Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 15 grudnia. Imieniny: Celiny, Ireneusza, Niny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
10/08/2017 - 10:30

Dobra książka na wakacje (3). Sądeczanin poleca „Idź własną drogą”

Masz ochotę przeczytać dobrą książkę? Polecamy "Idź własną drogą" - zapis rozmowy z Markiem Kamińskim.

- To jeden z paradoksów życia, że czasem trzeba przejść daleką drogę, żeby dojść do samego siebie. (…) Zdając sobie sprawę, jak było na Spitsbergenie i na Grenlandii, jakie to jest ciężkie, naprawdę myślałem, że może w wieku pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu lat spełnię to marzenie. A tu nagle młody, niedoświadczony chłopak zdobywa oba bieguny w rok – opowiada Marek Kamiński.

-Trzy lata przed tą wyprawą taki obrót spraw wydawał mi się równie prawdopodobny jak to, że polecę na księżyc i będę jego pierwszym amatorskim zdobywcą. Dla wielu obserwatorów to moje osiągnięcie stało się synonimem czystego sięgania po marzenia. Czystego w tym sensie, że nie musiałem z nikim walczyć, podkładać nóg, robić świństw, iść po trupach. Ludzie tęsknią za takimi przykładami. Chcą się upewnić, że bez nieczystych zagrywek da się osiągnąć to, o czym się śniło.

Zobacz także: Dobra książka na wakacje (1) . Sądeczanin poleca „Idź własną drogą”

- Tylko że pojawiło się niemal od razu pytanie: co teraz? Wpadłem w pułapkę własnych ambicji. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej ambicja wydaje mi się krzyżem. Dlaczego iść na koniec świata, ryzykując życie, gdy można spokojnie żyć na wsi, kontemplować, cieszyć się słońcem, przyrodą – pyta Kamiński. - Ciekawe, że czasem jakieś siły gnają nas wciąż w nowe miejsca… Kiedy w dzieciństwie mieszkałem w Połczynie Zdroju, chciałem się z niego wyrwać. A dziś wydaje mi się, że świat zogniskowany w domu tworzonym przez kochającą się rodzinę nie jest gorszy niż makrokosmos, którego tajemnice wciąż są do odkrycia.

- Jednak jakoś się do tej rzeczywistości przygotowywałem… Przeczytałem sporo książek, uczyłem się hiszpańskiego, modliłem się, zrobiłem fundament według świętego Ignacego Loyoli. A później starałem się być pokorny wobec tej rzeczywistości drogi. Nie próbowałem przemieszczać się jak czołg, ale szedłem tak, jakby to była pierwsza droga w moim życiu – mówi Kamiński. -To był chyba najbardziej skomplikowany projekt, jaki kiedykolwiek przedsięwziąłem. Biegun to był w zasadzie trzask – prask… Nieraz jest tak, że ktoś nieoczekiwanie dla samego siebie pisze książkę życia albo zdobywa medal olimpijski. Tak było z biegunem, zdarzył się.

Zobacz także: Dobra książka na wakacje (2). Sądeczanin poleca „Idź własną drogą”

- Początkowo chciałem iść z Santiago do Polski, do Nagiej Góry, pod prąd. Niby pokornie, ale gdzieś tam było wielkie ego mówiące: to będzie droga według Marka Kamińskiego. Jak teraz o tym myślę, to mnie to śmieszy. Potem okazało się, że droga mnie sformatowała, ogołociła – tłumaczy Podróżnik. - Nie było tak, jak sobie wyobrażałem – że będę odkrywał tajną moc i miał jej coraz więcej. Okazało się, że moc jest gdzieś indziej. Droga uczyła mnie pokory. Przyjąłem to, co mi dawała. Na górskim szlaku czy na biegunach nie ma znaczenia, co wcześniej zrobiłeś, kim jesteś, ile masz pieniędzy. Jesteś zdany na siebie i jedyne, co masz, to właśnie ta chwila.

- Mówienie o słabościach powoduje ulgę. Nagle okazuje się, że nie jesteśmy potępiani za to, że to opowiedzieliśmy. Każdy słuchacz to przyjmuje. Pewnie porównuje czyjś krzyż do tego ciężaru, który sam niesie. Więc o ile w „normalnym” życiu ludzie chwalą się swoimi sukcesami i to powoduje, że czują się lepiej, to na Camino jest odwrotnie- mówienie o własnych słabościach powoduje, że ludzie nabierają we własnych oczach wartości.

Cytaty pochodzą z książki pt. „Idź własną drogą”, w której Joanna Podsadecka przeprowadza wywiad z Markiem Kamińskim, Wydawnictwo WAM, Kraków 2017

Fot. ilustracyjne Sądeczanin.info






Komentarze Facebook