Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 19 lipca. Imieniny: Alfreny, Rufina, Wincentego
przewiń w dół
15/08/2015 - 11:59

Siostra Anastazja: Pierwszy chleb spaliłam na węgiel

Siostra Anastazja Pustelnik ze Zgromadzenia Córek Miłości Bożej w Krakowie, nazywana pierwszą kucharką Rzeczpospolitej, autorka kilkunastu książek kulinarnych, była niedawno gwiazdą festynu rodzinnego parafii Ducha Świętego w Nowym Sączu.
Siostra Anastazja przewodniczyła komisji oceniającej placki i torty zgłoszone do parafialnego konkursu oraz podpisywała swoje książki. Znalazła też czas na rozmowę z „Sądeczaninem”.

**
Gdzie siostra nauczyła się tak wspaniale gotować i piec?

- To już w klasztorze, bo jak ja byłam w domu - nie były znane te ciasta. Nie jestem taka stara, ale moja mama, czy sąsiadki, nie piekły tak jak dziś. Przedtem były serowniki i makowniki, bo mak można było siać koło domu.

Jak mama gotowała?


- Po wschodniemu, bo ja pochodzę z Podkarpacia, urodziłam się niedaleko Dynowa, blisko też od nas do Starej Wsi, gdzie są jezuici.

Mama dobrze gotowała?

- Każda mamusia dobrze gotuje, nigdy mamusia źle nie zrobi, czyż nie?

Ma się rozumieć, a babcia jak gotowała?

- Nie wiem, ja tylko znałam mamusię. Miałam pół roku jak nam tatuś zmarł, a gdy miałam 17 lat, to zmarła mamusia. Byłam najmłodsza z pięciorga rodzeństwa, w domu był jeszcze brat, nieżonaty i zostaliśmy we dwójkę. Mama zmarła 8 lipca 1968 roku w same żniwa, zmarła nagle, w nocy. Rano my wstali z bratem, nie ma co jeść, my głodni, nie było tak jak dziś, że w każdej wiosce po trzy sklepy. Najbliższy sklep był w Dynowie, 20 kilometrów piechotę, żeby kupić chleb. Nie było wyjścia, tylko trzeba było samemu sobie radzić. No to my, jak to na wsi, kartofle już były, poszło się w pole, nakopało, mleko było swoje i tak my sobie ugotowali z bratem ziemniaki z kwaśnym mlekiem. To był pierwszy obiad bez mamusi.

I tak zaczęła się kariera kucharska słynnej siostry Anastazji, co było dalej?

- Po śmierci mamusi musieliśmy z bratem szybko nauczyć się piec chleb. Mnie sąsiadki pokazały jak robić ciasto, „a ty pal w piecu” - mówię do brata. No to dobrze. Tak napalił, że spaliliśmy pierwszy chleb na węgiel. Nie było termometru, rękę się wkładało do pieca i badało, czy dobra temperatura, ale myśmy się na tym nie znali, tośmy spalili, ale później już niezłe chleby nam wychodziły. Jeśli chodzi o gotowanie i pieczenie to wszystkiego nauczyłam się w klasztorze, przy starszych siostrach, bo zawsze młodsze siostry są przy starszych, które przekazują swoje umiejętności i wiedzę, to najlepsza szkoła.

Kiedy siostra wstąpiła do Zgromadzenia Córek Bożej Miłości?

- Jak miałam dwadzieścia lat. Zgromadzenie pochodzi z Wiednia, założyła je Bawarka Franciszka Lechner w 1868 roku, w Polsce mamy kilkanaście domów. Naszym charyzmatem jest służenie innym, pomoc potrzebującym, a działalność ukierunkowana na pracę charytatywno-wychowawczą: opieka nad dziećmi, praca z dziewczętami, katechizacja w przedszkolach, szkołach, praca przy parafiach. Wszystkich Córek Bożej Miłości jest około 1200, w Polsce około 200 sióstr.

W jaki sposób siostra stała się nadworną kucharką ojców jezuitów w Krakowie?

