Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 28 czerwca. Imieniny: Florentyny, Ligii, Leona
przewiń w dół
Data Publikacji: 
20/04/2017 - 07:00

Robert Sobol opowiada o walce z rakiem prostaty: Chłopy badajcie się!


Robert Sobol, były sądecki radny, w największym ogólnopolskim portalu opowiada o swojej walce z rakiem prostaty. Dlaczego to robi? Jest jedną z twarzy ogólnopolskiej kampanii, która ma podnieść świadomości społeczną na temat problemów zdrowotnych mężczyzn. - Nie epatuję w ten sposób moją chorobą - tłumaczy Sobol. -Chcę tylko powiedzieć innym mężczyznom: Chłopy, badajcie się. Ja też nie wierzyłem, że badania są ważne, dopóki sam nie poznałem diagnozy.

Zdjęcie dobrze znanego w Nowym Sączu Roberta Sobola ilustruje w ogólnopolskim portalu Wirtualna Polska artykuł o mężczyznach, którzy walczą z rakiem prostaty.

Dlaczego z taką otwartością zdecydował się mówić w mediach o swojej chorobie? - pytamy sądeczanina

- Pewnie znajda się tacy, nie tylko w Nowym Sączu, którzy powiedzą, że epatuję swoją chorobą. Ale mnie chodzi tylko o to, żeby mężczyźni się badali. Ja sam wcześniej nie zawracałem sobie tym głowy. Poszedłem do lekarza dla żony, żeby ją uspokoić. Gdyby nie ta wizyta, to nie wiadomo, jak długo bym jeszcze pożył.

Przeczytaj też Chciałby dawać nadzieję chorym na raka

Zmagający z rakiem prostaty Sobol, zaangażował się w ogólnopolską kampanię Fundacji Movember, która ma podnieść świadomości społeczną dotyczącą problemów zdrowotnych mężczyzn. Nazwa fundacji to zbitka angielskich słów moustache -wąsy i November -listopad. To miesiąc, kiedy Movember, organizuje akcję pod hsłem „Zapuść wąsy dla jaj”. Jak co roku u kilku mężczyzn, także i u Roberta Sobola, pojawi się zarost. Pytanie, ilu z nich rzeczywiście pójdzie się zbadać.

Przeczytaj też Choroba – to nie przeszkoda, by nieść pomoc innym i cieszyć się życiem

- Moja historia opowiedziana na łamach Wirtualnej Polski być może przekona niektórych facetów, żeby naprawdę trzeba to zrobić - tłumaczy w rozmowie z naszym portalem  Sobol.

Sądeczanin z pełną szczerością mówi w ogólnopolskim portalu o tym, że sam nigdy o badaniach nie myślał. Swoim uporem nakłoniła go do tego żona.

– Jeżeli nie chcesz dla siebie, to chociaż zrób mi przyjemność – powtarzała.

Zrobił to - jak wspomina - dla „świętego spokoju”. To była tylko fiolka krwi, która przyniosła niepokojący sygnał, że trzeba zrobić biopsję. A potem usłyszał diagnozę. Rak prostaty. I nie mógł zrozumieć, że jest chory.

– Praktycznie nie było chwili, żebym nie myślał, co będzie dalej. Jak to się wszystko potoczy? Mówiąc wprost – czy umrę, a jeżeli tak, to kiedy? W zasadzie zastanawiałem się, jak sobie poradzą żona i dzieci. Co mam jeszcze do zrobienia? Czy zdążę? – mówi.

Sobol opowiada również o tym, jak trudno było powiedzieć o wszystkim najbliższym, którzy po tym, jak dowiedzieli się, że ma raka, stali się dla niego ogromnym psychicznym wsparciem. Bo każdy, kto mierzy się z nowotworem, mierzy się także z lękiem przed śmiercią.   

– Uważałem, że to za wcześnie. Dużo za wcześnie. Gdzie matura Darii, potem studia, mąż, wnuki? Gdzie praca i rodzina Artura? A w końcu nasze plany o wspólnym sympatycznym zestarzeniu się, opiekowaniu się wnukami, podróżach, czytaniu książek, a w końcu zwyczajnym byciu razem? – wspomina na łamach portalu wp.pl

W domu - opowiada Robert Sobol - robili wszystko, żeby było normalnie. A potem najtrudniejszy moment. Operacja, przed którą nie wiadomo było, kto kogo pociesza. Zabieg trwał blisko siedem godzin.  

Raka udało się pokonać, choć Robert musi jeszcze walczyć z powikłaniami.

- To już jednak inny rodzaj zmagania się z chorobą. Najważniejsze, że pokonałem nowotwór.  I teraz chcę, żeby inni nie bali się pójść do lekarza, żeby sprawdzić czy są zdrowi. Byłem świadkiem rozdzierających historii. Chorują tak samo wszyscy. Biedni, bezdomni, ci co mają pałace. Na tym to polega, że choroba sięga po wszystkich- mówi na łamach wp.pl Sobol. - Chłopy, badajcie się. Nie zwlekajcie. To tylko fiolka krwi, która pobrana w odpowiednim momencie daje sygnał, że czas na akcję „pożegnanie raka”. Pamiętajcie, mnie nic nie bolało, nie miałem żadnych objawów. Tak jak jedni chorują na grypę, przeziębienie, tak ja zachorowałem na nowotwór.

Kampania Fundacji Movember to kolejna ogólnopolska akcja, w której Robert Sobol ma swoją cegiełkę. W maju tego roku był jeszcze " OnkoRejs – wybieram Życie!".Grupa osób po chorobie onkologicznej i ze stwardnieniem rozsianym popłynęła  z Gdyni do Kłajpedy na pokładzie „Zawiszy Czarnego”.

- To była akcja dodania nadziei i siły osobom będącym w trakcie leczenia i  promocja profilaktyki - tłumaczty w rozmowie z Sądeczaninem Robert Sobol. - Ale dla mnie udział w rejsie miał szczególny charakter. To było pokonywanie barier. Nie tylko lęku przed chorobą. Także panicznego lęku przed wodą. Przeżycie naprawdę niezwyczajne.

***

- Chłopaki nie płaczą. Nie załamują się. Są zawsze na wszystko gotowi. A już na pewno nie chorują. No dobrze, czasem chorują, ale z pewnością nie na nowotwory. Rak jąder i rak prostaty to nie potwory z filmowych horrorów – piszą pomysłodawcy polskiej akcji Movember na swojej stronie internetowej.

Rak jądra dotyka głównie mężczyzn między 14. a 34. rokiem życia. Rak prostaty - już po 45. roku życia. Choć nowotwory są najczęstszą przyczyną śmierci mężczyzn w Polsce, to mówienie o nich, a zwłaszcza o tych atakujących okolice intymne, jest tabu. Częściej można przeczytać o historiach kobiet, które z rakiem wygrały. Panowie o swoim zdrowiu rozmawiać nie potrafią.

To właśnie próbują zmienić inicjatorzy Movember.

Agnieszka Michalik, fot archiwum prywatne Roberta Sobola


czerwcowy miesięcznik Sądeczanin




Komentarze Facebook

Najczęściej Czytane ________________________________________________________________________________________________________________________________________________