Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 26 kwietnia. Imieniny: Marii, Marzeny, Ryszarda
21/10/2018 - 11:20

Dobra książka. Sądeczanin poleca. M. Urbanek "Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie" 7

„Największym darem bogów nie jest wolność czynienia wszystkiego, co sobie człowiek zamarzy, czego mu się zachce – największym ich darem jest to, żeby mu się wciąż chciało, żeby się w nim palił płomień tej ochoty do wszystkiego.

"Widywałem Wieniawę mnóstwo razy, o różnych, wszystkich, porach dnia i nocy, w tak różnych towarzystwach, miejscach, sytuacjach – nie widziałem go nigdy zmęczonym [!]. Pamiętam jego twarz, znałem ją na pamięć, wszystkie miny, grymasy, sposępnienia i rozbłyski tej twarzy – nie pamiętam, aby kiedy ziewnął” – pisał Marian Hemar. „Paliło się w nim od głodu życia, od nieustannej ochoty – do konia, do kobiety, do nart, do podboju ludzi, do brania przeszkód, do romantycznych snów, do zawadiackich grzechów, do najbardziej i najmniej wybrednej zabawy – byle znaleźć ujście dla swojego nadmiaru, byle rozładować się z energii, która odradzała się w nim szybciej, niż ją wydawał, biła z niego jak bicz kipiącego źródła”.

Gdy jechał pędzącą z szybkością stu dwudziestu kilometrów na godzinę luxtorpedą z Warszawy na Śląsk, przez całą drogę asystował maszyniście w kabinie, emocjonując się jazdą. Wysiadając, ofiarował mu butelkę dobrej wódki i srebrną dziesięciozłotówkę z Piłsudskim. Maszynista dobrze go zapamiętał, choć z innego powodu niż słynnego tenora Jana Kiepurę, który też przyszedł do kabiny i… zażądał by zwolnić tempo. (…)

Oczekująca ambasadora na rzymskim dworcu Termini grupa Polaków usłyszała pierwszą dyplomatyczną deklarację wychodzącego z wagonu Wieniawy.

Moi państwo – powiedział – ludzie szanowani są dla swoich zalet i cnót, a lubiani tylko dzięki wadom. Ja podobno w Warszawie bardzo byłem lubiany. Obawiam się jednak, że wy tutaj będziecie mnie szanowali.

Przyjechał do Włoch w ciężkich czasach. Mógłby być najlepszym ambasadorem, ale na pewno nie w tym czasie i nie w tym kraju. On, zawsze otwarty, błyskotliwy gawędziarz, causeur, ujmujący inteligencją i dowcipem, szybko zdobywający zaufanie, przyjaciół, informacje, był najlepszym reprezentantem wszystkiego, co Polska najlepszego miała. Ale to już wtedy się nie liczyło. Wieniawa przyjechał do Rzymu z zadaniem wyrywania Włochów z objęć Hitlera, a przynajmniej przeszkadzaniem, by te objęcia nie stały się zbyt czułe. Ale to już wtedy nie mogło się udać.

Wybór fragmentów MB, na podstawie: Mariusz Urbanek, Wieniawa Szwoleżer na Pegazie, Wydawnictwo Iskry 2015 r. 

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku