Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 18 listopada. Imieniny: Klaudyny, Romana, Tomasza
08/09/2018 - 12:20

Chełmiec - Nowy Sącz: jak ratowaliśmy czarnego bociana. Choć łatwo nie było

Służbista i człowiek – czym od siebie się różnią? Przekonałam się o tym na własnej skórze, gdy znajomy poprosił mnie o pomoc w ratowaniu wyjątkowego ptaka – czarnego bociana, który zabłąkał się gdzieś w Kunowie, na terenie gminy Chełmiec.

Piąteczek, późne popołudnie. Dzwoni do mnie znajomy, człek zacny, którego poznałam w trakcie robienia jednego z reportaży. W tej historii chce być anonimowy. Uszanuję to, choć uważam, że jego postawa jest ze wszech miar godna naśladowania. Dzwoni.

– Pani Ewo, mam problem. Wylądował u nas na działce czarny bocian. Jestem u syna na budowie, to w gminie Chełmiec, ale zaraz obok, prawie za płotem jest Nowy Sącz. Bocian jest osłabiony, daliśmy mu wody, jest trochę lepiej, ale jak go tu zostawimy samego na noc, to go pewnie jakieś psy albo koty dorwą. Zadzwoniłem do Straży Miejskiej w Nowym Sączu, ale tam mi powiedzieli, że nic nie zrobią, bo to Chełmiec.

Dali mi numer do Straży Gminnej w Chełmcu, ale tam tylko do piętnastej pracują. No nie ma się kto bocianem zająć, a my nie wiemy, co robić. Szkoda go tak zostawić, przecież to wyjątkowy ptak, pod ochroną. Mówiłem tym z Nowego Sącza, że ja ptaka przeniosę te sto metrów i będzie w Nowym Sączu, ale powiedzieli mi, żebym z nich nie żartował. Jak im mówiłem, że to czarny bocian, to usłyszałem, że na bocianach się nie znają. Pomyślałem, że pani pewnie coś wymyśli – wyrzucił z siebie jednym tchem.

Zobacz też: Kogo ściga Straż Miejska: lisa, wiewiórkę, papugę a nawet żółwia

Z miejsca zadeklarowałam – zadzwonię do komendanta Dariusza Górskiego z Nowego Sącza. Nie wierzę, że będzie równie obojętny jak jego podwładny z dyżurki. Dzwonię. Pan Dariusz nie odbiera. Czas leci. Dzwonię na numer dyżurnego z Miejskiej Komendy Policji w Nowym Sączu. Tu na pewno coś wymyślą. No i bingo. Dyżurny z miejsca temat podejmuje, nie trzeba go do niczego przekonywać, niczego wyjaśniać – bocian, zwierzę - chronione prawem zwierzę -  w potrzebie i wszystko jasne. Prosi, żeby mój znajomy zadzwonił bezpośrednio do niego, wtedy szybciej wszystko pójdzie.

Dzwonię. Wyjaśniam. Po kolejnych kilku minutach oddzwania do mnie policjant. – Wszystko załatwione. Skontaktowaliśmy się z osobą odpowiedzialną za takie rzeczy w Chełmcu. Zaraz zajmie się bocianem.

Nie mija kilka minut a oddzwania do mnie komendant Górski. Tłumaczę w czym rzecz. Oj, współczuję panu z dyżurki – szef Straży Miejskiej nawet nie krył irytacji jego postawą. I wiem, że to żadna bajeczka pod publiczkę. Od razu wyjaśnia, że bociana najlepiej odwieźć do doktora Jankisza w Nowym Sączu a ten zaraz skontaktuje się z prowadzącymi ostoję dla bocianów na Śląsku. Komendant deklaruje, że połączy się z dyżurnym policjantem z Nowego Sącza i podpowie, co i jak.

Dzwoni do mnie znajomy od bociana. – No już jadą. Mam nadzieję, że boćka szybko zabiorą, bo się zaraz ciemno zacznie robić. Cały czas chodzi za nami. Patrzy co robimy. Łapie za wszystko, pewnie strasznie głodny a my tu nic do jedzenia nie mamy. Jak mu daliśmy wodę w wiadrze, to dużo wypił. Obserwuje nas cały czas, ale sam podjeść do siebie daje, tylko na metr. Jak podejdziemy bliżej, to odchodzi. Chyba biedak coś ze skrzydłem ma.

Komentuję, że może i lepiej, że bociek nie je – lepiej niech najpierw go weterynarz zobaczy, czy przypadkiem jakiś śmieci nie zjadł. Oboje jesteśmy zgodni w jednym – informacja o tym, do kogo dzwonić w podobnych sytuacjach powinna być jak byk nagrana na sekretarce Straży Gminnej w Chełmcu albo podana w widocznym miejscu na stronie internetowej gminy.

Mijają kolejne minuty, dzwoni do mnie raz jeszcze komendant Górski. – Moi ludzie już tam jadą. Ten bocian jest w Kunowie, ale nikt mi za to głowy nie urwie. Moi strażnicy zawiozą go do Jankisza a stąd wezmą go niedługo specjaliści z Katowic.

Oddzwania do mnie znajomy. – Przyjechała straż miejska, ale ten bocian zanim tu dojechali zdążył na inną działkę przejść. My już dłużej zostać nie możemy. Mam nadzieję, że to się dobrze skończy.

Ja też mam taką nadzieję, do tematu wrócę w poniedziałek. A morał z tej historii sami sobie dopiszcie.

ES [email protected] Fot.: znajomy od bociana

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.
Autobus omal nie rozjechał pieszego:






Dziękujemy za przesłanie błędu

Motoryzacja Jesienią 2018 Partnerzy