Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 24 czerwca. Imieniny: Danuty, Jana, Janiny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
16/06/2017 - 14:20

Dramat w Barcicach: jak ukarano kobietę, która naraziła życie 4-letniej córeczki i dlaczego maszynista wiedział o wypadku tylko od świadków?


Maszynista nie wiedział o aucie, które utknęło na torach? Gdy świadkowie wczorajszego wypadku na przejeździe kolejowym w Barcicach wzywali pomoc dzwoniąc na 112 alarmowali ratowników, by zawiadomić też kolej. Podkreślali to kilka razy. Wiedzieli, że może nadjeżdżać pociąg. I tak się stało – skład nadjechał, ale maszynista wiedział o wypadku jedynie od ludzi , którzy wołali do niego na stacji poprzedzającej Barcice. Sprawczyni wypadku została ukarana mandatem, ale długu, jaki ma wobec losu i świadków spłacić w gotówce się nie da.

Dramatyczny wypadek w Barcicach opisaliśmy w publikacji Groza! Auto zaklinowało się na torach kolejowych. Matka z 4-letnim dzieckiem żyją tylko dzięki refleksowi maszynisty!

Opieraliśmy się na przekazie oficera dyżurnego straży pożarnej. Dziś wychodzą na jaw kolejne dramatyczne kulisy sprawy. 

Rozmawialiśmy dziś (16 czerwca) z bezpośrednim świadkiem wypadku, panem Krzysztofem Juchą, który z trzema innymi mężczyznami jako pierwszy udzielał pomocy pasażerce i jej 4-etniej córeczce. Jak oni relacjonują wypadek?

Zobacz też: Zamiast randki szpital, bo opel wjechał w motorower

- To było dosłownie dwieście metrów od naszego domu a my siedzieliśmy akurat na zewnątrz. Ja ze szwagrem i z przyszłym szwagrem byliśmy pierwsi na miejscu i jako pierwsi udzielaliśmy pomocy tej kobiecie i jej dziecku. Kobieta jechała od Piwnicznej w stronę Starego i Nowego Sącza i na łuku wypadła z tej drogi dosłownie tuż przed czy za samochodem, który jechał z naprzeciwka. Przeleciała przez pas zieleni, pobocze i zatrzymała się dosłownie na środku torów kolejowych.

Mężczyzna nie ukrywa, że huk był tak duży, że w pierwszej chwili wszyscy byli przekonaniu, że doszło do czołówki dwóch samochodów.

- Na tej wysokości od Starego Sącza aż do Rytra nie ma przejazdów kolejowych z zaporami. Są tylko słupy z migającymi światłami. Niemal natychmiast na miejscu zdarzenia była karetka. Była bardzo szybko, bo szwagier jak dzwonił, to od razu powiedział, że w samochodzie było dziecko, nie wiadomo czy nie będzie jakiś obrażeń wewnętrznych, chociaż nam się wydawało, że dziecko było zapięte w foteliku. Kobieta chyba dobrze nie wiedziała co się stało, ale jak my dobiegliśmy na miejsce, to już zdążyła wyjść z samochodu i była obok i tuliła dziecko. My ją odprowadziliśmy z dala od torów, ja wyłączyłem samochód, który był cały czas  - o dziwo - włączony.

Co dalej?


czerwcowy miesięcznik Sądeczanin




Komentarze Facebook