Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 12 grudnia. Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary
przewiń w dół
Data Publikacji: 
15/12/2016 - 08:10

Czy poseł Mularczyk dostanie na gwiazdkę legitymację partyjną PiS?


Po tym, jak dla „ziobrystów” porzucił PiS, senator Kogut z zapamiętaniem piętnował go jako zdrajcę. Teraz polityczna karta się odwróciła. Kogut może znaleźć się poza partią, on do partii wróci. Czy prezes Kaczyński wybaczy marnotrawnemu synowi?

Z posłem Arkadiuszem Mularczykiem rozmawia Agnieszka Michalik

Pana polityczna kariera zatoczyła koło. Porzucił pan Prawo i Sprawiedliwość, przyłączył się pan do „ziobrystów”, a teraz chce pan wrócić na łono partii. Jak się sprawy mają? 

Już podczas kampanii wyborczej do parlamentu ogłaszałem, że wracam do Prawa i Sprawiedliwości. Po wyborach chciałem podjąć taką procedurę.

Pan chciał, ale szefujący regionalnym strukturom senator Kogut nie chciał. Przy każdej okazji wypominał panu zdradę.

Postawa Koguta była bardzo dziwna. Rzeczywiście wyzywał mnie publicznie od zdrajców, krytykował i podejmował jakieś uchwały. Podważał sens koalicji PiS, Solidarnej Polski i Polski Razem. Dlatego wstrzymałem się. Nie widziałem w tamtej sytuacji możliwości sensownej współpracy z senatorem. Uznałem, że to nie jest dobry czas i miejsce i do powrotu.

I doczekał się pan. Kogut już nie rządzi. 

Z chwilą odwołania senatora Koguta z funkcji szefa regionalnych struktur PiS uznałem, że pojawia się pole do współpracy. Poza tym uważam, że teraz jest dobry czas, który musimy wykorzystać dla dobra regionu i dla kraju. Jest wiele spraw, które musimy skutecznie posunąć do przodu.

Koledzy z Solidarnej Polski nie mają do pana żalu o to, że chce się pan z nimi rozstać?

Proszę o to zapytać kolegów z Solidarnej Polski.

Ma pan swoją chwilę satysfakcji? Teraz to Kogut jest napiętnowany jako ten, który w samym mateczniku PiS sprzeniewierzył się samemu prezesowi Kaczyńskiemu. Polityczna karta się odwróciła. Kogut może znaleźć się poza partią, a pan do partii wraca.

Nie kieruje się takimi małostkowymi uczuciami. Nie ma to dla mnie większego znaczenia.

Trudno uwierzyć, że nie cieszy pana polityczna klęska Koguta.

Jestem długo w polityce i kieruję się kategoriami dobra wspólnego kraju i regionu.  Zachowanie Koguta uważałem po prostu za nieracjonalne i tyle. Karta rzeczywiście się odwróciła, ale patrzę na to z dłuższej perspektywy. Mija właśnie jedenasty rok mojej pracy w sejmie i widziałem, jak różne są polityczne koleje losów kolegów.

I jak polityczna fortuna kołem się toczy? Ci, co byli na górze, potem spadali. Często na sam dół.

W tym czasie w polityce było wiele gwiazd i gwiazdeczek i już ich nie ma. I naprawdę nie ma to dla mnie większego znaczenia czy ktoś mnie lubi, czy też nie i jaki stosunek ma do mnie senator Kogut. Ja po prostu już od dekady robię swoje.

A jaki jest pana stosunek do senatora Koguta?

Cenię jego działania społeczne i pomoc dla niepełnosprawnych. Choć po wygranych wyborach parlamentarnych, zostały popełnione błędy. Szkoda, że nie mamy wicewojewody z regionu. Teraz jednak trzeba się skupić na poszukiwaniu płaszczyzn, które będą nas łączyły i pozwolą skutecznie promować Sądecczyznę w stolicy oraz poza granicami Polski. Trzeba zabiegać o lepszą komunikację, rozwój turystyki, inwestycje, które przysporzą nowych  miejsc pracy, czy też walczyć o czyste powietrze. Tych spraw jest naprawdę sporo.

Nie chciałby pan wziąć spraw w swoje ręce? Nie marzy się panu powrót do przeszłości i ponowne szefowanie regionalnym strukturom PiS?

Nie, ponieważ jest pełnomocnik wyznaczony przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Jak mówi łacińska sentencja Roma locuta, causa finta, co znaczy, Rzym przemówił, sprawa zakończona.

Pana zdaniem to rzeczywiście dobry wybór? Szef struktur, który ma co prawda bardzo silne umocowanie w partii, ale więcej czasu spędza w Warszawie niż w regionie? Mówi się, że kiedy kota nie ma, to myszy harcują.

To dobrze, kiedy szefem jest polityk o silnej pozycji w rządzie, bo to daje szanse na większą skuteczność działań. A w przypadku wiceministra Janczyka wszyscy liczymy na to, że się to przełoży na nasze wspólne i skuteczne działania dla całego regionu.

Złożył pan już pismo do prezesa w sprawie ponownego przyjęcia do partii?

Tak, zrobiłem to jakiś czas temu.

A kiedy się pan spodziewa odpowiedzi? Może przyjdzie na gwiazdkę?

Decyzję podejmie komitet polityczny.

I nie ma pan żadnych przecieków, jak się na powrót marnotrawnego syna zapatruje prezes Kaczyński?

Pod moim wnioskiem o przyjęcie do partii podpisał się marszałek sejmu Ryszard Terlecki, który jest też szefem klubu oraz poseł Marek Suski. Czekam więc spokojnie i myślę, że teraz należy się skupić na rzetelnej pracy w sejmie i w regionie. Zapewniam, że jest dużo spraw i problemów do rozwiązania. Sprawy partyjne są ważne, ale w sensie politycznym nie dzieje się nic złego,  aby konieczny był jakiś pośpiech w tej sprawie.

Rozmawiała Agnieszka Michalik






Komentarze Facebook

Miesięcznik Sądeczanin sierpień 2017