Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 17 sierpnia. Imieniny: Anity, Elizy, Mirona
01/07/2018 - 13:00

Przez szlaban na memy protestowali pod sądeckim ratuszem [ZDJĘCIA]

Stop cenzurze! Tu jest Polska nie Bruksela, tu sie ACTA nie popiera!...takie okrzyki na sądeckim rynku wznosili manifestanci, którzy przyszli zaprotestować przeciw nowym europejskim przepisom, które mogą ograniczać wolność w Internecie.

Przeciwnicy  nowego unijnego prawa nazywanego „ACTA 2.0”, którzy protestowali dziś w całej  Polsce, twierdzą, że wejście w życie unijnej dyrektywy o prawach autorskich i jednolitym rynku cyfrowym, oznacza koniec Internetu, jaki znamy. Zabronione będzie między innymi wykonywanie rozmaitych przeróbek popularnych dzieł, w tym tworzenie memów w oparciu o ogólnodostępne fotografie. Nowe prawo oznacza też koniec dla wielu popularnych portali internetowych, które zbierają treści z innych portali, takich jak wykop.pl.

- Nowy Sącz do protestu się przyłączył, bo  przecież  jesteśmy częścią nie tylko polskiego społeczeństwa, ale także europejskiego. Sprzeciw połączył ludzi, przede wszystkim młodych, z  wielu krajów- mówi studentka, Dominika Polakiewicz.

Związana z Młodzieżą Wszechpolską Natalia Kyrcz, organizatorka  pikiety, podkreśla, że  protest ma charakter apolityczny i łączy ludzi z różnych środowisk. To Kyrcz zagrzewała manifestantów do skandowania haseł.

- Wolne memy bez cenzury nie zrobicie dyktatury! Tu  jest Polska nie Bruksela,  tu się ACTA nie popiera! - krzyczała do mikrofonu i wykładała racje uczestników manifestacji.

- Nie jesteśmy partią polityczną,  ani żadną grupą interesu. Są tu ludzie z różnych środowisk. Nie pozwolimy na zamykanie nam ust! Nie pozwolimy na to, żeby internet, który powstał dla dobra i na pożytek nas wszystkich, został  zawłaszczony przez dogadane z politykami gigantyczne korporacje i brukselskich biurokratów.

Jak podkreślała Kyrcz, Komisja Europejska, która  zamierza wprowadzić nowe narzędzie do ochrony praw autorskich, w rzeczywistości chce doprowadzić do podporządkowania rynku informacji największym korporacjom  medialnym!  

- Wyrażamy sprzeciw wobec ograniczaniu naszej wolności w internecie.  Ne pozwolimy zniszczyć niezależnych blogerów i niszowych wydawców. Sprawmy, by parlament europejski odrzucił dyrektywę w głosowaniu. Jesteśmy tu dzisiaj po to, żeby tego dopilnować. To jest nasz ruch oporu.

Czasu na opór zostało już niewiele. Kilka dni temu Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego zaakceptowała projekt dyrektywy o prawie autorskim na rynku cyfrowym. Kolejne głosowanie odbędzie się 4 lipca.

Wierzycie w powodzenie tego protestu? - pytamy uczestników manifestacji, która zgromadziła  samych młodych ludzi.

- Jesteśmy przekonani, że to przyniesie pożądanych skutek -  mówi Sławomir Goryczewski.-  Nie pozwolimy na cenzurę. Nie wyobrażamy sobie, że nie będzie można przesłać znajomemu linka z piosenką, bo to zostanie uznane za wykorzystywanie cudzych treści , czy też nie będzie można zrobić  mema, bo to zostanie potraktowane jako plagiat.

Piętnastoletni  Jakub Mamczyk przywołuje rok 2012, kiedy to masowe protesty przeciwko ACTA, zatrzymały wprowadzenie internetowej cenzury.

- Wtedy chcieli zrobić to samo i im  się nie udało. Nadzieja umiera ostania i trzeba wierzyć, że i tym razem damy radę. Nie pozwolimy na to, żeby Unia Europejska  pod pretekstem praw autorskich zabierała nam wolność i cenzurowała internet - mówi nastolatek.

- Jeśli  dużo osób się zbierze, możemy coś wspólnie zdziałać - wtóruje jego kolega, Mateusz Bielatowicz.  

W projekcie unijnej dyrektywy największe  dyskusje budzą dwa artykuły. Pierwszy z nich,  jedenasty, wprowadza obowiązkową opłatę za dzielenie się materiałami w sieci, co zdaniem przeciwników takiego rozwiązania, oznacza zahamowanie przepływu informacji, pozbycie się małych wydawców oraz ograniczenie nawet linkowania do stron. Zyskało to miano  tak zwanego  podatku od linków. Drugi z artykułów, trzynasty, dotyczy właścicieli platform internetowych, którzy będą musieli zapewnić o legalności zamieszczonych treści.

Oznacza to, że treści użytkowników platform takich jak np. Facebook, Twitter, Google czy Onet, Wirtualna Polska, będą obowiązkowo monitorowane. Bezpośrednio uderza to w swobodę wymiany informacji, prawo do prywatność czy wolność wypowiedzi - twierdzą przeciwnicy unijnej dyrektywy.

W tej sprawie swoje oświadczenie wydali wydawcy prasy, którzy twierdzą, że dyrektywa o jednolitym rynku cyfrowym to ratunek dla niezależnego dziennikarstwa.

Istnienie niezależnej, zróżnicowanej i wiarygodnej prasy wymaga stabilności działania jej wydawców. Bez tego wydawcy prasy – drukowanej i cyfrowej – nie zapewnią rzetelnego przekazu, pozwalającego odróżnić fałsz od prawdy - czytamy w oświadczeniu.

 Wbrew rozpowszechnianym ostatnio dezinformacjom, prawo to nie zagraża wolności internautów, m.in. nie ograniczy linkowania (hasło „podatek od linków” to fałsz). - Dyrektywa ma naprawić znaczące dysproporcje między wynagrodzeniem twórców a zyskiem komercyjnych platform internetowych, udostępniających różnego rodzaju utwory. Dzięki stosownym licencjom twórcy otrzymają godziwe wynagrodzenie, a internauci nadal będą mogli dzielić się utworami i przesyłać posty bez czyjejkolwiek cenzury i ograniczeń - napisali w oświadczeniu wydawcy pracy.

[email protected] fot. J.M

Na sądeckim rynku odbył się protest przeciw nowym europejskim przepisom, które mogą ograniczać wolność w Internecie

W pikiecie uczestniczyła garstka młodych ludzi
Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu