Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 21 stycznia. Imieniny: Agnieszki, Jarosława, Nory
10/01/2019 - 20:20

Odstrzał dzików na Sądecczyźnie. Bać się powinni ludzie czy zwierzęta?

Przez cała Polskę - w tym i nasz region - przetacza się dyskusja na temat odstrzału redukcyjnego dzików. Czego możemy spodziewać się sądeckich lasach?

W związku z rozprzestrzenianiem się w Polsce afrykańskiego pomoru świń, minister środowiska zaplanował zmasowane polowania na dziki w dniach 12-13, 19-20 i 26-27 stycznia 2019 r. Ministrowi podlegają myśliwi, koła łowieckie również z terenu Sądecczyzny. Jakie zdanie mają na ten temat nasi lokalni fachowcy? Czy w związku z akcją mieszkańcy regionu powinni przedsięwziąć jakieś specjalne środki ostrożności? Czy ci, którzy wchodzą do lasu – mieszkańcy i turyści mają się czegoś obawiać?

Rozmawialiśmy na ten temat z nadleśniczym z Nadleśnictwa Piwniczna, które obejmuje obszar aż 40 tysięcy hektarów.

Zobacz też: Nie chcą żeby u nich strzelać? To niech nie wyciągają rąk po odszkodowania

- Odstrzał dzików jest zagadnieniem bardzo medialnym. Niektóre organizacje mocno się tym zainteresowały teraz, choć odstrzał redukcyjny trwa de facto od kilku lat. Do tej pory nie było wokół takiego szumu – dzieli się swoją opina nadleśniczy Stanisław Michalik, który uważa, że wynika to z faktu, że teraz te odstrzały zaplanowano na początku roku, czyli w okresie trudniejszym dla zwierzyny.

- Działania związane z rozrzedzeniem populacji dzika maja swoje uzasadnienie. Poglądy są tutaj oczywiście różne. Jedni uważają, że odstrzał daje efekty. Dzików jest mniej i maja mniejszą szansę by kontaktować się ze sobą nawzajem i  na kontakt ze zwierzętami domowymi, hodowlanymi co powoduje możliwość zarażenia wirusem afrykańskiego pomoru świń, którego rozprzestrzenianie się ma z kolei bardzo poważny wpływ na gospodarkę, na hodowlę trzody. Są też tacy, którzy uważają, że w wyniku redukcji dziki będą się przemieszczać na większych terenach, docierać dalej a tym samym roznosić chorobę dalej – tłumaczy.

Jak sytuacja wygląda bezpośrednio w naszym regionie? Michalik zastrzega, że nie ma czego się bać. Dzików u nas i tak jest ograniczona liczba. Po pierwsze, że zwierzęta te wolą tereny nizinne, gdzie jest dużo pól uprawnych, wygodnych żerowisk z kukurydzą i ziemniakami. Tereny górzyste same w sobie ograniczają liczebność populacji – dostać się do pokarmu w lesie, gdy teraz zalegają metrowe a miejscami nawet dwumetrowe zaspy jest trudno, dziki tym samym męczą się w czasie poszukiwania pokarmu z czego korzystają drapieżniki, których na naszym obszarze jest sporo. Mowa tu o rysiach i w szczególności o wilkach.

O ograniczeniu populacji najlepiej świadczą liczby. W sezonie myśliwskim 2017/2018 odstrzelono ich około 300 a w tym roku planuje się odstrzał na poziomie ok. 50 sztuk. Nadleśniczy wie, co mówi, bo sam jest myśliwym od 35 lat. Ale wracając do zagrożenia związanego z odstrzałem zarządzonym przez ministra. Mamy się czego obawiać? Michalik zdecydowanie przeczy – odstrzał redukcyjny musi się odbyć zgodnie z rygorystycznymi i konsekwentnie egzekwowanymi procedurami.

– Teren, gdzie odbywa się polowanie musi być oznakowany. Przy wejściach do lasów i przy szlakach ustawiane są ostrzegawcze tablice. Myśliwy może oddać strzał do celu w ściśle określonych warunkach po nie budzącej wątpliwości identyfikacji obiektu, do którego strzela. Przez 35 lat jak sam poluję nie zdarzyła się u nas żadna kryzysowa sytuacja – zaznacza nadleśniczy, podkreślając też, że polujący doskonale wiedzą, że za każdy błąd odpowiedzą karnie. Nadleśniczy Michalik mówi, że przy obecnych warunkach atmosferycznych i śniegu zalęgającym w lasach większym zagrożeniem – szczególnie dla turystów - jest śnieg niż polowanie.

Trochę inaczej, z innego punktu widzenia na akcję redukcji populacji dzików patrzy Włodzimierz Janczy, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Nowym Sączu.

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.






Dziękujemy za przesłanie błędu