to podłączyć? Na korytarzu, w klozecie? Który to taki lekarz mądry? (nazwisko lekarza)! Gdzie ja mam to Pani podłączyć? My tu nie mamy narzędzi ani możliwości! No gdzie?"

Zaraz doszła do niej inna pielęgniarka (marchewkowe włosy), która też nie zareagowała na zachowanie swojej koleżanki. po prostu stanęła obok niej Na pytanie skierowane bezpośrednio do mnie: - Gdzie ja mam to pani podłączyć? - odpowiedziałam bardzo słaba i zażenowana tym słownictwem pielęgniarki : "nie wiem..."

Bardzo się zdenerwowałam tym zachowaniem i ODMÓWIENIEM POMOCY !!!

Wzięłam tej Pani zlecenie i pytam: "Czy mogę prosić Pani nazwisko?" Usłyszałam : "NIE". Odchodząc usłyszałam jeszcze za swoimi plecami : " A co może jeszcze dowód osobisty mam jej pokazać?" Poczułam się bardzo niekomfortowo, gdyż na poczekalni było kilka osób i była to dla mnie poniżająca sytuacja, że to wszystko musieli słyszeć ! Byłam zbyt słaba swoim ogólnym stanem aby móc coś więcej zrobić.

Odesłana z kwitkiem zadzwoniłam do kolegi, poprosić aby znalazł mi przychodnie gdzie mogę dostać potrzebną mi kroplówkę. Kolega powiedział abym nigdzie nie jechała tylko poczekała na niego. Przyjechał i jeszcze raz razem poszliśmy do rejestracji na całodobowy oddział w budynku onkologii.

W sali siedziała jakaś nowa Pani (bez kitla pielęgniarki i plakietki). Pani z marchewkowymi włosami od razu wyszła z sali, a Pani, która mnie odesłała siedziała i rozmawiała przez telefon komórkowy. Widząc mnie w obecności kolegi, pielęgniarka która mnie odesłała  z telefonem przy uchu podeszła i mówi : "Proszę pokazać to zlecenie jeszcze raz"

Kolega zapytał grzecznie dlaczego odmówiono mi podłączenia kroplówki skoro mam zlecenie od lekarza! Ta nowa pielęgniarka która była ubrana w podkoszulek i spodnie mówi :"Kto Państwu odmówił?”.  Ja pokazując na Pani z telefonem przy uchu , mówię, że właśnie ta Pani. Obydwie stwierdziły, że podłączenie kroplówki to nie ich obowiązek ale grzeczność! Kolega zdębiał i powiedział: „Ok, ale czy ta Pani nie mogła grzecznie i spokojnie powiedzieć tego koleżance, że nie podajecie kroplówek tylko w drodze wyjątku możecie to uczynić? Dlaczego użyto tak obraźliwych słów w stosunku do lekarza, który wydał zlecenie?”

Tłumaczyły, ze mają możliwości, warunków, narzędzi do podania kroplówki! Kolega pytając, gdzie w takim razie w weekend ze zleceniem mamy się udać, usłyszał odpowiedź : "nie wiem" Pielęgniarka zaczęła się bronić, że oni nie mogą, że to nie w ich gestii leży , że to tylko ich grzeczność!

Czy te Panie pracują charytatywnie, że cała służba zdrowia to ich grzeczność??????

Po dyskusji ta nowa Pani wzięła mnie i mówi: "proszę ze mną , tylko nie chcę już tego słuchać, już skończmy!" Kolega powiedział, ze taka sytuacja nie może mieć miejsca i że na pewno tak tego nie zostawimy, po czym usłyszał : " Jak Pan złoży skargę, to ja nie podłączę koleżance kroplówki ".


lipcowy "Sądeczanin"




Komentarze Facebook

Miesięcznik "Sądeczanin" lipiec 2017