Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 18 sierpnia. Imieniny: Bogusława, Bronisława, Ilony
przewiń w dół
Data Publikacji: 
12/08/2017 - 11:55

Poeci Sądecczyzny: Tadeusz Basiaga


Przygodę z wierszami i opowiadaniami rozpoczął w 1988 r. Wtedy pojawiły się jego pierwsze publikacje. Dzisiaj jest autorem licznych tomów poezji.

Tadeusz Basiaga urodził się 26 września 1960 r. w Nowym Sączu. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 2 im. Królowej Jadwigi oraz do I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza. Po maturze pracował w opiece społecznej w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym. W 1982 r. podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, których nie ukończył ze względów zdrowotnych. Pracował w różnych zawodach m.in. w Wojewódzkiej Radzie Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych. Od 1976 r. należał do Klubu Tatrzańskiego przy PTTK „Beskid”. W 1983 r. założył wraz z kolegami Klub Wysokogórski. Wspinał się aktywnie przez siedem lat w Tatrach i różnych grupach skałkowych na terenie Polski. Miał też przygodę w latach 70. z piłką ręczną w klubie Dunajec.

Od 1988 r. publikował swoje wiersze i opowiadania. W 1994 r. w „Almanachu Sądeckim” (nr 6) ukazał się jego arkusz poetycki pt. „W mojej bajce”, a rok później w nr. 11 drugi arkusz poetycki pt. „Czas pamięci”. Drukował też wiersze i prozę w „Pierwszym spotkaniu” – zeszycie literackim Klubu Literackiego „Sądecczyzna”, którego był jednym z założycieli oraz w „Akcencie” i „Toposie”. Debiutował tomem poezji „Przebudzenie”. Pierwotnie miał się on ukazać w wydawnictwie Iskry w 1990 r. Oto kolejne książki Tadeusza Basiagi: „Wiersze” składające się z dwóch części: „Miłość i miłość” oraz „Słońce depresji, Codzienny wiersz”, „Jeden liść”, „Ku ciszy” oraz wspólnie z Markiem Jerzym Stępniem „Wiersze”. W marcu 2013 r. Sądecka Biblioteka Publiczna im. Józefa Szujskiego zorganizowała „Spotkanie z poetą” z okazji 25-lecia jego pracy twórczej.

Zobacz także: Poeci Sądecczyzny: Piotr Krzykalski

Debiutancki, niewielkich rozmiarów tomik poezji sygnalizuje narodziny dojrzałego poety. To krótkie nasycone metaforą wiersze, których treść wyrasta ze zderzenia znaczenia słów. W tym sensie jest ona nowoczesna. Nie na rymie i nie na rytmie zasadza się konstrukcja tych wierszy, a na wiwisekcji języka, na kontrastach kulturowych. Podmiot liryczny poszukuje odpowiedzi na pytania egzystencjalne, na pytania, które rodzi życie, a zwłaszcza konfrontacja z czasem: „kim jestem teraz, gdy wszystkie wyjścia i wejścia zamknięte” (Piekło). Przy pomocy mitologii (Syzyf, Minotaur, Ikar) próbuje odpowiedzieć na istotne pytania współczesności, podobnie w wierszu „Różaniec”, gdzie poprzez trawestację pieśni różańcowej wyraża zwątpienie, stawia pytania, takie jak w wierszu „Słabość”: „Czy znajdę coś, gdy spalasz świątynie w nieznanym mi celu”.

Zobacz także: Poeci Sądecczyzny: Andrzej Górszczyk

Zbigniew Jerzyna w recenzji tomu zauważył, że „jest to czysta, oszczędna i mądra liryka przypominająca wczesne wiersze Tymoteusza Karpowicza. Bardzo często oparta na koncepcie, posługująca się aluzją kulturową i historyczną. Bez wątpienia jest to poezja o dużej urodzie i myśląca”. A krytyk literacki Julian Kornhauser dodał, iż autor „zadziwia umiejętnością konstruowania wiersza (powściągliwość, gradacja napięcia, pointa)”.

Tom „Wiersze” składa się z dwóch odrębnych części. Pierwsza pt. „Miłość i miłość” diametralnie różni się od „Przebudzenia”. Posiada on wyraźną strukturę trójdzielną. Rozpoczyna się od pełnego radości hymnu na cześć miłości, pojawia się ona „wysnuta z marzeń”, padają zwroty „razem”, „dotyk ust”, „uśmiech”, „kocham cię”. To bardzo bezpośrednie wiersze, pełne emocji, uczucia, które z czasem zmieniają nastrój na żal po stracie ukochanej osoby: „odeszłaś drogą najdalszą”. Całość zamyka tekst „Droga życia”, poświęcony córce, ujęty w konwencję stacji drogi krzyżowej. Druga część tego tomu pt. „Słońca depresji” jest jakby konsekwencją sytuacji zarysowanej wcześniej. To myślenie o życiu, w którym zamiast zmartwychwstania powszechne umieranie. Są tu teksty pełne pesymizmu, zwątpienia w sens życia, refleksji o pokoleniu bez przyszłości, o samotności. W porównaniu z poezjami z „Przebudzenia”, które były bardzo emocjonalnie sterylne, tu mamy erupcję uczuć, wyznań, zwątpień podmiotu lirycznego. To inna poezja, to poezja bardzo osobista.

Zobacz także: Poeci Sądecczyzny: Antoni Kiemystowicz

Tom „Codzienny wiersz” nawiązuje do debiutu poety. Wraca w nim bowiem do kwestii par excellence egzystencjalnych. Dominuje tu motyw upływającego czasu: „kaleki czas”, „minął mój czas”, „uciekam od czasu”. Pojawiają się rozważania o przemijaniu, o śmierci, wiersze pełne zwątpienia. To krótkie, oszczędne w słowa, dobrze skomponowane, bardzo smutne poezje. Ta tendencja do kompresji słowa jeszcze się pogłębi w niewielkich rozmiarów tomiku „Jeden liść” (dwadzieścia osiem wierszy) kontynuujących tematykę egzystencjalną. Niektóre  z nich mają wręcz fakturę aforystyczną. Podobnie „Ku ciszy”. Tutaj obok tekstów wspomnieniowych („Matce”, „Odejście matki”), o życiu, tęsknocie, radości, nadziei pojawia się temat nowy, wynikający z doświadczeń taterniczych poety („Biała woda”, „Skała”, „Wspinaczka”, „Szczyt”, „Taternik”). I ostatni, jak dotąd, wspólny z Markiem Jerzym Stępniem tom „Wiersze” w części zawierającej utwory Basiagi zatytułowany „Motyle” kontynuuje dotychczasowe doświadczenia poety, wzbogacając je o tematy z doświadczeń studenckich (wizyta papieża Jana Pawła II w Krakowie). To dobra, refleksyjna poezja, poezja nie proponująca prostych rozwiązań, poezja pełna zwątpień, nadziei, poezja pytań…

Bolesław Faron

Wiersze Tadeusza Basiagi:

***

Erotyk

oddech twego ciała
obejmuję ramieniem miłościwtulam się w prądy
unoszące mnie w chwilę tańca ptaka
który przebywa morze
i kotwiczy w obiecanej myśli
w skruszonej rozkoszy
i radośnie zbiera pokarm czułości
pije wodę tajemnic
rozwiązanych
w pierwszym pocałunku
owocu
jaki w nas dojrzał

***

Zapaliłem świece
cisza płonęła
oddech ożywiał cienie na stole
zbierałem krople minionego czasu
na wróżbę
dwie świece na samotność
bo brakuje tu kogoś
ta druga jest wspomnieniem
a może nadzieją
dzwonek
kolega Andrzej
butelka wina
płomienie utonęły
w rozmowy czasie
a wróżba zgasły cień
biały jak chleb krwi
na domowym
pękniętym ołtarzu

Poetyka

Zmagałem się z myślami
co byle były
w kształcie słowa
otworzyłem nurt poezji
i zakwitł dom
człowiek uwierzył
a matka pocałowała moją łzę
tak pisać

tak pisać
by wszędzie i zawsze był dom
i matka jak cień drzewa w słońcu
jak okrycie drzewa w nagły deszcz
i by papier drzewa
był piękniejszy od dębu
by kwitł i owocował
w bibliotekach świata

Wigilia

Siedliśmy razem
pełni i weseli
łamiemy się opłatkiem
wzajemnej życzliwości
życzymy szczęścia zdrowia
pomyślności
a czas przynosi
nam dziecko
tak czyste
i tak człowiecze
że tylko Bogiem
możemy go
nazwać

Rytro

schodzimy z wandą
do dworca
brat śpiewa
o moje je morje
jestem taki młody
makowica ciemnieje w zachodzie
wszystko mogę wszystko się uda
pociąg odjechał
nie ma wandy
pusty pokój
nic nie mogę nic się nie udało
każdego wieczoru
schodzę z wandą i bratem
na pociąg
może nie odjedzie

***

Choć jestem poetą
nie cierpię za miliony
cierpię indywidualnie
sam za siebie
nikt też nie musi
umierać za mnie
umrę sam za siebie
moje grzechy są moją
własnością prywatną
tylko ja mogę
zatrzymać je lub odpuścić
sobie

Taternik

ściana trwanie
jak bardziej odczuć
życie piękno
- możesz iść
- idę

w moich rękach
odtwarzam rzeźbę
Tatr
odtwarzam siebie

O roku ów

miasto żyło tobą
po mszy na błoniach
szybko do książek
nie mogłem się uczyć
coś się kończyło
w tym kraju
u mnie
rozstawałem się z oczami
w których chciałem widzieć siebie
pękł nasz związek
jak korale rozerwane od ciebie
posypały się na bruk dni
nie były już razem
wieczorem przy oknie
twoje błogosławieństwo
nie wiedziałem
gdzie iść
gdzie dojdę
jakie będzie jutro
marzenia złudzenia sny
czy żal





Komentarze Facebook