Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 22 kwietnia. Imieniny: Łukasza, Kai, Nastazji
29/01/2019 - 15:45

Mówi, że weźmie sznur, żeby się powiesić. Dramat u Romów w Maszkowicach [WIDEO]

- Tylko sznurek wziąć i się powiesić - mówi zrozpaczony Rom z Maszkowic, któremu grozi zapłacenie 40 tysięcy grzywny za to, że mimo nakazu nadzoru budowlanego, nie rozebrał swojego byle jak skleconego, nielegalnie postawionego domu.

Ostateczne decyzje o wyburzeniu dotyczą w sumie jedenastu budynków. Ale sytuacja jest patowa, bo Cyganie nie mają się gdzie wyprowadzić. – Tylko wszyscy nad nami debatują, a my dalej żyjemy w naszych slumsach – skarżą się Romowie. Kilka dni temu po osadzie gruchnęła wieść, że jedzie do nich ważny człowiek z ministerstwa, który ma im wreszcie pomóc.

Wegetują w „domach" bez sanitariatów, bez wody, skleconych z byle czego i stawiają kolejne, bez zezwolenia. Romowie z osady w Maszkowicach twierdzą, że całe lata na tę samowolę budowlaną wszyscy przymykali oko i nikt nie interesował się warunkami w jakich żyją. Dopiero po śmierci dziecka, które spłonęło w pożarze, trafili pod lupę inspektoratu nadzoru budowlanego. Liczyli na to, że zamieszanie wokół sprawy, przyniesie przełom. Ale nic się nie zmienia - mówią mieszkańcy osiedla.

Kilka dni temu, po osadzie gruchnęła wieść, że przyjedzie ktoś ważny z ministerstwa. Z jakiego, tego nie wiedzieli. Dostali też wiadomość, że w tym samym dniu pojawią się inspektorzy powiatowego nadzoru budowlanego, którzy będą sprawdzać czy rozebrali nielegalnie postawione domy przeznaczone do wyburzenia.

.- W nadzorze budowlanym  nic o tej wizycie z ministerstwie nie wiedzą. Może ktoś z Warszawy przyjedzie i nas obroni – mówi wójt osady Robert Szczerba.

Zobacz też: Koniec romskiej osady w Maszkowicach? Domy Cyganów DO ROZBIÓRKI!

Kiedy przyjeżdżają dwie pracownice z powiatu, które ze stertą map i dokumentów zaczynają kontrolę osiedla, zdenerwowani Romowie powtarzają to, co w kółko mówią od dwóch lat.

- Zarzuca nam się samowolę budowlaną, ale przez całe lata było na to przyzwolenie od wójtów.  Nikt nie powiedział naszym rodzicom, naszym dziadkom, że nie wolno się tam budować. Romowie nie znają prawa. Łamiemy prawo nieświadomie - mówi Marcin Szczyrba, który z Maszkowic wyprowadził się do Jasła, ale stara się wspierać mieszkańców osady.

Ale nieznajomość prawa nie stanowi usprawiedliwienia. Już ponad rok temu Janusz Golec, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wyjaśniał, że nie ma możliwości legalizacji budynków postawionych bez zezwolenia.

 - Nie dość, że te obiekty są nielegalne, to jeszcze zostały postawione na terenach zielonych. Stan techniczny większości z tych budynków nie jest właściwy. Część z nich zbudowano systemem gospodarczym.

Dodatkowo całą sprawę komplikuje spór prawny, bo domy nielegalnie budowali Cyganie, ale zdaniem inspektoratu odpowiedzialność za samowolę ponosi gmina. Z taką decyzją nie zgadza się wójt Łącka Jan Dziedzina, który w tej sprawie odwołał się do wojewódzkiego inspektoratu nadzoru budowlanego.

Czytaj też Rozpętała się sądowa wojna o Romów w Maszkowicach [ZDJĘCIA]

-Nie zgadzamy się z zasadnością wszystkich decyzji. W osiedlu jest kilkadziesiąt domostw. Jako urząd czujemy się odpowiedzialni za budynki kontenerowe wybudowane w 2006 roku z pieniędzy samorządu i rządowych dotacji oraz za część domów, które z własnych środków gmina remontowała - tłumaczył w rozmowie ”Sądeczaninem" Jan Dziedzina. - Rozumiem, że w świetle przepisów, nadzór podejmuje czynności w stosunku do właściciela terenu, co czyni gminę stroną postępowania. Ale przecież ani ja, ani żaden z moich poprzedników nie wyrażaliśmy zgody na to, co Romowie nielegalnie w osadzie sklecili.

Sytuacja jest patowa i wygląda na to, że szybko się nie zmieni, bo wizyta inspektorów nadzoru budowlanego była tylko kolejnym etapem postępowania administracyjnego, które zdaje się nie mieć końca.

- Chodziło tylko o sprawdzenie tego czy zostały wykonane nakazy rozbiórki jedenastu budynków, wobec których zapadły już decyzje ostateczne - wyjaśnia dyrektor powiatowego nadzoru budowlanego Janusz Golec. - W sumie zostało wszczętych dziesięć postępowań egzekucyjnych w stosunku do gminy Łącko i jedno w stosunku do mieszkańca osady.

Za tym „jednym mieszkańcem osady” kryje się dramat Mirosława Szczyrby. Jeśli nielegalnie postawiony dom pójdzie do rozbiórki, jego rodzina zostanie bez dachu nad głową. Jeśli domu nie rozbierze, grozi mu czterdzieści tysięcy grzywny.