- Nasze siostry pracowały już w kuchni jezuitów na ulicy Kopernika. Ojcowie przychodzą na Pędzichów, gdzie mamy główny dom prowincjalny odprawiać msze święte, a siostry pracują w kuchni na Kopernika. Pracuję tam od siedemnastu lat. Dawniej były dwie kucharki, zostałam sama i mam dwie panie do pomocy. Codziennie gotujemy dla dwudziestu jezuitów.

Jak to się stało, że siostra zaczęła wydawać książki kucharskie?

- Z początku, jak przyszłam na Kopernika, przełożonym był ojciec Bogdan Całka i taki brat, co ze mną przyjechał. Piekłam na niedzielę dwa ciasta, zaczęłam urozmaicać i oni wpadli na to, że mogłabym się podzielić swoimi przepisami z innymi. Smakowało im moje ciasto i tak się zaczęło. Myślałem, że jezuici wydadzą taką mała książeczkę, ale od razu zrobili album. Wyszło tych książek już kilkanaście, ludzie chętni kupują: pieką i gotują według moich przepisów, z czego się bardzo cieszę.

Skąd siostra czerpie pomysły?


- Gdy się wykonuje codziennie te same prace, to nawet z nudów coś się wymyśli. Jak ma się dwa ciasta, to z jednego trochę się weźmie, z drugiego trochę i trzecie skombinuje (śmiech).

Jaki, według siostry, jest najbardziej tradycyjny polski obiad?

- Chyba rosół z makaronem, bo to wszędzie jedzą.

A drugie danie?

- Jedni uważają kolety panierowane z kapustą zasmażaną, na Śląsku wolą roladę z kapustą czerwoną, każdy region ma swoje.

A na Podkarpaciu coście jedli w niedzielę na obiad?

- Gdy byłam w domu to mięso jadło się od wielkiego święta. Jak kura urosła, czy kogut, to się sprzedawało w mieście, stało się po szkole na targu, żeby mamusi przynieść pieniądze na podatek. Tak samo jajka nosiło się do sklepu. Cieszyliśmy się, jak czasem sklepowy, jak było malutkie jajko, nie przyjął je do skupu, to mamusia dała zjeść, bo wszystko trzeba było zanieść do miasta. Na co dzień jadło się to, co w polu urosło. Dużo mącznych rzeczy, pierogi z różnym nadzieniem, barszcz, kapusta, ziemniaki, proste, zdrowe jedzenie.

Ile lat już siostra jest w zgromadzeniu?


- Jestem 40 lat po ślubach, a jakby doliczyć czas kandydatury i nowicjatu to prawie 45 lat jestem zakonnicą.

A jak zrodziła się myśl o wstąpieniu do zgromadzenia?

- Wie pan co, że ja sama nie wiem?! Pan Bóg jak zawoła, to człowiek się nawet nie spostrzeże. Miałam narzeczonego, pojechałam do Czechosłowacji się ubrać. Nakupiłam sobie materiałów, pościel - pracowałam z niedoszłą teściową, a jak dbała o mnie! - i nagle do głowy mi przyszedł klasztor i koniec! Te materiały trzeba było zostawić bratowym, siostrom swoim, a ja do klasztoru. Lepszy okazał się habit, niż solidnie zapracowana sukienka. Pan Bóg tak chciał i nigdy nie żałowałam.

Czy można ewangelizować poprzez gotowanie obiadów i pieczenie ciast?

- Można, bo i w pracy to nawet ten trud, co jest udziałem człowieka, można ofiarować. Na przykład teraz, latem, jak taki upał, gorąco, ileż można ofiarować za ludzi, ileż teraz świat potrzebuje modlitwy, nawet nasza ojczyzna, Polska. Ile teraz ludzie niewinnych ginie, ile ludzi głoduje, co świat powinien wyżywić, a wydają pieniądze na zbrojenia. Trzeba za ludzi się modlić, ofiarować swój trud w kuchni, nawet jak się, jakieś akty strzeliste przy gotowaniu  wypowie, to mnie się wydaje, że komuś to pomoże...

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Henryk Szewczyk


Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu