Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 22 lutego. Imieniny: Małgorzaty, Marty, Nikifora
09/02/2019 - 11:40

Dobra książka. S. Quinones, "Dreamland. Epidemia opiatów w USA" (6)

Sam Quinones zajmuje się problemem uzależnienia od heroiny, która spadła na Stany Zjednoczone z niespotykaną dotąd siłą. Największy kryzys demograficzny w jednym z najbogatszych państw świata rozgrywa się na naszych oczach. Jak do tego doszło, kto zawinił, a kto miał w tym swój udział?

W 1979 roku pewien młody mężczyzna znalazł pracę w policji w Denver. Był nowy w mieście. Przyjechał tu ze swego rodzinnego Pueblo w stanie Kolorado, tuż po świeżo zerwanych zaręczynach.

Dennis Chavez nigdy nie myślał, że zostanie policjantem. Jego rodzina swoje drzewo genealogiczne wywodziła od siedemnastowiecznego hiszpańskiego konkwistadora. Cztery wieki później ojciec Chaveza był hutnikiem w Pueblo.

Pierwszych pięć lat służby spędził, ucząc się od policjanta o nazwisku Robert Wallis. Wallis był miejscową odmianą supergliny, który cały swój czas poświęcał na aresztowanie co ważniejszych podejrzanych. Wraz ze swym partnerem brał udział w kilkunastu strzelaninach, co dla Chaveza było dowodem na to, że Waliis zawsze stawał na drodze najgorszym draniom. I tak stał się dla niego wzorem do naśladowania  (…).

Szczególnie zainteresowała go heroina. W tych latach rynek w Denver kontrolowały rodziny Amerykanów pochodzenia meksykańskiego. Jednak gdy je rozpracowywał i zatrzymywał ich członków, zorientował się, że towar dostarcza im mężczyzna z położonego w Meksyku Nayaritu. Nazwa ta nic mu nie mówiła, ale przez kolejne lata wciąż się powtarzała. Nayaritańczycy sprzedawali narkotyk w postaci jeszcze mu nieznanej. Pojawiająca się dotąd na rynku w Denver heroina była jasno brązowym proszkiem. Ta z Nayaritu była natomiast ciemna, lepka i przypominała  z wyglądu ciągutki Tootsie Rolls lub szczurze odchody. Nazywano ja czarna smołą, a Chavez słyszał opowieści, że rozcieńczano ja za pomocą odparowanej coca-coli (…).

Pod koniec lat osiemdziesiątych goście z Nayaritu krążyli po śródmieściu i sprzedawali heroinę każdemu, kto do nich podszedł. Aresztował wielu z nich, znalazł nawet na mapie Nayarit, ale nadal niewiele mu to mówiło. Widział, jak przesiedli się do samochodów i dowozili towar klientom. Na dworcu autobusowym zatrzymywano Meksykanów z plecakami, w których mieli kilogram lub dwa narkotyku, ale Chavez wciąż nie miał pewności, jak – i czy w ogóle - wszystko to było ze sobą powiązane. Przynajmniej do czasu, gdy jego informator zapytał go: „Wiesz, że oni wszyscy są z jednego miasta, tak?” (…).

Cytaty pochodzą z książki :

S. Quinones „Dreamland. Epidemia opiatów w USA”, Wydawnictwo Czarne, 2018

wybór fragmentów: AU

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu

SĄDECZANIN ROKU 2018