Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 21 sierpnia. Imieniny: Franciszka, Kazimiery, Ruty
08/06/2018 - 13:00

Teatr mój widzę… w Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju (13)

Rozmowa z Mariuszem Kłapaczem, nauczycielem polonistą w Bereście, instruktorem teatru dziecięcego działającego przy obchodzącym w tym roku 40-lecie Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju.

Mariusz KłapaczOd kiedy prowadzi Pan zajęcia teatralne? 
- Mam przyjemność pracować z młodzieżą od 2006 roku, a od 2009 roku pod egidą Centrum Kultury. Przez te lata udało nam się przygotować wiele ciekawych spektakli, czy wziąć udział w wielu imprezach.

 Jest Pan z Grybowa…
- … mieszkam w Białej Niżnej a teatr prowadzę w Bereście, teatr, który działa dzięki poparciu krynickiego Centrum Kultury.

 Teatr jest dla Pana fascynujący?
- Oczywiście. Moje fascynacje teatrem i kabaretem zaczęły się już gdy chodziłem do szkoły średniej. W szkole należałem do grupy kabaretowej, która uświetniała wiele szkolnych imprez. Przy czym nie angażowałem się w granie na scenie, ale interesowało mnie przede wszystkim pisanie scenariuszy spektakli. I tak pozostało do dziś.

Ale przecież nie tylko pisze Pan scenariusze, co widać podczas Przeglądu Artystycznego Dzieci i Młodzieży. Przede wszystkim pracuje Pan z licznymi grupami teatralnymi. Obecna grupa nazywa się Ekstremalną Grupą Teatralną Berest.
- Ta nazwa wzięła się stąd, że występujemy w różnych miejscach i nie zawsze na  scenie. Ale zawsze potrafimy się do każdego miejsca dopasować. Najmniejsza scena, na której występowaliśmy miała raptem 4 metry kwadratowe powierzchni. Jeździmy ze spektaklami po różnych miejscach. Uwielbiamy przyjeżdżać do pasieki pana Jacka Nowaka w Kamiannej. Jesteśmy zafascynowani tym miejscem. W tym roku też tam byliśmy i wystawiliśmy „Legendę o kamiańskich miodzikach”, promując w tej sposób tą wspaniałą miejscowość.

Pana grupa teatralna liczy kilkadziesiąt osób. W jaki sposób pracuje Pan z dzieciakami?
- Dzielę dzieci na grupy. Tak łatwiej jest pracować. Staram się więc tak organizować zajęcia, aby wszystkie dzieci w danym momencie miały pole do popisu, aby były zaangażowane. I wtedy nam to najlepiej wychodzi.

Jak doszło do nawiązania współpracy z Centrum Kultury?
- Przez Przegląd Artystyczny Dzieci i Młodzieży. To był 2007 rok, wystawialiśmy „Legendę o krakowskim hejnale”. Udało nam się wtedy zająć pierwsze miejsce, zdobyliśmy nagrodę Grand Prix. Na następny rok przyjechaliśmy z trzema różnymi grupami i znowu odnieśliśmy sukces. Ówczesna dyrektor Centrum Kultury, pani Julia Dubec-Dudycz, zaproponowała nam współpracę i tak to się zaczęło. Do dziś bardzo dobrze nam się ta współpraca układa. Mamy zapewnioną wszelkiego rodzaju pomoc ze strony Centrum Kultury, za co serdecznie dziękujemy.

Rozmowa z Mariuszem Kłapaczem

Podtrzymuje Pan tradycję teatru krynickiego, który w latach 80., 90., świetnie działał i dał się poznać w całej Polsce, nawet na deskach teatru Kwadrat w Warszawie.
- Bardzo się cieszę, że mogę kontynuować tak wspaniałą tradycję.

Zatem jak się ma teraz teatr na peryferiach miasta?
-  Całkiem nieźle. Co roku mamy olbrzymi nabór. Zazwyczaj wygląda to tak, że pracujemy nad sztuką, a potem ją wystawiamy. Dzieciaki patrzą, że to się podoba, że publiczność przychodzi i ich chwali, więc chcą pracować. Prawda jest taka, że najlepszą reklamą spektaklu jest jego wystawienie. Dzieci oglądają i przychodzą z pytaniem, czy mogą się zapisać do teatru.

Czyżby zrobiła się moda na teatr?
- Tak. Co roku zgłasza się kilkadziesiąt dzieciaków. To cieszy.

Jakie tematy poruszają przygotowane przez Pana spektakle?
- Różne, także bardzo współczesne. Niedawno mówiliśmy o anoreksji. Mówiliśmy też o uzależnianiu od komputera. Nie tylko nawiązujemy do klasyki, ale także pokazujemy cywilizacyjne problemy.

Centrum Kultury w Krynicy obchodzi w tym roku 40-lecie. Czego Pan by życzył tej placówce?
- Udanych imprez kulturalnych, zdrowia wszystkim pracownikom i przede wszystkim aby zawsze w szeregach Centrum było wiele wspaniałej i utalentowanej młodzieży.

Jak Pan widzi przyszłość teatru amatorskiego działającego w strukturach Centrum?
- W świetlanych barwach. Choć w dzisiejszych czasach ciężko jest młodzież zachęcić do działania. Proszę popatrzyć ile boisk jest pustych. Było to nie do pomyślenia w czasach mojego dzieciństwa. Młodzież teraz dużo czasu spędza przed komputerem. Ale z drugiej strony obserwując nasze spektakle czuje się głód teatru. Publiczność chce przychodzić na widowiska. Bo tak naprawdę potęgą była, jest i będzie kultura. I musimy stać na jej straży. Wierzę, że sztuka nigdy nie umrze. A więc i teatr będzie żył.

Rozmawiała: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz i Andrzej Kotlarz. Fot. Andrzej Kotlarz

Rozmowy o historii Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju, które w tym roku obchodzi 40-lecie, można też usłyszeć na antenie Radia RDN, w każdy wtorek o godz. 10.10. Zapraszamy!

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu