Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 23 kwietnia. Imieniny: Ilony, Jerzego, Wojciecha
15/01/2019 - 15:05

Najpierw starosta teraz małopolski dyrektor. Jak Pławiak dostał taką fuchę

Po czterech latach rządów w powiecie poszedł do odstrzału. Partyjni koledzy z Prawa i Sprawiedliwości, choć jego rządy chwalili, po wygranych wyborach na stanowisku starosty obsadzili Marka Kwiatkowskiego. Niektórzy obstawiali, że wróci do zawodu nauczyciela. Nie wrócił, bo dostał od PiS-wców z województwa nową, dobrą posadę dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Kto rozdawał te karty?

Z nowym dyrektorem Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Nowym Sączu rozmawia Jagienka Michalik  

Kiedy PiS pana zatopił w starostwie, wszyscy się zastanawiali, gdzie pan wypłynie. No i wypłynął pan, w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego. Jako dyrektor. Teraz z kolei wszyscy zachodzą w głowę, jak pan dostał taką dobrą, jak się mówi na mieście, fuchę, czy może powiem bardziej elegancko, posadę.
-Wolę elegancko, posadę. Jak było w starostwie, wiadomo i nie chcę już do tego wracać. Po wyborach przebywałem na rekonwalescencji, którą planowałem wcześniej, ale nigdy nie było na to czasu, choć miałem problemy zdrowotne. Do szóstego stycznia byłem na zwolnieniu lekarskim. W międzyczasie dostałem propozycję, żeby pokierować MORD.

Tak pan mówi oględnie „dostałem propozycję”… Ale jak to z tą propozycją było. Tak nagle zadzwonił telefon z urzędu marszałkowskiego, któremu ośrodek podlega?
-Proszę mi wierzyć nigdzie się nie ruszałem i nie szukałem fuchy, jak się pani wyraziła. Nie ukrywam, że to propozycja, którą dostałem od pana marszałka Witolda Kozłowskiego, z którym znamy się od wielu lat i zna moje kompetencje. 

Usłyszał pan w słuchawce: słuchaj Marek może byś tak został dyrektorem MORD…
-Jak i o czym rozmawialiśmy z panem marszałkiem, tego pani nie powiem. Mogę tylko zdradzić, że rozmawialiśmy nie tylko telefonicznie. Jeszcze przed moim odejściem ze starostwa dyskutowaliśmy o różnych sprawach. Zresztą, marszałek był obecny podczas  pierwszej sesji nowej kadencji rady.

Już wtedy panu napomknął, że choć PiS tak pana okrutnie potraktował, nie zostawi pana na lodzie?
-Na jakim lodzie? O zatrudnienie byłem spokojny. Przecież miałem zagwarantowane zatrudnienie w szkole. Naprawdę o inną pracę nie zabiegałem, nie jeździłem i nie prosiłem. Przypuszczam, że pewne decyzje rozstrzygały się podczas mojej rekonwalescencji. A jeśli chodzi o mnie, przecież zyskałem wysoka ocenę wyborców , jak również dobrą opinię osób, które pełnią znaczące funkcje. Jak sądzę pan marszałek docenił moją dotychczasową pracę.

Kiedy otrzymał pan tę propozycje, nie pomyślał pan: matko kochana, byłem dyrektorem szkoły, byłem starostą, ale Ośrodek Doskonalenia Ruchu Drogowego? W życiu czymś takim się nie zajmowałem.
-Nie. Nie pomyślałem tak. To nie był z mojej strony akt desperacji. Proszę mi wierzyć, że otrzymałem też inne intersujące propozycje pracy.

A jakie to były propozycje?
-A to już jest moja słodka tajemnica. Takich spraw się nie ujawnia. Mogę tylko powiedzieć, że nie jestem kimś, kto siedzi od pierwszego do pierwszego i czeka na wynagrodzenie. Nie bałem się, kiedy zostałem starostą, bo wiedziałem co potrafię i czego mogę się po sobie spodziewać. Tym razem też nie było we mnie obaw. Tę pracę traktuję jak wyzwanie i kolejne doświadczenie.

Och,  to o wyzwaniu to takie okrągłe, oklepane zdanie każdego, kto obejmuje nową posadę. Musiał pan mieć jakieś wątpliwości,  musiał pan rozważać jakieś za i przeciw.
-Jeśli w ogóle rozważałem jakieś opcje, to przede wszystkim nie chciałem zostać w Krakowie, bo to wyzwanie natury logistycznej i w grę wchodziłyby albo dojazdy do Krakowa albo mieszkanie w Krakowie. Praca w Nowym Sączu była dla mnie rozwiązaniem optymalnym.