- Tylko sznurek wziąć i się powiesić – mówi z rozpaczą. - Mam sześcioro dzieci i te dwanaście metrów kwadratowych, na których mieszkamy, to nasz dom. Jak go rozbiorą, to gdzie się podziejemy? Grzywny nie zapłacę, bo nie mam takich pieniędzy. Pójdę więc siedzieć do więzienia.

-  Zobaczymy w jakim kierunku te postępowania pójdą – studzi emocje Janusz Golec. -  Bardzo często takie sprawy trwają wiele lat.  Od każdej decyzji można złożyć odwołanie do wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, a w przypadku negatywnego rozstrzygnięcia skargi, do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Po za tym na każdym etapie postępowania czynności egzekucyjne może wstrzymać wojewoda – dodaje dyrektor powiatowego nadzoru budowlanego.

A co z wyczekiwaną przez Romów wizytą w Maszkowicach urzędnika z ministerstwa? Kiedy na drodze do osady pojawił się samochód na warszawskich numerach, w oczekującej go gromadzie skostniałych z zimna mieszkańców osady zapanowało wyraźnie ożywienie. Gość został zaprowadzony do świetlicy.

- Nie jestem z ministerstwa. Ja tylko dla dla ministerstwa pracuję. Nazywam się Wojciech Pieniążek. Jestem socjologiem z firmy, która robi różnego rodzaju badania i sondaże. Po prostu zbieram opinie. Z tego spotkania napisze raport dla  resortu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Nic tylko raporty o nas piszą – komentowali Romowie, wyraźnie rozczarowani tym, że zamiast ministerialnego urzędnika, od którego oczekiwali pomocy, przysłali do nich socjologa. 

- Jedyne co możemy zrobić to wysłuchać was jaka jest wasza sytuacja. Rozmawiamy z różnymi społecznościami romskimi z całej Polski  - tłumaczył socjolog.  - Natomiast sytuacja osady w Maszkowicach jest wyjątkowo trudna i te informacje chcemy ministerstwu przekazać. Chcemy też was  napytać jak do tej pory działały te wszystkie pomocowe programy,  z których Romowie korzystali.  Bo skądinąd wiemy, że działały nie najlepiej. Naszym zadaniem jest znaleźć odpowiedź na pytanie, co zrobić, żeby było lepiej. 

Czytaj też Rządowy program miał zintegrować Romów z mieszkańcami Maszkowic. Skończyło się wielką klapą politycznej poprawności?

- Komu, żeby było, lepiej, bo chyba nie nam - odpowiadają Romowie. - Przyjeżdżają tutaj w zimie i sprawdzać, czyśmy domy wyburzyli. To jest po prostu chore. Gdzie mamy iść. Jeszcze raz wydadzą nam taki nakaz, to pójdziemy do urzędu z dziećmi. Tam będziemy mieszkać. Słyszymy cały czas, że mamy się integrować. Tylko z kim, jak nikt z nami nie chce mieszkać. Najlepiej niech nam ten blok socjalny zbudują – mówią Romowie, którzy twierdzą, że to najlepszy sposób na zlikwidowanie maszkowickich slumsów. 

Jednak gmina Łącko i ze względów finansowych i logistycznych nie jest w stanie udźwignąć takiej inwestycji. W Maszkowicach mieszka około dwustu sześćdziesięciu Romów, mówi się nawet o trzystu. Pieniądze na takie przedsięwzięcie musiałyby pochodzić z rządowego programu na rzecz integracji społeczności romskiej. Taką właśnie koncepcja została przedstawiona komisji sejmowej w raporcie na temat mniejszości narodowych opracowanym na polecenie wojewody.

Do takich pomysłów sceptycznie odnosi się wójt Łącka Jan Dziedzina, który podkreśla, że pomysł budowania przez gminę bloku na osiedlu romskim w Maszkowicach wraca co jakiś czas.

- Chcę wyraźnie zaznaczyć, że tego typu przedsięwzięcie nie było i nie jest rozważane przez nasz samorząd. Owszem pojawiało się w dyskusjach jako jedno z rozwiązań, ale najczęściej było "podpowiadane” z zewnątrz – tłumaczył w rozmowie z „Sądeczaninem”

Jak dodaje Dziedzina, pozostaje pytanie, kto taką decyzje ma podjąć i na czyim gruncie taki blok miałby zostać wybudowany.


- Stwierdzenie, że na terenie osiedla w Maszkowicach jest bardzo umowne. Po raz kolejny przypominam, że dotąd nie zostały uregulowane kwestie własnościowe. Tylko część gruntu należy do gminy. Część jest własnością Wód Polskich, czyli skarbu państwa, jest też część, nie wiadomo do kogo należąca, bo w księdze wieczystej widnieje zapis o właścicielu, o którym nikt nie ma pojęcia. Jest jeszcze kawałek gruntu, na którym Romowie wybudowali domostwo, należący do mieszkającej nieopodal nich sąsiadki, która nie ma już siły walczyć z ich samowolą.

Dodatkowo, jak podkreśla wójt Łącka, sprawę komplikują kwestie zapisów w planie zagospodarowania przestrzennego.

- Przecież problem z potencjalną legalizacją budynków bierze się między innymi stąd, że większość osady znajduje się w terenach, które absolutnie nie są terenami budowlanymi w świetle zapisów w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. A to przecież podstawowy dokument, jeśli chodzi o budowanie czegokolwiek. Jeśli są przepisy, które obowiązują w naszym kraju, to rozumiem, że obowiązują wszystkich bez względu na karnację czy historyczne korzenie.

[email protected] fot. Jm

Romowie z osady w Maszkowicach skarżą się, że całe lata na tę samowolę budowlaną wszyscy przymykali oko i nikt nie interesował się warunkami w jakich żyją

galeria
Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku