Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 29 kwietnia. Imieniny: Hugona, Piotra, Roberty
przewiń w dół
Data Publikacji: 
16/03/2017 - 13:25

Pacyfikacja Barnowca przez UB. Homilia ks. Wąsika [pełny tekst]


"Chłopcy z "Żandarmerii" to nie byli byle jacy ludzie lasu" - powiedział w niedzielę 26 lutego w Czaczowie ks. Seweryn Wąsik SJ.

Przed ponad dwoma tygodniami w Czaczowie uroczyście uczczono 70. rocznicę pacyfikacji sąsiedniego Barnowca przez UB i KBW.

28 lutego 1947 roku po nieudanej obławie na partyzantów PPAN, ubecy zemścili się na bezbronnych mieszkańcach Barnowca. Osiemnastoletniego Adama Klimczka zakatowali na śmierć, 37. mieszkańców pognali do Maciejowej, a potem wywieźli ich na UB w Nowym Sącz, gdzie czekały ich tortury. 12 osób otrzymało wyroki więzienia, gdzie stracili zdrowie.   

Uroczystość rozpoczęła msza św. w kaplicy w Czaczowie, a potem na boisku Szkoły Podstawowej odbyła się inscenizacja potyczki partyzantów z UB  w wykonaniu rekonstruktorów z PTH.      

Na prośbę Czytelników publikujmy pełny tekst homilii jezuity z Krakowa, ks. Seweryna Wąsika SJ.

**
„Nikt nie może dwom panom służyć” - powiedział nam Jezus w dzisiejszym fragmencie Kazania na Górze. Uczeń Jezusa, wierny uczeń Jezusa ma służyć i kochać tylko jednego Pana. I to całym sercem. W innym miejscu Jezusa nam powie: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i twoje serce”.

Możemy się zapytać, co jest moim skarbem? Co jest moim skarbem, gdy Polska już odzyskała już niepodległość lub ją cały czas odzyskuje? Komu ja służę, jakim wartościom służę? Czy moje życie ma sens?  Jaki ma sens? Czy tylko konsumpcyjny, żeby mieć lepsze samochody, lepszą pracę, większe zarobki, lepszy dom, młodszą żonę? Co  jest skarbem mojego życia?

Ale reguła o dwóch panach dotyczy nie tylko spraw niebieskich, nie dotyczy tylko Pana Boga, to jest reguła, która dotyczy też spraw ludzkich.
Spotykamy się dzisiaj na modlitwie, na Eucharystii, z okazji rocznicy tragicznej pacyfikacji Barnowca. Właśnie mieszkańcy tej ziemi zapłacili wysoką cenę, bo służyli jednemu panu.

By wytrwać w jedności przy prawdziwym Pana, przy wolności, przy wolnej Polsce, nie przyjęli nowego pana, którego przywlekły sowieckie i współpracujące z nimi bagnety. To są ludzi, których dzisiaj wspominamy  i z „Żandarmerii” i   tych, którzy im pomagali, to są ludzie, którzy nie przyjęli nowego pana.
Wspominamy wydarzenie, które miało miejsce już  4 lata po wojnie. Kiedy czołgi przejechały przez Nowy Sącz, kiedy czołgi zdążyły już wrócić z Berlina ci ludzie dalej nie pogodzili się z tą sytuacją polityczną, która była beznadziejna.

Oni pozostali przy jednym Panu, przy jednej miłości, a ta miłość - możemy powiedzieć za kardynałem Wyszyńskim – „Dla nas po Bogu największa miłość to Polska”.

Morze krwi

Czy ja to jestem w stanie uczciwie dzisiaj przed ołtarzem powiedzieć, czy jestem takim patriotą, czy też jestem patriotą, który się sprzeda za jakąś obietnicę?
Tych ludzi, bohaterów, których dzisiaj będziemy wspominać, których  wspomnieliśmy w apelu poległych, których będziemy wspominać przy rekonstrukcji, oni potem byli dręczeni za to, że służyli jednemu Panu.

Gdy czyta się wspomnienia z pacyfikacji Barnowca i wspomnienia z katowni Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Sączu, to to co rzuca się, przynajmniej to co się rzuca księdzu, który czyta te wspomnienia, to jest morze krwi.

W niektórych chatach w Barnowcu po wizycie katów z Urzędu Bezpieczeństwa zostały kałuże krwi. Widziały to dzieci, widziała to żona, widziała to rodzina, widzieli to sąsiedzi. To była wizyta katów i tak samo ci ludzie, którzy zostali aresztowani i wywiezieni do Nowego Sącza lub do Krakowa to oni pamiętali, że tylko z nich ciekła krew.

Żeby służyć jednemu panu, kochać jednego pana - płaci się cenę krwi. I taki też był Jezus, który powiedział, że oddaje życie za swoich przyjaciół. On oddal za nas Swoje życie, najcenniejszą rzecz jaką miał. Jezus nie mógł dać nam nic więcej oprócz Swojego życia.

W świecie Jezusa, gdy powiedziało się o kimś, jestem twoim przyjacielem, to miało to dwie konsekwencje. Pierwsza, że mogę ci oddać połowę majątku. Jeżeli ktoś zadeklarował publicznie przyjaźń z drugim człowiekiem, to, jeżeli przyjaciel powiedział, że jest w biedzie, mógł poprosić przyjaciela, żeby podzielił  się majątkiem.

Ale druga konsekwencja przyjaźni w czasach Jezusa, to było to: przyjdę i jak będę potrafił to ciebie obronię, oddam za ciebie życie, bo jesteś moim przyjacielem. Dlatego Jezus mówiąc nam, że nie można dwóm panom służyć, On mówi też o głębokich konsekwencjach przyjaźni.

I dzisiaj wspominamy ludzi, którzy zapłacili za te konsekwencje i to przelewając swoją krew, często  niewinną. Dlatego Jezus mówi tutaj o postawach bardzo głębokich, do których musimy wracać.

Takie uroczystości jak dzisiejsza nam przypominają , co to jest przyjaźń, co to jest wierność.

Homo sovieticus, czyli ten człowiek zepsuty przez komunizm, on zatracił takie wartości jak: wierność, miłość, przyjaźń i służenie jednemu panu. Myśmy się nauczyli kolaborować, współpracować, nieraz donosić, nieraz czerpać z tego zyski. Dlatego prośmy na dzisiejszej Eucharystii, że chcemy Boga prosić  o oczyszczenie, chcemy być ludźmi wiernymi, chcemy służyć jednemu Panu.

Jezus kontynuuje dalej Kazanie na Górze: „Nie martwcie się o swoje życie”.
Jezu nie zachęca nas, żeby porzucić wszelkie troski o pożywienie, o ubiór, nie należy tak tych słów rozumieć. Jezus nam nie  mówi – zostaw pracę, bo Pan Bóg i tak ciebie wyżywi, Pan Bóg ci z nieba coś spuści.

Nie chodzi o beztroskę, byśmy mniej pracowali, nie trudzili się, nie służyli sobie nawzajem, bo wszystko spadnie nam z nieba, jak ptakom niebieskim. Jezusowi zależy na sercu ucznia, który nie będzie się dręczyć. Bo czasami jesteśmy tak zabiegani, tak zagubieni, że wyniszcza nas to zabieganie o konkretne, następne rzeczy.
Jeżeli sobie nie zaczniemy obniżać poprzeczki, to wielu ludzi się zadręczy. Wielu ludzi zaczyna nawet chorować, bo nie są w stanie zaspokoić tych dręczących różnych pragnień, bo cały czas poprzeczka jest podnoszona. Nie potrafimy się ciszyć małymi rzeczami.

Dlatego tak ważne jest to, do czego zachęca na papież Franciszek, przebywanie z seniorami, z babciami, dziadkami, bo oni potrafią się cieszyć małymi rzeczami. Oni doceniaj rzeczy najmniejsze, oni się cieszą, szczególni ci, którzy jeszcze pamiętają drugą wojnę światową.

Oni doceniają rzeczy najmniejsze i ich to cieszy, im to daje radość wewnętrzną, natomiast młode pokolenie? Młode pokolenie może zachorować na chorobę, że nigdy nie będą szczęśliwi, nigdy nie będą radośni, bo zawsze ktoś będzie mieć lepszy gadżet, lepszą komórkę, lepszy rower, lepszego quada, a potem to już się zaczynają kluczyki do samochodu.
Dlatego cieszmy się małymi rzeczami, do tego zachęca nas Jezus.

Dzielili się z partyzantami mąką

Mieszkańcy gromady Barnowca zapłacili za to, że pomagali jak mogli małymi  rzeczami. Często dzielili się z partyzantami mąką. To co można odczytać we wspomnieniach, to jest dzielenie  się rzeczami najprostszymi. Oni wiedzieli, że partyzanci tego wszystkiego będą potrzebować. Potrafili , mimo biedy powojennej, mimo kontrybucji, mimo konfiskat, potrafili podzielić się, mimo że im samym wiele rzeczy brakowało.

Pamiętajmy cały czas o bohaterskiej siostrze Herminie z Krynicy, która dostarczała do lasu komunikanty, wino, żeby ojciec Gurgacz mógł partyzantom odprawić Eucharystię. Dostarczała szaty liturgiczne, ornaty i zapłaciła za to, że po wyjściu z więzień stalinowskich nigdy nie wróciła do zdrowia.

To byli tacy ludzie, narażając swoje życie, największą wartość po to, żeby chłopcy z „Żandarmerii”  mieli w lesie odprawioną niedzielną Eucharystię. Ktoś to musiał zrobić, ktoś to musiał zanieść.
Tutaj chłopcy, ministranci się śmieją, że powiedziałem „chłopcy z "Żandarmerii”.

Część „Żandarmerii” to byli licealiści, część „Żandarmerii" to byli nawet gimnazjaliści, to byli chłopcy z szkoły handlowej z Nowego Sącza. To nie byli starsi  panowie. To byli jedni z nas. To byli nieraz wasi rówieśnicy. I to byli ludzie wielkich ideałów.  

Żeby stać się człowiekiem lasu, trzeba było kochać bardzo jednego pana, swoją Ojczyznę i Pana Boga. Dlatego z wdzięcznością możemy uczestniczyć w tej uroczystości, bo to miejscowi zatroszczyli się tak jak mogli i za to też zapłacili, a cena była wysoka.

Starajcie się najprzód o królestwo Boga i Jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane.
Jezus obiecuje, że jeżeli w życiu postawimy tylko na Boga, na Jego królestwo które się realizuje, w którym uczestniczymy, w którym żyjemy, jeżeli postawimy na Boską, nie ludzką sprawiedliwość, wszystko będzie nam dodane.

Partyzanci „Żandarmerii”, żyjąc właśnie tym, starali się najprzód o królestwo Boga, zwerbowali kapelana szpitala w Krynicy. Długo się zastanawiali którego księdza, który ksiądz pójdzie z nim do lasu i wybrali ojca Władysława Gurgacza. Zwerbowali go, choć to był młodziutki ksiądz, wyświęcony raptem w 1942 roku w Częstochowie . Jak sam mówił o sobie – jest sługą Maryi.

W tamtych czasach było to bardzo popularne, by oddać się w niewolę i w taką niewolę Maryi oddal się święty Maksymilian Kolbe, w taka niewolę oddal się Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński, w taką niewolę Maryi oddał się Jan Paweł II, Totus Tuus,  Cały  Twój, jestem całym sercem dla Maryi, dla Matki Bożej.

Takiego kapłana wybrali sobie chłopcy z „Żandarmerii”, bo chcieli żyć królestwem Boga.  Oni chcieli żyć po Bożemu, oni nie chcieli być sowieckimi partyzantami, oni chcieli być partyzantami, którzy mają w sercu Pana Boga.