To pomówmy o tym wyzwaniu.  Praca starosty i zarządzanie Małopolskim Ośrodkiem Ruchu Drogowego to są zupełnie dwie różne bajki. Tam było więcej polityki, określone wpływy czy umocowanie przekładały się na skuteczność. Na nowej posadzie musi być pan bardziej menadżerem.
-Kiedy cztery lata temu zostałem starostą powiedziałem, że lubię się uczyć. To samo mogę powiedzieć i dzisiaj. Może z nazwy to jest ośrodek małopolski, ale jego zakres działania w porównaniu z zakresem zadań starostwa jest dalece mniejszy.

Chce pan powiedzieć, że ta praca jest łatwiejsza?
-Powiedziałbym, że to moje nowe zajęcie wymaga umiejętności w zarządzaniu firmą i wymaga też wiedzy merytorycznej dotyczącej egzaminowania, co jest podstawowym zadaniem ośrodka. W zarządzaniu jestem dobry i mam doświadczenie. Tego się nauczyłem w szkole. Chodzi zarówno o kontakt z personelem jak i obrót finansami. Starostwo to było wielkie wyzwanie, z dużym budżetem i wymagało sporych kompetencji, które trzeba było posiąść. Tak więc do zarządzania w MORD jestem przygotowany. Po tygodniu pracy mogę powiedzieć, że jest zdecydowanie łatwiej niż w powiecie.

W starostwie, co pan podkreślał, musiał się pan nauczyć geodezji, żeby zabrać się za porządek wydziale, gdzie panował totalny bałagan. Teraz też nauczy się pan egzaminowania kierowców i też zabierze się pan za generalne porządki?
-Jeśli  będzie tego wymagała firma, to tak. Dyrektor odpowiada za całość. Po ponad tygodniu mojej pracy w zarządzanie jestem już wprowadzony.

Jak panu idzie z tym zarządzaniem?
-Idzie mi dobrze, bo mówią, że niegłupi ze mnie gość (śmiech).  Od pierwszego dnia wiedziałem od czego zacząć. Poprosiłem o dokumentację finansową i wszelkie regulaminy. Wcześniej zapoznałem się ze statutem i zadaniami ośrodka. Zarządzanie dotyczące finansami i sprawami organizacyjnymi ogarnąłem w ciągu trzech dni.

I co panu wyszło z tego ogarniania? Dostrzegł pan coś, co spowoduje, że chwyci pan za miotłę?
-Nie lubię miotły. Jeśli powiedziałem, że zająłem się najpierw kwestiami związanymi z zarządzaniem, to muszę też najpierw wiedzieć, jakie są uwarunkowania prawne związane z charakterem działalności, regulaminami, począwszy od organizacyjnego, a skończywszy na wynagradzaniu.

Czyli na razie robi pan rekonesans.
-Spotykam się z kadrową, główna księgową… to konieczne, żebym mógł zacząć coś robić w sferze merytorycznej. Pomijam szkolenie, bo jako nauczyciel nie mam z tym żadnego problemu, natomiast jeśli chodzi o egzaminowanie, to w tym tygodniu zamierzam się spotkać ze wszystkimi egzaminatorami, bo stanowią połowę kadry pracowniczej. Przede wszystkim chciałbym ich posłuchać  i dowiedzieć się jakie mają oczekiwania, ale też powiedzieć jakie są moje oczekiwania wobec ich pracy.

Kiedy przychodzi nowy dyrektor, dobiera sobie nowych współpracowników. Czy w MORD szykuje się jakaś rewolucja kadrowa? To ostatnio Nowym Sączu jest na topie, szczególnie w sądeckim magistracie.
-Odcinam się od tego, co dzieje się w ratuszu, bo to nie moja sprawa, natomiast jeśli chodzi o ośrodek to jako nowy dyrektor będę współpracował z tymi, którzy już tu są, ale ponieważ nastąpiła zmiana, będzie też nowy zastępca.

Wszystkie wróble na dachu ćwierkają, że to Artur Czernecki na bank będzie pana zastępcą.
-Faktycznie jakieś ćwierkanie słyszałem, jednak nie podjąłem jeszcze decyzji i  nie prowadziłem rozmów w tej sprawie. 

Może zamierza pan ściągnąć kogoś ze starostwa…
-W starostwie zostali bardzo dobrzy i dobrzy pracownicy. Są urzędnikami i nie ma znaczenia kto jest starostą. Powinni tam pracować. Na pewno nikogo stamtąd nie ściągam. 

To, gdzie ma pan te zasoby kadrowe?
-One już tutaj są i je wykorzystam. Decyzję w sprawie zastępcy podejmę w tym tygodniu. Więcej już nie zdradzę.

[email protected] fot. archiwum

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku