Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 24 maja. Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
15/05/2017 - 10:00

Wstrząsające wyznania sądeckich alkoholiczek. Stoczyły się na samo dno


Beata nigdy nie zapomni tego dnia, kiedy zabrała córce złoty łańcuszek, pamiątkę z pierwszej komunii świętej, i zaniosła do lombardu, żeby mieć pieniądze na wódkę. Wtedy coś w niej pękło. Rozpłakała się i wreszcie do niej dotarło, że już nie panuje nad swoim pijanym życiem. Poczuła, że sięgnęła dna i ktoś musi ją stamtąd wyciągnąć, że sama nie da rady, że potrzebuje pomocy.

Wśród nich są świetnie wykształcone i dobrze zarabiające kobiety sukcesu, nastawione na karierę, ale także wzorowe żony i matki, które stwierdziły, że najważniejsza w życiu jest rodzina. W tym nałogu panuje pełna demokracja i podobna droga, którą zmierza się do alkoholowego piekła.

Przeczytaj też Zwariowali! Będzie można kupić wódkę w kioskach w Nowym Sączu?

Piją najczęściej w samotności. Bo kobiece picie różni się od tego męskiego i wynika z wzorców kulturowych. Mężczyźni najczęściej sięgają po mocne alkohole i lubią się upijać w krótkim czasie. To nikogo nie szokuje. Pijane kobiety wprost przeciwnie. Dlatego piją w sposób łagodniejszy, rozłożony na kilka etapów i sięgają po słabsze alkohole.

- Ten kobiecy model picia prowadzi do szybszego niż u mężczyzna uzależnienia, przy czym najczęściej to picie po kryjomu i w samotności. Bardzo często zanim sięgną po alkohol, robią zakupy, pranie i sprzątanie - tłumaczy Bogdana Kajzera, psycholog z Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień w Nowym Sączu,

rzeczytaj też W Nowym Sączu ponad połowa gimnazjalistów pije alkohol, który sama sobie kupuje!

To taki sposób na uspokojenie własnego sumienia. Oszukiwanie samej siebie i najbliższego otoczenia trwa zwykle bardzo długo. Bo pijące kobiety są mistrzyniami kamuflażu.

- Byłam w tym naprawdę dobra – mówi Beata z Nowego Sącza, która od dwóch lat walczy z nałogiem. - Ani mąż, ani dwójka moich nastoletnich dzieci nie mieli pojęcia, że codziennie zaglądam do kieliszka. U mnie to się zaczęło od towarzyskiego picia. Właściwie nie jestem w stanie znaleźć momentu, w którym zaczęłam pić częściej i więcej. Wiem tylko, że z czasem nie potrafiłam już funkcjonować bez alkoholu. Mój organizm bez codziennej dawki wpadał w dygot.

Beata piła wódkę, którą rozrabiała z różnymi napojami w plastikowych butelkach. Mogła udawać, że to sok albo jakiś napój gazowany. Alkoholową woń z ust zabijała czosnkiem i mówiła wtedy, że się kuruje, bo jest zaziębiona. Potem odkryła, że odór wódki skutecznie zabijają zapachowe olejki do ciast.

Najpierw piła tylko w domu, potem zaczęła też pić w pracy. Przez cały dzień nasączała się alkoholem jak gąbka. Musiała być cały czas na lekkim rauszu. Ale z czasem dawki alkoholu musiały być coraz większe. Potrafiła wypić półtora litra alkoholu dziennie.

Czy Beacie udało się wyjść z nałogu?  Jej historię i wstrząsające wyznania kobiet-alkoholiczek z Nowego Sączą opisujemy w najnowszym wydaniu miesięcznika "Sadeczanin".

Ujawniamy też ile samorządy na Sądecczyźnie zarabiają na alkoholu, ile pieniędzy potrafimy „puścić” z wódką. Tytuł okładki „To niemy w morzu wódki - przepiliśmy 200 milinów” mówi sam za siebie. Zobacz, o czym jeszcze przeczytasz w najnowszym wydaniu miesięcznika Sądeczanin.  

Agnieszka Michalik, fot.K.S







Komentarze Facebook