"Żandarmeria" była kwiatem polskiej młodzieży

I z tej miłości do Pana Boga, drugim stopniem miłości jest miłość do Ojczyzny. Jeżeli ktoś nie kocha Pana  Boga – nie ma miłości też do Ojczyzny.
Patriotyzm to nie jest tylko postawa zewnętrzna, to jest miłość do Ojczyzny i z tej miłości wielcy bohaterowi Polski potrafili zrobić coś dobrego i to wbrew przeciwnościom. Im wcale życie się nie układało, tylko właśnie w przeciwnościach pokazujmy komu tak naprawdę służymy.

Ojciec Gurgacz pozostał z nimi na zawsze. Poprosił nawet po usłyszeniu wyroku śmierci, że jak ich będą rozstrzeliwać, to chce, żeby drużyna odeszła razem. Gdy już wiedzieli, że sytuacja jest krytyczna, gdy już padł wyrok śmierci - chcieli umierać razem. Jakby ta miłość do ojczyzny połączyła ich do ostatnich chwil.

„Żandarmeria” była kwiatem polskiej młodzieży. Mając kapelana starali się najpierw o królestwo Boga, słuchali Mszy świętej, słuchali Ewangelii, słuchali konferencji ojca Gurgacza po to, żeby w ich sercu nie zalęgły się nieciekawe postawy, a jedną z takich nieciekawych postaw jest nienawiść do wroga.

To co media chcą nam wtłoczyć teraz, to jest żebyśmy zionęli do siebie nieciekawymi uczuciami. To trzeba powstrzymywać, z tego rodzą się tragedie. I żeby powstrzymać to w oddziale, żeby ten oddział był godny Pana Boga, musiał  mieli swojego kapelana. To nie byli ludzi byle jacy, to nie byli byle jacy ludzie lasu.

Dwa lata temu, gromadząc materiały o ojcu Gurgacza, przejeżdżałem przez Brześć, dawne miasto Rzeczpospolitej. I w Brześciu, gdzie Polacy zostawili twierdzę Armia Czerwona ją rozbudowała, w tym dniu też były rekonstrukcje historyczne. I była rekonstrukcja napadu hitlerowców i obrony prowadzonej  przez Armię Czerwoną. Wiecie co było najsmutniejsze w tej rekonstrukcji? Że ludzie z miasta poubierali się w mundury NKWD.  

Ludzie z  miasta, tak jak dzisiaj będziemy oglądać rekonstrukcje bohaterów, to ludzi w Brześciu poubierali się w mundury zbrodniarzy, mundury ludzi, którzy prowadzili przesłuchania, katownie, łagry, którzy dziesiątkowali naród. I ci ludzi z dumą chodzili po mieście w tych mundurach, w Polsce rzecz absolutnie nie do pomyślenia.  

Najsmutniejsze było, jak mamy ubierały chłopców, takich jak nasi ministranci. Mamy ubierały dzieci właśnie w mundury, na których jest najwięcej krwi. To w moim sercu wywołało wielki smutek, kogo oni tam czczą za bohaterów?  

Dlatego z jeszcze większą wdzięcznością uczestniczę w tej dzisiejszej naszej uroczystości, że możemy stanąć po stronie prawdziwych bohaterów.
To co robi Instytut Pamięci Narodowej jest przywracaniem pamięci o bohaterach. My możemy uczcić bohaterów gromady Barnowca. Po wielu latach możemy o tym mówić, możemy być im wdzięczni, możemy zrobić apel pamięci, bo ci ludzie mieli być zapomniani. Pamięć o tych  bohaterach miała umrzeć.

„Wtedy od Boga każdy otrzyma pochwałę”  – powiedział w drugim dzisiejszym czytaniu święty Paweł.  A mówił to o sądzie ostatecznym:  „Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was, czy przez  jakikolwiek trybunał ludzki. Pan jest moim sędzią, Pan, który rozjaśni to co w ciemnościach ukryte i ujawni zamysły serca”.

Sprawcy pacyfikacji Barnowca nigdy nie zostali ukarani. I zostawmy to już Panu Bogu. Polacy nie wierzą w trybunały ludzkie, Polacy nie wierzą w sądy polskie, ich jeszcze „dobra zmiana” nie objęła. To jest przykre, że nie możemy liczyć jeszcze na ludzką sprawiedliwość, oby  to się powoli zmieniało.

Święty Paweł zachęca nas, żeby te stare rzeczy, jak i nowe zostawić Panu Bogu: „Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was, czy przez jakikolwiek trybunał. Pan jest moim Sędzią. On wie co jest w moim sercu  ukryte i co wiedzą o mnie ludzie".

Dlatego zobaczmy, Paweł nie boi się sądu ostatecznego, wtedy od Boga każdy otrzyma  pochwałę. Święty Paweł zachęca nas by całą ufność położyć w Bogu, nie sądzić siebie, nie osądzać bliźnich.
I tak zrobił też ojciec Gurgacz, który był wielkim optymistą, dlatego gdy usłyszał wyrok śmierci powiedział – „Wy panowie mnie nie osądzicie”.

Wy mnie nie osądzicie

On dokładnie powtórzył słowa świętego Pawła  – „Wy mnie nie osądzicie, mnie osądzi Bóg. Wy nie macie prawa skazywać nas na karę śmierci, mnie osądzi Bóg. Osądź mnie Boże i zbadaj moją sprawę, moje serce".
Dalego w chwil i męczeństwa, w chwili śmierci wiedział, że od Boga otrzyma pochwałę, tak jak święty Paweł. Oni liczyli na życzliwość, wyrozumiałość, kochającego i przebaczającego Ojca  w niebie.  
Paweł mówi nam, że każdy z nas otrzyma należne mu miejsce.  
Mnie też się wydaje, że Pan Bóg już się nie będzie babrać w tych naszych ciemnych sprawach, ale oby lista naszych pochwał była długa i tego wszystkim uczestniczącym w dzisiejszej Eucharystii życzę.

I jeżeli staniesz przed Panem Bogiem tak jak stanęli nasi bohaterowie, żeby lista pochwal była długa, żeby można było o Tobie coś dobrego powiedzieć, żeby można było o Twoim życiu wymienić litanię dobra.

Jakby po to mamy życie, po to mamy w serce, po to mamy miłość, żeby wprowadzić na ten świat jak najwięcej dobra. O to się modlimy na każdej mszy, żeby Pan odpuścił nasze grzechy i żeby z naszego serca, z naszego życia wypłynęło jak najwięcej dobra.

O to się módlmy, o to prośmy. Jakby wzorując się na naszych bohaterach, możemy ich w tym naśladować, żeby kiedyś ta lista pochwal, którą wypowie Bóg, była jak najdłuższa. To będzie moja nieprzemijająca nagroda. Bóg doceni każdy dobry nasz czyn, szczególnie który był dokonany we wrogim środowisku.

Nie jest sztuką być dobrym, no bo inni są dla mnie są dobrzy. To nie jest jeszcze wielka sztuka, tak poganie czynią. Sztuką jest być dobrym, nawet jeżeli ktoś dla mnie nie jest dobry. Sztuką jest być dobrym w czasie prześladowań, sztuką jest być dobrym, kiedy za dobro płaci się ceną swojego życia. To jest wtedy wielki czyn, to jest bohaterki czyn.
I oczywiście sztuką jest być dobrym dla swoich bliźnich, czyli dla tych z którymi mieszkam nieraz 24 godziny na dobę.

Dlatego Bogu zostawmy bohaterskich żołnierzy „Żandarmerii, ich kapelana, wszystkich Żołnierzy Niezłomnych i tych którzy im pomagali. Tych którzy przynosili im chleb, żeby nie musieli się o ten chleb troszczyć.

Każdy od Pana otrzyma hojną pochwałę i życie wieczne. Amen.   

Spisał (HSZ)  
Fot. własne

Uroczystość w Czaczowie





Komentarze Facebook